Lekcja religii: "Plemniki w prezerwatywie to zamknięte duszyczki"

Reklama

czw., 10/28/2021 - 12:57 -- zzz

"Jeżeli mąż chce seksu, to żona musi się zgodzić". "Tampony noszą tylko zboczone kobiety". "Plemniki w prezerwatywie to zamknięte duszyczki". To tylko niektóre ze zdań wygłaszanych w szkołach podczas katechezy. Co jeszcze słyszą uczniowie podczas religii?

 

W ubiegłym tygodniu na antenie Radia Maryja ks. Dominik Chmielewski tłumaczył różnice między rolą kobiety i mężczyzny w małżeństwie. Podczas blisko dwugodzinnej audycji pod hasłem "porady małżeńskie", duchowny wyjaśniał, że jednym z największych problemów współczesnych mężczyzn, jest to, że nie umieją radzić sobie z uczuciami. - Emocje, szczególnie w sytuacjach pełnych napięcia i stresu, zaczynają być bardzo mocno przez niego tłamszone — wyjaśnił ks. Chmielewski. I dodawał, że w takich sytuacjach żona ma specjalne zadanie, która powinna "opiekować się emocjami męża".

Oprócz tego zwrócił też uwagę na jedno z największych zagrożeń czyhających na związki. Jego zdaniem to antykoncepcja powoduje, że między małżonkami nie ma miłości. "Kiedy mąż i żona stosują antykoncepcję, to uderzają w swoją najgłębszą tożsamość. Używanie antykoncepcji w małżeństwie to krzyk matki: »Nie chcę być matką!«. To krzyk ojca: „Nie chcę być ojcem!”. Razem krzyczą: „Nie chcemy dziecka!”. "Wiele małżeństw stosujących antykoncepcję ma strasznie destrukcyjne uczucia względem siebie, ponieważ cały czas atakują swoją najgłębszą tożsamość". Na tym jednak nie skończył. Pytał retorycznie, jak między dwojgiem ludzi, którzy nie chcą mieć dzieci, "ma kwitnąć relacja miłości"? I tłumaczył, że dopiero gdy małżonkowie zrezygnują z antykoncepcji i będą za nią pokutować, to "wróci do nich miłość małżeńska".

 

"Tampony noszą tylko zboczone dziewczyny"

Okazuje się, że ksiądz nie jest odosobniony w swoich poglądach na temat antykoncepcji. Temu, czego katecheci uczą na swoich zajęciach, przygląda się śląska aktywistka, Klaudia Szubert, która w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" powiedziała m.in., że: "Katecheci mówią na przykład, że homoseksualizm to choroba, którą można leczyć m.in. elektrowstrząsami albo wycięciem macicy, że tampony noszą tylko zboczone dziewczyny, które nie potrafią wytrzymać bez niczego w pochwie. Że jeżeli mąż chce seksu, to żona musi się zgodzić. Że plemniki w prezerwatywie to zamknięte duszyczki, a tabletki antykoncepcyjne zabijają zarodki".

 

Szubert od dłuższego czasu gromadzi absurdy z lekcji religii. Do jednego z nich doszło też na katechezie w II Liceum Ogólnokształcącym im. Marii Konopnickiej w Katowicach. Tam zajęcia poprowadziła praktykantka, która pokazała uczniom prezentację dotyczącą prawdy i manipulacji. Praktykantka postanowiła rozprawić się z hasłem "Róbta co chceta". Jak donosi "Gazeta Wyborcza", nauczycielka dostrzegała w haśle "wypaczony obraz ludzkiej płciowości i seksualności, zgodnie z którym współżycie przed ślubem jest normalne i dobre, in vitro leczy niepłodność, a każdy może wybrać sobie płeć w myśl ideologii gender".

Dyrektor oburzony i zaskoczony

Ale w lekcji, jak się okazuje, nie chodziło wyłącznie o sprawy związane z seksualnością.

Zdaniem katechetki, przykładem "wyolbrzymienia", jest opisywanie antysemickich incydentów, jako normalnych dla Polaków przy jednoczesnym przemilczaniu, ilu Żydów uratowali.

O tym, co działo się na lekcji religii w katowickim liceum, dziennikarze opowiedzieli jego dyrektorowi. Ten obiecał, że sprawą zajmie się niezwłocznie. - Jestem oburzony zaskoczony. W szkole nie ma miejsca na dyskryminację. Mamy młodzież z różnych środowisk, także osoby, które otwarcie okazują swoją przynależność do środowiska LGBT i nigdy nie zgłaszały nam żadnych problemów. Robimy wszystko, żeby akceptować wszystkie poglądy i tworzyć atmosferę tolerancji — powiedział "Gazecie Wyborczej" Jacek Pruciak, dyrektor katowickiej "dwójki".

Autor: 
zzz
Źródło: 
wyborcza
video: 
Polub Plportal.pl:

Reklama