Dalajlama: "Nie wierzę, że Hitler albo Stalin doświadczyli szczęścia po śmierci"

W prestiżowym wywiadzie dla niemieckiego czasopisma "Geo" Dalajlama zdradził, w jaki sposób udaje mu się zachować radość i optymizm, pomimo szalejącego terroryzmu, Trumpa i postawy Pekinu wobec Tybetu. Oprócz tego, po raz pierwszy ujawnił, kiedy przedstawi swojego następcę.

Geo: Po zamachach terrorystycznych w Paryżu z listopada 2015 r. powiedzieliście, że są dni, kiedy wolelibyście, żeby religie nie istniały. Wasza Świątobliwość, czy macie już dość religii?

Dalajlama: Nie, ani trochę. Jednak, wśród wierzących są tacy, którzy wykorzystują religię, jako narzędzie do tworzenia konfliktów i zabijania. Dlatego często podkreślam, że należy zwracać uwagę na wartości ogólnoludzkie i nie łączyć ich z żadną konkretną religią. Wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy mamy w sobie zdolność do współczucia, a dzięki niemu możemy wybaczać, być tolerancyjnymi i pełnymi szacunku.

Jeśli każdy z nas ma w sobie potencjał do współczucia, to dlaczego niektórzy ludzie podkładają bomby albo wjeżdżają ciężarówką w bożonarodzeniowy jarmark? Czy oni zapominają o swoim człowieczeństwie?

Wszystkiemu winne jest wychowanie! Za często utożsamiamy wartości z religiami, zapominając o roli rozumu ludzkiego. Tak jak uzyskujemy ład zewnętrzny dbając o higienę ciała, możemy uzyskać ład wewnętrzny stosując higienę emocjonalną, która łagodzi negatywne emocje, takie jak np. gniew, nienawiść albo zazdrość.

Wielu jest ludzi, którym brakuje takiego optymistycznego spojrzenia na życie, jakie wy macie. Oni uważają, że człowiek człowiekowi wilkiem, i że dialog nie może pomóc przy rozwiązywaniu konfliktów.

Ludzie, którzy wyrośli w materialistycznie nastawionych społeczeństwach, często myślą jedynie o zyskach, podczas gdy władza i pieniądze są celami krótkowzrocznymi. Kiedy człowiek umiera, ważne staje się jedynie to, czy uda mu się odejść z tego świata w stanie spokoju wewnętrznego i pogodzenia.

Ja również nie wierzę, że Stalin albo Hitler doświadczyli spełnienia po śmierci. A byli przecież tacy potężni.

Wróćmy do tematu początkowego. Czy po was będzie kolejny Dalajlama?

Uwielbiam tę fotografię! (Dalajlama bierze wydanie "Geo" ze stycznia 1999., na okładce którego znajduje się on sam wraz z Einsteinem). Jestem w połowie mnichem buddyjskim, w połowie uczonym - lubię siebie tak opisywać. A to dlatego, że buddyzm, szczególnie w tradycji Nalandy, jest bardzo mocno oparty na logice. Sam Budda powiedział: "Mnisi moi, nie wierzcie w ani jedno moje słowo; traktujcie je jako wskazówkę. Sami musicie doświadczyć, jak jest w rzeczywistości". Wyraźnie widać w tym zdaniu naukowe podejście.

Zresztą, można zauważyć wiele zbieżność pomiędzy tym, co głoszą starodawne nauki Nalandy, a tym, co odkrywają współcześni naukowcy - w dziedzinie fizyki kwantowej, na przykład. Albo weźmy emocje destrukcyjne. Dzisiejsi psychologowie udowadniają, że ich źródłem jest wyolbrzymianie; my, tzn. buddyści, patrzymy na ten problem bardzo podobnie.

Dlatego zawsze powtarzam moim towarzyszom: musimy być buddystami XXI wieku! Każdy z nas jest Buddą; nie potrzebujemy błogosławieństwa z zewnątrz. Instytucja Dalajlamy nie jest taka ważna. Najważniejsze, żeby ludzie nauczyli się kontrolować swoje negatywne emocje - przede wszystkim gniew.

Czy Dalajlama nigdy się nie gniewa?

Jakże by nie... kiedy moi towarzysze zrobią coś nie tak, zdarza mi się zaryczeć (głośno się śmieje); ale tak naprawdę prawdziwego gniewu nie doświadczam prawie nigdy. Często bywam w Japonii. Tam ludzie rzadko się uśmiechają, bo to uchodzi za niepoważne; a ja im powtarzam:

uśmiechajcie się, będzie wam lżej!

Czy ludzie nie potrzebują takiego symbolu, jakim jest Dalajlama? Szczególnie w Tybecie, gdzie brakuje obecnie poszanowania dla wolności wyznania.

Na pewno potrzebują, dlatego zamierzam pożyć jeszcze jakieś 15-20 lat (śmieje się). Jeśli będzie trzeba dotrę do Tybetu choćby na wózku inwalidzkim.

Jeżeli pojawi się 15-sty, a po nim kolejni dalajlamowie, to nie będą już oni sprawować roli politycznej. Tak właśnie powinno być - wówczas zniknie ryzyko, że władza ich skorumpuje. Od wieków dalajlamowie pełnili funkcję przywódców zarówno duchowych, jak i politycznych. Przez 16 lat ja również sprawowałem podwójną rolę, ale w 2011., dobrowolnie, nie kryjąc zadowolenia, skończyłem z tą tradycją i przekazałem całą władzę polityczną nowowybranemu premierowi.

Niektórzy młodzi mieszkańcy Tybetu niepokoją się, ponieważ władze Chin powołały specjalną komisję, która ma za zadanie odnaleźć kolejnego dalajlamę, podczas gdy wy, zamierzacie przedstawić swojego następcę dopiero w wieku 90 lat, czyli za osiem lat.

W przyszłym roku, albo najpóźniej po upływie roku, naradzę się z innymi przywódcami duchownymi tradycji tybetańskiej - spotykamy się regularnie; wtedy zdecydujemy, co zrobić z instytucją dalajlamy.

Pomówmy teraz o Chinach. Już od 30 lat wyciągacie rękę do rządu Pekinu, a ten nie kiwnął nawet palcem w waszą stronę. Dlaczego oni są tacy nieprzychylni?

Zawsze podkreślam różnicę między Chinami, a mieszkańcami Chin.

Sugerujecie, że państwo należy do obywateli, a nie do jakiejkolwiek partii czy kierownictwa zwierzchniego?

Dokładnie. Tak jak świat przynależy ludziom - każdemu pojedynczemu spośród 7-miu miliardów, a nie politykom, królom czy liderom religijnym.

W przeszłości Chiny były krajem buddyjskim. Później wiara została zdetronizowana w wyniku tzw. rewolucji kulturowej. Dzisiaj widać, co jest zaskakujące, że religia w Chinach odradza się. Mam tu na myśli także wiarę chrześcijańską, ale przede wszystkim buddyjską.

Spotykam się z wieloma braćmi i siostrami z Chin. Oni często krytykują władzę i wyrażają aprobatę dla 'drogi środka' (propozycja Dalajlamy, która miałaby polegać na tym, że Tybet pozostanie pod zwierzchnictwem politycznym Chin, zachowując jednocześniej niezależność kulturową). Poparcie ze strony społeczeństwa chińskiego jest dla mnie wyjątkowo cenne.

Rząd Chin nazywa was "demonem".

Tak (śmieje się), a ja zawsze powtarzam, że moje rogi wciąż stają się dłuższe i dłuższe (przykłada do boków głowy palce wskazujące). Dochodzą do mnie również inne sygnały - wysokopostawieni koledzy z rządu chińskiego chcą, żebym pojechał do Chin. Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że Tybet jest biedny i zacofany. Chcemy rozwoju ekonomicznego i, w tym aspekcie, możemy wyciągnąć bardzo dużą korzyść od Pekinu. Zawsze powtarzam, że nie dążymy do niezależności od Chin - chcemy niezależności wewnątrz Chin, pomijając zupełnie takie kwestie, jak ta, iż w siódmym, ósmym i dziewiątym wieku Tybet był potężnym niezawisłym królestwem. Musimy patrzeć w przyszłość, a nie oglądać się za siebie.

Idea Unii Europejskiej stanowi dla mnie natchnienie. Do połowy XX wieku Niemcy i Francja były wrogami, którzy stale ze sobą walczyli. Jednak, później obydwie nacje zrozumiały, że lepiej żyć razem w zgodzie i pokoju i wspólnie tworzyć lepszą przyszłość. Podziwiam taką postawę.

UE ma obecnie niewielu przyjaciół.

Nawet jeśli niektórzy członkowie UE, tacy jak Anglia albo Austria, przyjęli postawę krytyczną wobec niej, ja mam szczerą nadzieję, że idea sojuszu europejskiego dotrze do Afryki, Ameryki Południowej i wreszcze do Azji, i że w przyszłości powstanie prawdziwa Organizacja Narodów Zjednoczonych. Wierzę w ducha UE!

Dlatego też uważam, że obecne relacje Tybetu z Chinami nie są stałe. Zobaczymy co się wydarzy... być może, a nuż, sytuacja zmieni się po 19-stym zjeździe partyjnym w Chinach, który odbędzie się jesienią tego roku. Byłoby świetnie.

A jeśli nic się nie zmieni?

Wtedy będziemy żyć dalej. Przeżyliśmy ostatnie 57 lat w Indiach, a ten kraj jest naszym domem także w sensie duchowym. Cały dorobek buddyzmu pochodzi z Indii. Z wyjątkiem 10-ciu lub 15-stu dzieł, 300 najważniejszych ksiąg naszej wiary zostało przetłumaczonych z sanskrytu. Czasami żartuję sobie, że to raczej Indie powinny zabiega

o Tybet, a nie Chiny, dlatego że cała nasza kultury wywodzi się właśnie stamtąd (śmieje się).

Chińscy radykałowie postrzegają kulturę Tybetu, jako źródło podziałów. Dlatego w ciągu ostatnich 60-ciu lat starali się zmienić światopogląd Tybetańczyków, ale nie udało im się to. Duch tybetu jest wciąż żywy.

Kiedy w 1989. odbieraliście Nagrodę Nobla, wielu ludzi przewidywało, że czeka nas świetlana przyszłość. Mur berliński padł, a Zimna wojna zbliżała się ku końcowi. Natomiast, w 2016. wielu zaczęło myśleć, że nadeszły ciemne czasy - wojna w Syrii, ISIS, Brexit, Trump. W jaki sposób udaje wam się zachować pogodę ducha?

Ten, kto dostrzega tylko negatywne zdarzenia, zawsze będzie nieszczęśliwy. Trzeba zwrócić uwagę na rozwój, który miał miejsce w XX wieku. Na przykład, w czasie II wojny światowej Niemcy i Japonia zostały niemal doszczętnie zniszczone. Jednak, obydwa kraje zdołały podnieść się z popiołów, dzięki, naturalnie, pomocy finansowej Amerykanów, ale również, dzięki nieugiętości i optymizmowi. To my ludzie tworzymy nasz świat. Dzięki realnym oczekiwaniom i mądrości możemy tworzyć pozytywne zmiany. Najlepszym, co posiadamy jest nasz mózg. Powinniśmy z niego korzystać!

Autor: 
Florian Hanig/Tłum. Rafał Lenartowski
Źródło: 
geo.ru

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz: