Zatłukli Islandczyka, dźgali Holendra.

Dwa kraje i dwa zdarzenia, które w ostatnich dniach wywołały medialny szum. Oba z Polakami w tle w najgorszym, z możliwych, brutalnym, bestialskim wydaniu. To na Islandii jest szczególnie wymowne, gdyż takie rzeczy tu po prostu się nie zdarzają. Mieszkańcy są w szoku, naród jest wstrząśnięty, a media ochoczo podkreślają, że wśród sprawców byli Polacy. Jak się czujemy? Niemiło, pojawia się wstyd. A przecież sami wszystkich imigrantów lubimy wrzucać do jednego worka. W końcu z założenia wszyscy są źli.

Islandia to jeden z najbezpieczniejszych krajów świata, od lat zawsze w czołówce wszystkich możliwych rankingów. Gdy dwa lata temu Polka została skazana za zabójstwo, było to wielkie wydarzenie, szok, wszystkie media o tym pisały. Wtedy, w 2015 roku, było to jedyne morderstwo w kraju.

Teraz też wszystkie media piszą o naszych rodakach. Tym razem jednak o porachunkach mafijnych i makabrycznej zbrodni dokonanej na oczach rodziny. Wyobraźmy sobie, co by się działo w Polsce, gdyby taka zbrodnia wydarzyła się z udziałem imigrantów u nas.

Rodzina wszystko widziała
Sprawców było sześciu. Swoją ofiarę zaatakowali przed jej domem, prawdopodobnie na zlecenie. – Rodzina wszystko widziała. Na jej oczach bili go różnymi narzędziami, nikt nie był w stanie zapanować nad tą agresją. Żona błagała o litość, ale bezskutecznie. Na koniec przejechali samochodem po jego nogach. Nie przypominam sobie takiego zdarzenia, które tak bardzo wstrząsnęłoby opinią publiczną – mówi nam Marta Niebieszczańska, redaktor naczelna portalu Iceland News Polska. Mężczyzna zostawił dwoje dzieci, w tym jedno 10-dniowe i to jeszcze bardziej potęguje emocje wokół zbrodni, bez względu na to, czy sam był przestępcą, czy nie. Napad widzieli też inni członkowie jego rodziny, a dziadek dostał zawału.

– Wszystko wskazuje, że były to porachunki mafijne i różnie ludzie to odbierają. Ale sposób, w jaki dokonano zabójstwa był szokiem dla wszystkich. Takie sytuacje w Islandii wcześniej się nie zdarzały – mówi nam Bartosz Karaś, Polak mieszkający w Reykiaviku.

Wśród sześciu aresztowanych dwóch nosi polskie nazwisko. To bracia doskonale znani islandzkiej policji. Już raz byli skazani za napad, ale się odwołali i w chwili zabójstwa w Mosfellsbær pod Reykiavikiem przebywali poza więzieniem. Pozostała czwórka to rdzenni Islandczycy. Ale wszystkie media zgodnie, jak jeden mąż, podkreślają przede wszystkim udział w tej zbrodni Polaków.

– Jakiekolwiek by to nie były wiadomości, pierwsza informacja jest taka, że brali w tym udział Polacy. Wytyka się ich polskość, wskazuje jednoznacznie na ich narodowość. Głośno jest także o zatrzymanych Islandczykach, którzy są znani policji. Jeden z nich wielokrotnie był skazywany za napady i wymuszenia. W grupie jest jedna kobieta. Teraz wszyscy przebywają w areszcie i czekają na zakończenie śledztwa – mówi Marta Niebieszczańska.

Przyznaje, że nie jest to przyjemne widzieć w takim kontekście polskie nazwiska w islandzkiej prasie. – Zawsze będzie niesmak, wstyd. Sami Polacy mieszkający w Islandii reagują twierdzeniem "i znowu Polacy", "Znowu my". A przecież nie wszyscy Polacy są przestępcami – mówi.

"Czy Polski sklep zostanie spalony"
Po tym wydarzeniu Bartosz Karaś zadał na Facebooku prowokacyjne pytanie. "Jak myślicie? Czy przez Islandię przetoczy się teraz fala protestów przeciw imigrantom? Czy zostanie wprowadzony zakaz wjazdu dla imigrantów z Polski? Czy Polski sklep zostanie spalony?". – Chciałem wywołać dyskusję, gdyż na wielu grupach polonijnych padają islamofobiczne hasła. To kuriozalne, że takie rzeczy z udziałem Polaków się dzieją, a imigranci z Polski krytykują innych imigrantów i uważają się za lepszych od innych – mówi.

Wielu mu pod tym wpisem przyznało rację. "Smutne, że po raz kolejny Polaczki są w coś zamieszane... człowiek chce normalnie żyć a tu takie numery...", "psują reputację", "deportować" – komentują Polacy.

Wszyscy zgodnie przyznają, że to nie jest już ta sama Islandia, co kiedyś. Że dzieją się rzeczy, o których nikt wcześniej tutaj nie słyszał i ich nie doświadczył. Media podają, że statystyki – od 1983 do 2013 roku popełniono tu 53 morderstwa. Średnio każdego roku – 1,9. – Patrząc na statystki, o Polakach pewnie będzie więcej słychać, bo to najliczniejsza grupa imigrantów w Islandii. A wiadomo, że media chętniej będą pokazywały przestępstwa z udziałem obcokrajowców. Tak jak w Polsce lubimy podkreślać, gdy przestępstwa dokona cudzoziemiec – zauważa Ryszard Haber z Centrum Islandologicznego we Wrocławiu, które prowadzi portal iceland.pl. To dotyczy nie tylko Polaków, ale też Rosjan i Łotyszów.

– Policja nie jest przygotowana, nie ma doświadczenia w rozwiązywaniu takich przestępczych spraw – mówi Bartosz Karaś. Podaje przykład z ubiegłego roku: – Po sezonie letnim znalazła w porcie w Reykiaviku cały kontener skradzionych laptopów, aparatów. Wszystko przygotowane do transportu na Łotwę. I już była pewność, że na Islandii działa grupa przestępcza.

Polacy, którzy tu mieszkają, podkreślają jednak, że jako pracownicy bardzo są tu cenieni i cieszą się bardzo dobrą opinią. Nikt nigdy nie daje im odczuć, że ma do imigrantów jakiekolwiek uprzedzenia. – Ludzie nas lubią, złego słowa się nie usłyszy. Jaki wpływ będzie miało to ostatnie wydarzenie? Czas pokaże – mówi Bartosz Karaś.

W Polsce trudno to sobie wyobrazić. Wystarczy przypomnieć, co się działo w Ełku po zabójstwie młodego Polaka. Niemal doszło do linczu, wybuchły zamieszki, atmosfera w całym kraju mocno się wtedy zagotowała.

"Dźgali nożami"
Spójrzmy jeszcze na Holandię, gdzie mniej więcej w tym samym czasie zdarzył się równie brutalny napad z udziałem naszych rodaków. Szczegółowo opisał to polonijny portal Polonia.nl. Za mediami holenderskim, który bardzo żyły tą sprawą.

Dwoje Polaków – lat 24 i 19 – jest już w areszcie. Najpierw mieli podpalić budynek na campingu, potem próbowali włamać się do mieszkania, a na koniec dokonali brutalnego napadu na kierowcę, który zgodził się podwieźć ich na policję.

Napadu dokonali Polacy, nie ma co do tego wątpliwości. Media piszą o tym, ale nikt nie wykorzystuje tego faktu do podżegania przeciwko polskim imigrantom.

– To był przypadek, że media to nagłośniły. Okazało się bowiem, że ofiarą Polaków jest bardzo znana w Holandii osoba. To Wilco Viets, który w 1995 roku został niesłusznie skazany na 10 lat więzienia, ofiara największego blamażu holenderskiego wymiaru sprawiedliwości. Gdyby nie to, media pewnie by o tym zdarzeniu nie pisały – mówi nam redaktor naczelna polonijnego portalu Małgorzata Bos-Karczewska.

"Zarzucono nam, że szkalujemy dobre imię Polaków"
Bardzo zastanawiające są jednak reakcje niektórych Polaków na te doniesienia. – Włosy dęba mi stanęły – przyznaje Małgorzata Bos-Karczewska. I opowiada, dlaczego. – Na FB łączone są fakty, żeby wybielić Polaków. Raz skazany zawsze winny, mimo iż sąd Vietsa uniewinnił. Chodzenie z nożem i go używanie ci Polacy uważają za coś zupełnie normalnego. Ktoś inny zarzucił nam, że opisując te historie szkalujemy ich dobre imię, że wbijamy szpilę. Jeden z oburzonych ripostował, że w Rotterdamie po kłótni w supermarkecie to Holender wjechał autem na grupkę Polaków i kilku trafiło do szpitala. A w mediach holenderskich cisza. Skomentował to: "przy niektórych nasza rodzima polska patologia to "słodziaki" – mówi.

Ale również w Holandii, jak mocno podkreśla Małgorzata Bos-Karczewska, nie gra się anytimigracyjną kartą wobec Polaków. Tu opisywaliśmy, jak mocno polska historia jest tu kultywowana, jaki szacunek mają polscy bohaterowie II wojny światowej. – To się bardzo zmieniło. Nie ma już żadnych podtekstów, jest za to duża wstrzemięźliwość. Po 10 latach migracji Holendrzy mają dziś szacunek dla Polaków – mówi.

Czy tak samo moglibyśmy powiedzieć, gdyby w Polsce imigrant dokonał tak brutalnego napadu? Ostatnio trudno to sobie wyobrazić.

Autor: 
Katarzyna Zuchowicz
Źródło: 
NaTemat.pl

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz: