Jak wygląda budowa szpitala w kraju ogarniętym wojną? Sudan Południowy

Reklama

Inżynier pracująca w Sudanie Południowym, kraju zniszczonym przez wojnę, tłumaczy jak wygląda budowa infrastruktury medycznej w miejscu tak niebezpiecznym, że nawet ONZ nie chce wysyłać tam swoich pracowników.

Sudan Południowy jest najmłodszym krajem na świecie, powstałym po referendum niepodległościowym w 2011, jednocześnie będąc jednym z najbardziej chaotycznych. Zdewastowany przez wojnę domową, aktualnie jest tak niebezpieczny, że ONZ nie chce tam wysyłać swoich pracowników. 41 letnia podpułkownik-inżynier wojska brytyjskiego Katie Hislop dowodzi 400 osobowym oddziałem w Operacji Trenton, misji wspieranej przez ONZ mającej za cel budowę szpitala w strefie wojny.

Wśród klęsk humanitarnych znanych światowej publice, sytuacji w Sudanie Południowym wciąż pozostaje mroczną tajemnicą. Walki między plemionami Nuer i Dinka, rozpoczęte w 2013 doprowadziły do śmierci tysięcy i ucieczki ponad 4 milionów osób z kraju. W krytycznym momencie konfliktu, ponad 400 mężczyzn i kobiet zostało zamordowanych w mieście Bentiu, gdzie obecnie stacjonują oddziały Hislop. Podpułkownik i jej żołnierze stworzyli też obóz dla uchodźców uciekających z Malakal, 500 km od stolicy kraju, Juby.

Jak by tego było mało, Sudan Południowy nie posiada żadnej siły politycznej, infrastruktury czy banków, co oznacza, że cywile żyją w niestannym napięciu. „Ludzie ze strzeżonych obozów ryzykują opuszczając je żeby sprzedawać swoje produkty na bazarze i kupować inne, a przed zmrokiem, wszyscy szybko wracają, żeby ujść z życiem”, mówi Hislop. „Źródłem przemocy są nie tylko różne frakcje polityczne, ale też zwykłe akty kryminalne ludzi którzy napadają i rabują w akcie desperacji. Nie ma żadnych banków, co zmusza ludzi do natychmiastowego wydawania pieniędzy, które inaczej mogłyby zostać ukradzione. Malakal jest sporym miastem nad brzegiem Nilu. Powinno być to miasto pełne życia z barami i restauracjami, zostało jednak zrabowane i zniszczone w wyniku ciągnącego się latami konfliktu.”

Hislop jest też pierwszą kobietą dowodzącą misją międzynarodową w kraju, co czynię jej osobę bardziej zaufaną wśród lokalnej ludności. „Zawsze postrzegam siebie najpierw jako wojskową, a nie jako kobietę”, przyznaje. „Ale bycie kobietą może być pomocne podczas misji humanitarnych takich jak ta. Lokalna ludność i kobiety dużo chętniej nawiązują kontakt i współpracują z kobietą w mundurze, niż z mężczyzną.”

Ale nawet w takich okolicznościach, budowa czegokolwiek jest trudna. Mie ma autostrad, ani dostępnych materiałów budowlanych w kraju, w związku z czym wszystko trzeba dostarczać drogą powietrzną z zagranicy. Ponadto pora deszczowa, podczas której każdy zakamarek wypełnia się wodą, trwa 4 miesiące, budowanie więc wygląda tu jak stawianie domku z kart. Wpływa to na wszystkie aspekty budownictwa. Wszystkie siedziby tubylców to liche chatki zrobione z błota i gliny, nie ma tu żadnych trwałych materiałów.

Hislop twierdzi, że jej oddziały poświęcają cały swój wolny czas na uczenie lokalnej młodzieży różnych umiejętności takich jak stolarstwo, sztuki walki czy fotografia. „Wielu członków lokalnej społeczności posiada wykształcenie i umiejętności, są też zdeterminowani żeby maksymalnie wykorzystać szanse które się im oferuje.”

Autor: 
Igor Łukawczyk
Źródło: 
Vice.es

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz:

Reklama