NIEMIECKI JUGENDAMT DZIAŁA JAK ZA HITLERA - KRADNIE I GERAMANIZUJE POLSKIE DZIECI

Jugendamt, to przestępcza organizacja Adolfa Hitlera, która ukradła podczas II Wojny Światowej 200 tys. polskich dzieci. W celu zatarcia śladów, Jugendamt zniszczył w 1952 roku ich akta osobowe! Szokujące jest to, że ta nazistowska organizacja, której ojcem chrzestnym był Adolf Hitler, nadal działa i nadal kradnie dzieci pod pozorem rzekomej złej opieki rodziców.

Jugendamt za kradzież dziecka otrzymuje 190 euro dziennie + datki. Natomiast pracownicy Jugendamtu kuszeni są wysokimi zarobkami. Na start szeregowy pracownik dostaje 3,5 euro, jednak po odbyciu stażu, wierny i oddany sprawie pracownik może liczyć na 10 000 euro miesięcznie. Hitlerowska organizacja do spraw zarządzania młodzieżą ma status urzędu i działa poprzez sieć komórek, które podlegają samorządom. W każdym niemieckim i austriackim mieście jest jego oddział. W Polsce stał się głośny po serii zakazów porozumiewania się w języku polskim z własnymi dziećmi przez rodziców z polsko-niemieckich małżeństw. Najgłośniejszy był przypadek Wojciecha Pomorskiego, któremu zakazano kontaktu z córkami po tym, jak nie chciał się zastosować do bezprawnej decyzji Jugendamtu. W 2006 r. w Hamburgu powstała organizacja „Polskie Stowarzyszenie Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech”, która walczy o delegalizację Jugendamtów i powołanie nowej przejrzystej oraz prospołecznej instytucji na ich miejsce podlegającej ministerstwu i ekspertom. Polskie Stowarzyszenie zainteresowało problemem dyskryminacji w Niemczech i w Austrii międzynarodowe media, wielu polityków oraz uświadomiło skalę problemu i patologii w Niemczech i w Austrii. Polskie Stowarzyszenie aktywizowało także Komisję Petycji przy Parlamencie Europejskim. W Niemczech m. in. zakończył się precedensowy proces sądowy, w którym przyznano odszkodowanie tureckim rodzicom pokrzywdzonym decyzją Jugendamtu.

Ostrzega się polskie matki i ojców mających zamiar przyjechać do Niemiec z dziećmi, bądź urodzić dzieci w Niemczech, o możliwych konsekwencjach swojego czynu. W przypadku np. jakiegokolwiek anonimowego donosu, pomówienia, rozwodu, utraty pracy, konfliktu w rodzinie, konfliktu z prawem lub samo to, że dziecko jest smutne, ta nazistowska organizacja, którą powołał do życia Adolf Hitler, odbiera w majestacie niemieckiego prawa dzieci i przekazuje je do niemieckiej rodziny zastępczej w celu germanizacji i utraty tożsamości. Dzieciom zabraniania się rozmów w języku innym niż niemiecki, natomiast niemieckie prokuratury i niemieckie sądownictwo toleruje chore praktyki zmierzające do zniemczenia dzieci innych narodowości.

"Działają jak Adolf Hitler". Niemcy kradną Polakom dzieci.

Jugendamt, jako niemiecka instytucja, oficjalnie służy do pomagania dzieciom. Jednak zdaniem wielu polskich rodziców jest to machina służąca do bezwzględnej germanizacji.

"Rzeczpospolita" opisała historię Polki zmuszonej do porwania własnego dziecka. Małżeństwo pani Beaty rozpadło się z winy niemieckiego męża i otrzymała prawo do opieki nad dzieckiem. Gdy jednak po kilku latach postanowiła wrócić z synkiem do Polski, naciskany przez Jugendamt sąd nakazał jej oddać dziecko ojcu:

„ Kobieta wróciła do Niemiec i zaczęła bezskuteczną walkę przed niemieckimi sądami i europejskimi trybunałami. Udało jej się wywalczyć widzenia. Przez dziesięć miesięcy miała kontakt z synem zaledwie przez... 27 godzin. Na spotkaniach obowiązywał język niemiecki Od sierpnia 2006 r. już go nie widziałam. Jugendamt nie wyrażał zgody na spotkania i zachowywał się tak, jakby sprawował władzę nad sądem – przekonuje pani Beata. Uważa, że urząd trzeba zlikwidować, bo „działa jak jego ojciec chrzestny Adolf Hitler”. – To, co się dzieje z dziećmi, nie tylko polskimi, to po prostu zbrodnia – mówi. – To, że jest to sprzeczne z wszelkim prawem, potwierdził Parlament Europejski.

Niegdyś zdesperowana kobieta porwała chłopca i uciekła z nim do Polski. Jugendamty stają bowiem po stronie niemieckich rodziców niezależnie od tego kim jest ich były parter.

Polacy są jednak traktowani najgorzej. Przede wszystkim, tak jak w historii pani Beaty, zabrania im się rozmawiać z dziećmi po polsku, co jest bezczelnym łamaniem europejskiego prawa. Niemcy się tym jednak nie przejmują i mimo protestów Parlamentu Europejskiego robią swoje.

Tak było także w sprawie Wojciecha Pomorskiego Polaka z Hamburga – jak dotąd najgłośniejszej aferze związanej z działalnością Jugendamtów. Niemiecka żona Pomorskiego pewnego dnia uciekła zabierając ze sobą dzieci. Wszystko nadzorował i otaczał swa piecza Jugendamt. Gdy w końcu udało mu się uzyskać prawo do widzeń ze swymi dwiema córkami, okazało się, iż nie może do nich mówić po polsku. To, że cała trójka miała polskie obywatelstwo nie miało dla Niemców znaczenia. Wręczyli Pomorskiemu pismo o następującej treści:

„Z pedagogogiczno-fachowego punktu widzenia trzeba zaznaczyć, że nie jest w interesie dzieci, aby spotkania nadzorowane odbywały się w języku polskim."

Od tego czasu minęło kilka lat, a Pomorski nadal nie może wywalczyć prawa do widzenia ze swymi dziećmi, które tymczasem zaczęły zapominać polskiego. Wraz z innymi ojcami oraz matkami założył więc organizację Polskie Stowarzyszenie Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech. Razem walczą z bezprawiem i przemocą Jugendamtów.

Światełko w tunelu:

Matki zrzeszone w Stowarzyszeniu Rodziców Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech apelują do polskiego rządu o pomoc w odzyskaniu dzieci odebranych przez Jugendamt. "Chcę głośno mówić, co się stało, bo przeżywamy wielki dramat" - powiedziała na konferencji Berlinie jedna z nich.

W spotkaniu wzięły udział cztery polskie matki z różnych rejonów Niemiec, którym Jugendamt zabrał łącznie dziewięcioro dzieci.

Prezes Polskiego Stowarzyszenia Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech mówił dziennikarzom Wojciech Pomorski, że "traktat polsko-niemieckipowinien zostać wypowiedziany, ponieważ nierespektowane są prawa polskich obywateli mieszkających w Niemczech".

"Wielkie nadzieje pokładamy w rządzie Beaty Szydło, a także w ministrze spraw zagranicznych Witoldzie Waszczykowskim, ministrze sprawiedliwości Zbigniewie Ziobrze i wszystkich, którzy biorą odpowiedzialność za nasz naród. Za poprzednich rządów powiedziano nam, że zakłócamy relacje polsko-niemieckie. Jesteśmy Polakami. Pomóżcie nam teraz" - apelował Pomorski.

Pozostaje nam jedynie zadać pytanie o to, jak długo nasi zachodni sąsiedzi będą drwić z europejskich norm, do którego przestrzegania często sami nas nakłaniają?

W sercu Unii Europejskiej obowiązuje hitlerowskie prawo, na podstawie którego rabuje się dzieci rodzicom-obcokrajowcom z użyciem politycznego urzędu: niemieckiego JUGENDAMTU. Republika Federalna Niemiec od czasu końca wojny z premedytacją kontynuuje nazistowskie tradycje i realizuje przepisy, których ojecem chrzestnym był sam Adolf Hitler.

W czasie II Wojny Światowej Niemcy ukradli ok. 200 tysięcy polskich dzieci w celu ich germanizacji. Dzieci były pozbawiane tożsamości (w nowym akcie urodzenia podawano wyłącznie datę i miejsce urodzenia) i poddawane przymusowej germanizacji w rodzinach zastępczych, domach dziecka i obozach dziecięcych. Akcją kierowała organizacja "Lebensborn e.V.".

Autor: 
Z.B.
Źródło: 
RP/PL PORTAL PL
video: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz: