Prof. Ryś o DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików)

Reklama

pt., 12/28/2018 - 20:22 -- zzz

O zaburzeniach, rolach i terapii dorosłych dzieci alkoholików (DDA) i dorosłych dzieci dysfunkcyjnych (DDD) z prof. Marią Ryś rozmawia Robert Wyrostkiewicz

 

- W jaki sposób można zdiagnozować czy ktoś jest dorosłym dzieckiem alkoholika czy alkoholików (DDA) i co to dla niego oznacza w praktyce;  jakie ma deficyty; z czym sobie nie radzi?

 

- Zacznijmy od tego z czym DDA sobie świetnie radzi. Bardzo często są to osoby, które doskonale radzą sobie w życiu zawodowym będąc niezwykle pracowite i ambitne. Niejednokrotnie ludzie z najbliższego otoczenia nie mają pojęcia, że ta osoba jest takim właśnie klasycznym przykładem DDA, ponieważ z punktu widzenia pracodawcy funkcjonuje jako wzorowy pracownik. Istnieją pewne cechy DDA, które sprawiają, że jest ono wymarzonym pracownikiem. Z trudnego dzieciństwa DDA wynosi ogromny dystans do konfliktów i obawę przed konfliktami. Woli ustąpić, jest submisyjny, delikatny, w relacjach pracowniczych nie znosi awantur. Jeżeli szef czegoś zażąda DDA woli to wypełnić niż wchodzić w konflikt nawet wtedy jeśli jego prawa jako pracownika są drastycznie łamane. Co więcej, wśród wielu takich osób, które pełniły w środowisku rodzinnym tzw. rolę bohatera czy maskotki występuje cecha, która dla osób nie będących DDA jest niepojęta. Mianowicie w sytuacji trudnej, problemowej, DDA samo proponuje rozwiązania niekorzystne dla siebie. Czyli jeśli jest dodatkowa nieodpłatna praca do wykonania i nikt nie chce się na to zgodzić to DDA nie tylko się zgodzi, ale samo zaproponuje, że wykona to zadanie. Jest to wyniesiona z dzieciństwa nadlojalność. DDA są niezwykle lojalne dla każdego, kto okazał im chociaż kawałek dobra. Są to osoby, które bardzo często cierpią na tzw. kapitanozę - kapitan schodzi z okrętu ostatni. Tak postępują DDA, ponieważ przetrwanie w rodzinie z problemem alkoholowym wymagało od nich wyjątkowego samozaparcia i dlatego DDA będzie trwać przy bardzo trudnym szefie czy w nieludzkich układach pracowniczych. To osoby, które nie tylko dają sie wykorzystywać w pracy, ale cierpią nic nie mówiąc. DDA poświęca także swój wolny czas dla pracy, ponieważ często nie lubi zabaw, odpoczynku, ciszy więc często po prostu wpada w pracoholizm, a robi to tak naprawdę po to, żeby chronić siebie, zranione wnętrze. Ucieczka w pracę dla wielu DDA jest wspaniałym rozwiązaniem.

 

- A co z życiem prywatnym?

 

Właśnie, cechy DDA najmocniej ujawniają się w życiu osobistym i w najbliższych relacjach. Mówiąc obrazowo DDA jest trudno z samym sobą, ale też bardzo ciężko żyje się z DDA. Przede wszystkim dlatego, że życie w rodzinie alkoholowej skutkuje najczęściej obniżonym poczuciem własnej wartości. Wyraża się to skrajnymi samoocenami, które często w zależności od poziomu lęku funkcjonują od ogromnie zawyżonej do zaniżonej samooceny. Obniżone poczucie wartości może być skrywane pod płaszczykiem pozornego poczucia wyższości. Taki człowiek będąc nadwrażliwy na krytykę bardzo rani innych nie mając tego świadomości. Osoby te maja bardzo niski poziom zaufania do ludzi. Człowiek wychowujący się w środowisku alkoholowym wyznaje trzy podstawowe zasady: nie ufaj, nie czuj i nie mów.

Nie ufaj - bo podstawowe zaufanie do rodziców było setki razy naruszane. Bierze się to w praktyce z takich zdarzeń jak na przykład sytuacja, w której tata obiecuje dziecku wiele razy, że zabierze je do zoo, a wraca zawsze pijany, pada i nie wie co się z nim dzieje.

Nie czuj - to jedna z najtrudniejszych zasad, która szczególnie jest mocna tam gdzie była przemoc, a jeszcze silniejsza tam gdzie było wykorzystywanie seksualne. Kobiety gwałcone w rodzinie przez ojca czy brata lub kolegów brata opowiadały mi co robiły, żeby to przeżyć, przetrwać. Mówiły: „Ja stawałam obok siebie, obok tego ciała. Ten ojciec czy brat, który przyprowadził kolegów, żeby mnie gwałcili nie gwałcili mnie, ale moje ciało. ja stałam obok. Ciało cierpiało, ale ja nie, znieczuliłam się„. Tak działa straszliwa zasada "nie czuj", która później uruchamia sie w bardzo wielu sytuacjach. Ojciec Jacek Salij często opowiada o myszy, która wpadła do ula. Wiadomo, że kiedy mysz wpadnie do ula jest od razu żądlona przez pszczoły. Mysz umiera, ale pszczoły są zbyt małe żeby ją usunąć. Muszą nauczyć się żyć z tą myszą, która będzie się rozkładała. Żeby więc ul mógł dalej funkcjonować pszczoły oblepiają ją woskiem. Tak dzieje się dokładnie wtedy, kiedy jakieś trudne, traumatyczne wydarzenie zostaje wyrzucone do podświadomości. Człowiek, żeby funkcjonować często okrywa woskiem zaskorupienia mechanizmów obronnych, mysz tych trudnych wydarzeń, która zajmuje ogromną przestrzeń.

Nie mów - to jedna z najmocniej działających zasad głoszących, że o problemie alkoholowym się nie mówi. To jest niepisana zasada rodziny. Znam sytuacje, gdzie po wielu latach ktoś ze łzami przyznaje się, że jest dorosłym dzieckiem alkoholika. Dla DDA takie wyznanie jest przełamaniem jakiejś straszliwej bariery. Często wychowawcy, nauczyciele, księża katecheci opowiadają, że zdarzają się sytuacje, kiedy dziecko podchodzi i mówi, że tata pije i ono nie może już tego znieść. Nazajutrz dziecko przybiega i mówi, że tak mu się tylko wyrwało. Zasada „Nie mów” wywołuje ogromne wyrzuty sumienia z powodu przerwania tabu rodzinnego. Często nawet najbliższa rodzina nie wie, że któreś z rodziców dziecka pije.

- Dorosłe Dzieci Alkoholików (DDA) to ludzie, którzy są zaburzeni przez fakt dorastania w otoczeniu pijącego rodzica. Wchodzą w życie z różnymi deficytami emocjonalnymi, interpersonalnymi; mają zaburzony wzorzec rodzica, nawet człowieka, nie radzą sobie z problemami. Jednak czy nie jest tak, że z identycznymi trudnościami spotykają się także osoby wychowujące się w domach, gdzie głową rodziny nie jest alkohol? Czy można mówić o osobnej kategorii zaburzenia jak DDA?

 

- Rodzina alkoholowa nie jest równa innej rodzinie alkoholowej. Należy  wystrzegać się generalizacji. Człowiek, który wzrasta w różnych rodzinach alkoholowych może wynieść z domu bardzo różne cechy. Nie dawno przeprowadzaliśmy w Polsce badania dorosłych dzieci alkoholików, w których udział wzięło ponad 700 osób. Pytaliśmy m.in. o odczuwanie skutków wychowania w rodzinie z problemem alkoholowym. Około 30 proc. osób nie odczuwało takich skutków. Kiedy dokładnie przyglądaliśmy się wynikom badań to okazało się, że w jednym i drugim przypadku rodzice byli często osobami kochającymi nie tylko dzieci, ale kochającymi się wzajemnie. Problem alkoholowy występował i był na pewno bólem, ale wychowanie w rodzinie z problemem alkoholowym nie musiało oznaczać koniecznej stygmatyzacji. Żeby pokazać jak zawiły jest to problem trzeba sięgnąć do motywów dla których ludzie wpadali w uzależnienie. Na początku trzeba zburzyć stereotypowy obraz alkoholika, który musi być człowiekiem z marginesu. Bardzo często na uzależnienie alkoholowe cierpią osoby zbyt wrażliwe. Przykładowo wśród artystów uzależnienie pojawia się częściej. Chyba jest tak, że człowiek, który nie godził się z rzeczywistością, a mieliśmy nie tak dawno jeszcze czasy komunistyczne, nie potrafił zaakceptować tego co działo się w tej rzeczywistości, mógł czuć się samotny, niezrozumiany itd. Kiedy osoba ta uzależniła się to przeżywała swój dramat, cierpiała z nim cała rodzina, ale cierpiała inaczej. Duży wpływ ma także to czy w tej rodzinie pomimo, że występował problem alkoholowy był ktoś kto potrafił stabilizować sytuację. Ogromne znaczenie ma też to, czy była tam inna osoba znacząca, czyli osoba odgrywająca znacząca rolę w życiu dziecka, która potrafiła mu pokazać, że jest ogromnie ważne, potrzebne, że jest ktoś, kto daje poczucie bezpieczeństwa. Nie można więc powiedzieć, że rodzina alkoholowa sama z siebie doprowadzać musiała do wyniesienia przez dziecko bardzo poważnych deficytów. Jednak z całą pewnością można stwierdzić, że każda rodzina dysfunkcyjna, o ile nie ma osoby pomagającej dziecku, może prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji.

 

Zacznę od mojego pierwszego poważnego badania, w którym przebadaliśmy 50 osób przyglądając się wpływowi rodziny i okresu wychowania na dalsze losy dziecka. Uznaliśmy, że najłatwiej będzie można obejrzeć ten problem na przykładzie tzw. rodzin mieszanych, w których  niektóre dzieci wychowywały się w rodzinie z punktu widzenia psychicznego normalnej a drugie w rodzinie dysfunkcyjnej. Badaliśmy jak ci ludzie funkcjonują w małżeństwie. Pamiętam, że wtedy na samym początku mojej drogi naukowej przeżyłam nie małe zaskoczenie, kiedy na pytanie "Czy ojciec cię kochał?" padała często odpowiedź "Tak, bardzo". Na pytanie "Czy matka cię kochała?" odpowiadano "Tak, bardzo". Kiedy zaś pytałam "A jak oceniasz dzieciństwo?" słyszałam: "Tragicznie, bo rodzice nie kochali się nawzajem". Wtedy po raz pierwszy dotarło do mnie jako do początkującego psychologa, że tak na prawdę dziecko nie potrzebuje dwojga rodziców, ale dwojga kochających się rodziców. Brak miłości pomiędzy rodzicami, pomimo, że nie ma tam problemu alkoholowego może również owocować ogromnymi deficytami wychowawczymi, zaburzeniami poczucia bezpieczeństwa itd. Wydaje mi się więc, że mówiąc o dorosłych dzieciach z rodzin z problemem alkoholowym (DDA) chyba trzeba by raczej mówić o dorosłych dzieciach z rodzin dysfunkcyjnych (DDD). Nie jest więc tak, że istnieje specjalna i odrębna grupa zaburzeń, która charakteryzowałaby tylko osoby wychowujące się w rodzinach z problemem alkoholowym.

- Czyli Dorosłe Dzieci Alkoholików mieszczą się w szerszym zbiorze, czyli w zbiorze Dorosłych Dzieciach Dysfunkcyjnych?

 

- Tak, przy czym nie każda osoba wychowująca się w rodzinie alkoholowej odczuwa bolesne wspomnienia z okresu dzieciństwa.

 

- Wspomniała pani o archetypach DDA. Specjaliści mówią o dziecku bohaterze, dziecku we mgle, maskotce i koźle ofiarnym. Co kryje się pod tymi słowami?

 

Najczęściej pierwsze, najstarsze dziecko pełni rolą bohatera rodzinnego. To jest człowiek nad odpowiedzialny, który się troszczy o wszystkich, stara się o dobre funkcjonowanie rodziny, ofiarowuje dużo z siebie. Praktycznie do niego zwraca się rodzeństwo jak do matki czy ojca. Często rodzeństwo zwraca się z wszystkim do tej osoby także w życiu dorosłym. Bohater rodzinny jest nadopiekuńczy, wyręcza rodzeństwo, zwalnia je z odpowiedzialności. Nie koniecznie musi to być najstarszy z rodzeństwa, ale to zawsze ten, którego wszyscy zapamiętują z bardzo pozytywnych zachowań. Jednak jest to człowiek, który pomimo wielu sukcesów w życiu zawodowym, społecznym, rodzinnym, nie wierzy w swoje możliwości, siły, nie docenia się. Dziecko we mgle to najczęściej pełniona rola, w której ucieka się w swój świat. Dawniej był to świat bajek, książek, filmów, a teraz jest to coraz częściej świat Internetu. To dziecko, które żyje jakby nie żyło, które nie chce przysparzać nikomu żadnych problemów; jest tak cichutkie, że nauczyciele po latach przypominając sobie swoich uczniów najczęściej tego dziecka w ogóle nie pamiętają. Dziecko we mgle najbardziej narażone jest na samobójstwa. To człowiek, który nie kontaktuje się z innymi ze względu na zasadę „Nie mów”, bowiem coś o rodzinie wypada powiedzieć; koledzy zapraszają się do domu, a on nie może, bo w domu jest pijany rodzic; koledzy opowiadają o swoich rodzicach, a on nie może nic powiedzieć. Są to dzieci niezwykle samotne i narażone na różnego typu wykorzystywania w sieci czy chociażby na dominujące poczucie osamotnienia mogące doprowadzić do samobójstwa. Kozioł ofiarny to rola bardzo ciekawa przypisana dziecku, które tak bardzo nie znosi napięć w rodzinie i tak je przeżywa, że swoimi zachowaniami rozładowuje sytuację w Rodzinie. Najczęściej są to niestety zachowania negatywne. Kiedy przyglądamy się genezie np. narkomanii to często pierwotnym motywem sięgnięcia po środek psychoaktywny było napięcie w rodzinie. Kozioł ofiarny to jest ten, który pójdzie na wagary, mając 10-15 lat sam sięgnie po alkohol i wtedy cała rodzina na nim się skupi, bo wtedy łatwiej wylać całą burzę złości na dziecko. Rodzina na nim odreagowuje, a najczęściej problem leży zupełnie gdzieindziej. Wśród dorosłych dzieci alkoholików spotykamy także osoby, które spełniały rolęmaskotki. Pozornie maskotka odpowiada roli ciepłej, radosnej, przyjemniej. Maskotka to osoba, która żartem rozładowuje wszystkie napięcia. W chwilach, kiedy np. do domu wraca pijany ojciec matka mówi do maskotki „zajmij się ojcem, bo Ty najlepiej na niego wpływasz”. Maskotka jest przymilna i faktycznie rozładowanie napięcia alkoholowego w domu wychodzi jej najlepiej, ale jest ona także najbardziej narażona na wykorzystywanie, również seksualne ze strony ojca, przy czym ojciec nie zawsze nawet wie, że to jest jego córka a nie żona. Bywa, że matka mówi „Połóż się z ojcem to go uciszysz i cała rodzina będzie miała spokój”. Znałam też takie sytuacje, kiedy matki wiedziały o tym, że tak jest, ale udawały dla tzw. świętego spokoju, który nie był ani święty ani nie był spokojem, że nie wiedzą. Maskotki są podwójnie bite, w takim sensie, że nie dość, że cierpią wszystkie skutki tej roli, to jeszcze krąży o nich opinia „Tobie to dobrze, ty się niczym nie przejmujesz”. Maskotki to osoby, które najczęściej płaczą po nocach, które mogą stracić kontakt ze swoją sferą emocjonalną. To jest taki klaun własnym kosztem. Niektórzy mówią także o roli ułatwiacza, która jest bardzo podobna do funkcjonowania osoby współuzaleznionej. Mamy tu osobę, która pogłębia problem uzależnienia. Jest to człowiek, który ponosi odpowiedzialność, współodpowiedzialność za osobę pijącą. Innymi słowy to człowiek, który robi wszystko, aby osoba pijąca nie odczuwała skutków swojego picia. Taka jest podstawowa funkcja ułatwiacza czy osoby współuzaleznionej.

 

- Jak pełniona rola wpływa na dalsze życie DDA czy DDD?

 

Nie jest obojętne jaką role pełniło dziecko w rodzinie. Obecnie przeprowadzamy badania międzynarodowe, w których chcemy przyjrzeć się pełnionym rolom w danej kulturze, a także temu z jakimi cechami wiąże się najbardziej pełnienie danej roli. Szczególnie wymienia się takie cechy jak obniżone poczucie własnej wartości, brak wiary w to, że jest się osoba kochaną, obniżony poziom zaufania. Mamy też cechę, która nie wybija się na pierwszy plan, ale bardzo niszczy relacje bliższe: to tendencje do drobnych kłamstw. Załóżmy, że DDA jest żona, która oczywiście żeby przetrwać w rodzinie z problemem alkoholowym musiała kłamać, bo załóżmy, że przychodził do domu agresywny ojciec i pytał czy jest matka - wówczas DDA kłamało, że matki nie ma, żeby ochronić ją przed agresją. Ktoś kto dorastał w takiej atmosferze często nie mówi prawdy w dorosłym życiu. Kłamstwo u DDA nie pełni roli kłamstwa, czyli wprowadzania kogoś w błąd, ale ochrony innych przed jakimkolwiek cierpieniem, nawet najmniejszym. Załóżmy więc, że żona będąca DDA wyjeżdża na delegację. Mąż z łóżka skoro świt rzuca pytanie „Słuchaj, kochanie, jadłaś śniadanie?” DDA, żeby nie martwic męża, żeby chronić go przed zmartwieniem powie „zjadłam”. DDA zrobi to w każdym przypadku, kiedy ma kogoś zmartwić. Kłamstwo u DDA ciśnie się wówczas bez cienia zahamowania. Mąż wstaje, patrzy, czajnik zimny, były dwie bułeczki i są nadal. dwie bułeczki i myśli „Ona mnie znowu oszukała.” DDA zrobiło to po to, żeby go nie martwić, on zaś traktuje to jako podważenie zaufania. Podałam przykład banalny, ale takich przykładów w życiu DDA jest bardzo wiele. Kłamstwo u DDA to automat, którego zmiana jest czymś niezwykle trudnym. Dorośli, którzy dzieciństwo spędzili w rodzinie alkoholowej boją się konfliktu i każdy spór mogą traktować jako brak miłości ze strony bliskiej osoby. To osoby boleśnie nadwrażliwe, które można zranić nawet zwykłym niewinnym żartem, kiedy nie mamy pojęcia o jego odbiorze, bawimy się, a DDA czuje się śmiertelnie zranione, a tych zranień było już tyle, że jedno nakłada się na drugie.

 

- Czy DDA czy też DDD, aby wyjść z tych zaburzeń potrzebują terapii i jak ona wygląda?

Może być tak, że DDA czy DDD ze swoimi problemami, nawet poważnymi poradzi sobie samo. Znam cały szereg takich przypadków, gdzie absolutnie nie była konieczna pomoc psychologa; gdzie kochający współmałżonek czy współmałżonka potrafiła swoimi zachowaniami zniwelować wszystkie zaburzenia; gdzie terapia była w ogóle niepotrzebna. Znam też takie przypadki, kiedy DDA chodziło od terapeuty do terapeuty i coraz bardziej pogrążało się w rozpaczy widząc, że nikt nie jest w stanie mu pomóc. Więc nie da się ujednolicić odpowiedzi na tak postawione pytanie. Przy problemie DDA najpierw zwracano uwagę na osobę uzależnioną. Wyobrażano sobie, że kiedy pijący rodzic przestanie pić to problemy znikną. Okazało się, że to tak po prostu nie działa. Wówczas pojawił się problem osób współuzaleznionych. Jako ostatni problem odkryto DDA. Powstają różne grupy i różne formy terapii i wydaje się, że mógłby to być doskonały temat na pracę naukową o rodzajach terapii z dorosłymi dziećmi alkoholików. Jednak to co mnie zawsze zastanawiało w ramach terapii DDA to problem przebaczenia. Wydaje mi się, że te grupy terapeutyczne, które zwracają uwagę na przepracowanie przebaczenia, na uwolnienie się poprzez przebaczenie od bolesnej przeszłości są o wiele bardziej skuteczne od tych, które problemu przebaczenia nie podejmują. Osoby, które często korzystały z pomocy psychologa i grupy terapeutycznej, a nie doświadczyły tej pomocy będą miały problem z wyjścia z zaburzeń. Niestety, problem DDA jest na tyle nowym problemem, że nie posiadamy w Polsce dużej ilości profesjonalistów zajmujących się terapią dorosłych dzieci alkoholików, ale są takie ośrodki i są one bardzo cenne. Ogromną role odgrywają grupy terapeutyczne, które działają na zasadzie 12 kroków (podobnie jak u Anonimowych Alkoholików); grupy prowadzone przez profesjonalnych terapeutów a składające się z samych dorosłych dzieci alkoholików, które wychodzą ze swoich zaburzeń. Miejsca te stanowią duże wsparcie dla osoby z takimi problemami. Są szkołą usamodzielnienia się, stawania na własne nogi, dbania najpierw o siebie a potem o cała resztę, co dla DDA jest bardzo trudne. Nie wiem ile dokładnie jest ośrodków zajmujących się terapią DDA, ale kiedy dostrzeżemy jaką mamy w Polsce plagę alkoholizmu po czasach socjalistycznych musimy przyznać, że zapewne na nie mniejszą skalę występuje także problem DDA, bowiem w tych rodzinach alkoholowych najczęściej wychowywała się dwójka czy trójka dzieci. W mojej książce „Gdy alkohol staje się głową rodziny” na podstawie literatury wyróżniam 37 cech, które mogą występować u DDA. Dorosłe dzieci ze wspomnianych rodzin, które przynajmniej część tych cech posiadają, są dużo liczniejsze niż się nam wydaje, a problem DDA jest niestety dalej problemem nieznanym w polskim społeczeństwie.

 

- Dziękuję za rozmowę.

 

Prof. Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, dr hab. Maria Ryś, psycholog, Kierownik Katedry Psychologii Rodziny na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej UKSW w Warszawie oraz Podyplomowego Studium Relacji Interpersonalnych i Profilaktyki Uzależnień WFCH UKSW. W pracy naukowej, badawczej i popularyzatorskiej koncentruje się wokół kilku zagadnień - psychologii rodziny, dysfunkcji w rodzinie, radzenia sobie w sytuacjach trudnych oraz profilaktyki uzależnień. Jest autorką wielu książek i artykułów poświęconych tematyce rodzinnej i uzależnieniom.

 

Autor: 
Robert Wyrostkiewicz
Źródło: 
"Nasza Polska"
video: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz:

Reklama