Żydowski manipulator Jonny Daniels kłamał, że Polacy przecięli opony w jego samochodzie

Reklama

ndz., 09/30/2018 - 16:16 -- zzz

Jonathan „Jonny” Daniels, przez jednych zwany żydowskim Nikodemem Dyzmą, a przeze mnie „trędowatym” Jonnym, który winien chodzić po polskich ulicach i donośnym głosem krzyczeć „Nieczysty, nieczysty!”. To osobnik, który od 2014 roku próbuje odegrać w naszej Ojczyźnie istotną rolę. Z jednej zbić niezły interes dla głupich gojach, a z drugiej urobić dobrą gębę ludobójcom zrzucającym bomby na Strefę Gazy w Palestynie.

Cztery lata temu Daniels zorganizował obrady Knesetu w Krakowie. Miał to być symboliczny obraz uwieczniony aparatami i kamerami, którym w przyszłości można będzie kompromitować Polskę na arenie międzynarodowej. Teraz także Daniels prowadzi swoją działalność z aparatem fotograficznym w ręku. Co prawda nie przy użyciu profesjonalnej lustrzanki, ale korzystając z popularnego smartfona strzela sobie fotki z popularnymi dziennikarzami, politykami i działaczami społecznymi niemal każdej opcji. Chciał się spotkać także ze mną. Oczywiście odmówiłem, gdyż nie jestem naiwnym chłopcem, przeżywającym ekstazę na widok wartych fortunę zegarków na żydowskiej ręce. Po zaproszeniu, które Daniels złożył mi w listopadzie 2017 roku, postanowiłem bliżej przyjrzeć się „człowiekowi znikąd”. I tak na portalu wPrawo.pl, wraz z Katarzyną Treter-Sierpińską opublikowaliśmy serię artykułów na temat żydowskiego lobbysty. Od tego momentu dla zwalczającego „mowę nienawiści” Danielsa stałem się „rasistowską szumowiną” – jak o mnie napisał na Twitterze.

 

Oczywiście, strzelanie fotek, to nie jedyne zadanie „trędowatego” Danielsa, który polskojęzycznym dziennikarskim „prostytutkom” funduje wycieczki do Singapuru, niewielkiego kraju narkotykowego eldorado. Tak na marginesie? Może tu tkwi rozwiązanie zagadki, dlaczego Daniels ma wiele do powiedzenia w kwestii polskiego LOT-u? Rozumiecie?

Wróćmy jednak do manipulacji „obrazem”, na czym Daniels zna się naprawdę dobrze. Kilka dni temu, po występie Łukasza Bugajskiego w telewizji wRealu24 poczęły się dziać niepokojące rzeczy. Bugajski, który pozbierał do przysłowiowej kupy informacje na temat Danielsa (jego felietony będziemy publikować na portalu wPrawo.pl), zaczął otrzymywać pogróżki odebrania życia. Sprawą zainteresowała się niemal Polska, zwłaszcza partyjniackie ratlerki, czyli jednojajowi (nie mam na myśli zawartości spodni) Karnowscy i sakiewiczowska wierchuszka obsmarowująca Polaków krytykujących Żyda obrażającego polskich patriotów, a biorący w obronę koszernego pisarza holokaustowych legend.

 

 

Jonny Daniels łamie polskie prawo, gdyż bez zgody polskich organów przeprowadza ekshumację. Tymczasem twierdzi, że ekshumacja w Jedwabnem nie może mieć miejsca

Jonny Daniels łamie polskie prawo, gdyż bez zgody polskich organów przeprowadza ekshumację. Tymczasem twierdzi, że ekshumacja w Jedwabnem nie może mieć miejsca

Uświadamianie Polaków kim jest Daniels, w czym bierzemy bardzo aktywny udział, trwa od wielu miesięcy. Mimo potężnej agresji ze strony pseudo-prawicowych, niezależnych(.pl) mediów, lwia część Polaków poczęła domagać się ekstradycji Jonathana Danielsa z Polski i ujawnienia przez polskie służby jaką rolę w Polsce odgrywa w Polsce Żyd, który twierdzi, że „Polacy kolaborowali z Niemcami z chciwości, zaś Żydzi po to by przetrwać”, a do ekshumacji w Jedwabnem nigdy nie dopuści, mimo iż sam ekshumował żydowskie kości (zdjęcie obok).

Kilka dni temu, w sytuacji granicznej, Daniels po raz kolejny wziął do ręki smartfona, by strzelić sobie fotkę, która miała mu uratować pokrytą „trądem” facjatę. W odpowiedzi na informacje, iż Bugajskiemu, który dopiero co ujawnił raport na temat Żyda, grozi się śmiercią, co Żydowi pośrednio przyprawiało rogi, Daniels wrzucił do sieci zdjęcie przeciętej opony (podobno ze swojego samochodu). Pech chciał, że w momencie kiedy opony rzekomo miały zostać podcięte, samochód Danielsa stał pod warszawskim komisariatem, zewsząd otoczonym monitoringiem. Daniels zapewniał, że tak sprawy nie zostawi i „ruski troll” zostanie schwytany. Jaki efekt poszukiwania sprawcy? Sprawę wyjaśnia dziennikarz Polskiego Radia, Rafał Dudkiewicz.

Pan Daniels był w komisariacie w podwarszawskich Włochach, w sprawie uzyskania informacji nt. ataków na swoją osobę, ale oficjalnego zawiadomienia nie złożył. W sprawie przecięcia opon był w komisariacie na Ochocie-bez formalnego zawiadomienia. Monitoring nie wykazał sprawcy –pisze redaktor Dudkiewicz i potwierdza mi te informacje w prywatnej rozmowie.

Co to oznacza? Jonny Daniels, sprawny manipulator obrazem i mający wiedzę jak oddziaływać na świadomość mas, na potrzeby odbudowania swojego wizerunku w Polsce i uwiarygodnienia się, prawdopodobnie pękłą mu łysa opona, sam podciął sobie opony lub poprosił o to życzliwych mu ludzi. Co ciekawe, gdy zaraz po opublikowania zdjęcia opony, na Twitterze przedstawiłem taką prawdopodobną hipotezę, rzuciła się na mnie sakiewiczowsko-karnowska gawiedź. Tymczasem… Jako znawca od PR Daniels wiedział, że podcięte opony przykryją sprawę gróźb wobec Bugajskiego, mojej osoby i znienawidzonego przez niego portalu wPrawo.pl, a o jego ewentualnym fejku, nie zająknie się później żaden medialny koncern. Przecież gdyby Danielsowi naprawdę opony podcięto, wszelkie zaprzyjaźnione z nim medialne koncerny, „ruskiego trolla” schwytałyby w moment, a temat – jak sprawę małej Madzi – wałkowałyby przez najbliższy rok. Poza tym Daniels ma świadomość, że zrobienie z siebie męczennika, w dobie podupadłego, pokrytego „trądem” wizerunku, to dla niego jedyne wyjście z bagna w jakim się znalazł. Czym opony sam sobie podciął? Czy jeździł na łysych oponach? Czy poprosił kogoś o pomoc? To nie jest istotne. Istotne jest to, że jak Jonny Daniels był łgarzem, tak jest nim nadal. Bagna kłamstw, impertynencji i pomówień, które wylewają się z jego żydowskiej gardzieli niemal każdego dnia. Cz to w kwestii opon, czy Jedwabnego czy żydowskiej przyjaźni do Polaków. Mimo to, spora część opinii publicznej, zmanipulowana bredniami Danielsa i dziennikarskich „prostytutek”, nadal daje nabijać się w butelkę.

 

 

 

Autor: 
Jacek Miedlar
Źródło: 
jacekmiedlar.pl

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz:

Reklama