Maria Magdalena. Historia najbardziej tajemniczej kobiety z Ewangelii

Reklama

ndz., 02/10/2019 - 19:27 -- koscielniakk

Maria Magdalena jest jedną z najsłynniejszych i budzących największe emocje postaci biblijnych. Wokół świętej urosło tak wiele legend, że dziś ciężko jest oddzielić prawdę od fantazji. Przyczynili się do tego nie tylko współcześni pisarze i artyści, ale także ludzie Kościoła i wyznawcy różnych sekt. Historycy do dziś próbują dociec jaka jest prawda o tej najbardziej tajemniczej kobiecie znanej z kart Ewangelii.

​​

Kilka faktów o Marii Magdalenie

O Marii Magdalenie z kart Ewangelii dowiadujemy się niewiele. Była wśród kobiet, które podróżowały z Jezusem i usługiwała mu wraz z innymi łożąc na utrzymanie jego i uczniów ze swojego majątku. Wiemy też, że Jezus wyrzucił z niej siedem złych duchów, które bywają interpretowane jako cała pełnia zła. Ewangeliści podają też, że stała pod krzyżem w czasie męki Chrystusa oraz że była pierwszym świadkiem jego zmartwychwstania i zaniosła tę nowinę apostołom.

W zasadzie na tym kończą się pewne, ewangeliczne fakty dotyczące Marii Magdaleny. Co zatem sprawiło, że stała się postacią tak kontrowersyjną, a wokół niej urosło tak wiele mniej lub bardziej uzasadnionych legend?

- Zaważyły na tym dwa względy. Nowy Testament przekazuje o niej bardzo niewiele informacji, ale ukazuje ją w bardzo istotnych momentach, jak pod krzyżem i krótko po zmartwychwstaniu Jezusa. Kontrowersje i legendy są już więc wynikiem późniejszych domysłów dotyczących Marii Magdaleny, bardzo często nietrafnych lub wręcz będących fantazjami - mówi Paweł F. Nowakowski w rozmowie z Onetem.

Apostołka apostołów

Najważniejsza uroczystość w niemal wszystkich wspólnotach chrześcijańskich to święto zmartwychwstania. Jednak pewnie niewielu ludzi dostrzega, że opis tego wydarzenia zawdzięczamy przede wszystkim Marii Magdalenie. Wszystkie Ewangelie wspominają ją w tym kontekście. To ona była pierwsza u grobu, to ona zawiadomiła uczniów o tym, że jest on pusty i to ona jako pierwsza rozmawiała z Jezusem. Opisy te dostarczają zaskakujących i często niezauważanych faktów. Sprawiają też spore trudności w interpretacji.

 

Według Ewangelii Maria Magdalena przybyła do grobu Jezusa pierwszego dnia tygodnia. Prawdopodobnie towarzyszyły jej inne kobiety, które chciały namaścić ciało Chrystusa. Jednak autorzy wszystkich Ewangelii są zgodni: to Maria Magdalena jako pierwsza zobaczyła, że grób Jezusa jest pusty. Pobiegła zaraz do uczniów, aby przekazać im tę nowinę. A następnie wróciła razem z Piotrem i "umiłowanym uczniem" (utożsamianym ze św. Janem) do grobu.

Jak zauważa Paweł F. Nowakowski scena ta ma znaczenie symboliczne. W tradycji żydowskiej kobiety nie mogły być powoływane na świadków w sprawach sądowych. Ich słowu po prostu z zasady nie wierzono. Tymczasem Ewangelie odwracają ten porządek do góry nogami. Świadkiem zmartwychwstania staje się kobieta, która jednak znając żydowskie obyczaje biegnie zaraz i przyprowadza dwóch mężczyzn, aby i oni mogli zostać świadkami. W ten sposób Marię Magdalenę zaczęto postrzegać jako tę, która ogłosiła dobrą nowinę uczniom Jezusa. Do dziś popularne określenie świętej to "apostołka apostołów".

Dlaczego Jezus zabronił się dotykać?

Na tym nie kończy się historia opisana w Ewangeliach. Kiedy już Piotr i "umiłowany uczeń" wracają do Jerozolimy Maria Magdalena nadal czuwa przy grobie i płacze. Większość komentatorów zgadza się, że była tam ponieważ tak mocno kochała Jezusa, że nie potrafiła się znaleźć w innym miejscu.

Abp Grzegorz Ryś w jednej ze swoich homilii porównuje Marię Magdalenę patrzącą na pusty grób Jezusa, do panny młodej spoglądającej na swoje łoże małżeńskie. Miałoby to symbolizować zaślubiny całej ludzkości z Chrystusem zawarte na krzyżu.

Gdy Maria Magdalena znów zagląda do pustego grobu, zauważa, że na kamieniu siedzi dwóch aniołów. Mówi im, że zabrano ciało jej pana, a ona nie wie gdzie je złożono. Chwilę potem święta odwraca się od nich i dostrzega kolejną postać, której jednak nie rozpoznaje od razu, myśląc że to ogrodnik.

To chyba najsłynniejsza scena z udziałem Marii Magdaleny w całej Ewangelii. Doczekała się licznych przedstawień w sztuce i różnorakich komentarzy. Wiele osób dostrzega w niej potwierdzenie wcześniejszej intymnej relacji kobiety z Jezusem. Przytoczmy ją w całości:

Wtedy Jezus powiedział do niej: "Mario!". Ona zaś odwróciła się od niego i powiedziała po hebrajsku: "Rabbuni!", co znaczy: Nauczycielu. Jezus oznajmił jej jednak: "Nie dotykaj mnie, ponieważ nie wstąpiłem jeszcze do Ojca. Idź natomiast do moich braci i powiedz im: Wstępuję do mojego Ojca i waszego Ojca, mojego Boga i waszego Boga". Maria Magdalena poszła więc i oznajmiła uczniom: "Widziałam Pana", oraz co jej powiedział. (J 20, 16-18)

Przez całe wieki komentowano łaciński przekład, który jednoznacznie wskazywał na to, że Jezus zabronił się dotykać. Tymczasem głębsze badania językowe i nowsze tłumaczenia Biblii wskazują, że sens zwrotu Jezusa mógł być zupełnie inny. Chodziło raczej o stwierdzenie "nie zatrzymuj mnie". Nie przekonuje to jednak licznych poszukiwaczy sensacji, którzy dostrzegają w tej scenie rzekomy dowód na intymne relacje łączące Jezusa z Marią Magdaleną.

- Wnioski tego typu pojawiają się wtedy, gdy odczytuje się tę scenę już z przeświadczeniem, że taka relacja między nimi była. Ale jeśli, co zaproponowałem w książce, popatrzy się uważnie i dogłębnie, co dzieje się w słynnej scenie przy grobie i jakie dokładnie padają tam słowa oraz co naprawdę oznaczają, to widać, że nie ma ku temu przekonujących podstaw - mówi Paweł F. Nowakowski w komentarzu dla Onetu.

W scenie spotkania Jezusa z Marią Magdaleną ukryte są też inne, liczne i zaskakujące wątki, o których Paweł F. Nowakowski pisze w swojej książce.

Żona Jezusa?

Chyba najbardziej rozpowszechnioną legendą dotyczącą Marii Magdaleny jest to, że była ona żoną Jezusa. Spopularyzowana przez niektórych twórców popkultury wizja rodziła się długo, a jej autorzy najczęściej odwoływali się do gnostycyzmu. Legendy rozwijane potem w średniowieczu aż do współczesności zostały wykorzystane do "podkręcenia" wizerunku Marii Magdaleny. I tak swoje apogeum mit ten przeżył chyba po publikacji "Kodu Leonarda da Vinci" autorstwa Dana Browna.

 

 

Czy istnieją jednak dowody, które w jakikolwiek sposób mogłyby wskazywać na to, że Jezusa i Marię Magdalenę łączyła intymna więź? Jeden z najczęściej przytaczanych w tym kontekście cytatów to fragment tzw. "Ewangelii Filipa", gnostyckiego tekstu odkrytego w XX wieku w Nag Hammadi w Egipcie. Brzmi on: "Mądrość, którą nazywa się bezpłodną, jest właśnie matką aniołów, a towarzyszką Chrystusa jest Maria Magdalena. Pan kochał Marię więcej niż wszystkich uczniów. I całował ją w usta wiele razy".

Paweł F. Nowakowski dowodzi w swojej książce, że wyrywanie tego fragmentu z kontekstu jest dużym nieporozumieniem. Po pierwsze sam charakter utworu jest bardzo chaotyczny i zawiera raczej luźny zbiór pouczeń. Po drugie inne fragmenty tekstu dowodzą, że pocałunek był dla tego odłamu gnostyków formą pewnej inicjacji duchowej. Po trzecie gnostycy zupełnie inaczej postrzegali świat, niż ludzie współcześni.

"Autor lub autorzy "Ewangelii Filipa" byliby zaskoczeni, widząc jak współcześnie zinterpretowano te zapisy. Dla gnostyków bowiem to co materialne jest gorsze, pozbawione wartości, oddalające od doskonałości, którą osiąga się poprzez gnozę. Nie ma więc mowy o tym, by propagowano tu ideę fizycznego małżeństwa Chrystusa i Magdaleny, czy też przekazywano ukrytą informację o jego potomstwie" - czytamy w książce historyka o Marii Magdalenie.

 
"Niebezpieczna" gnoza

Inny mit spopularyzowany przez teksty gnostyckie dotyczy rzekomej walki apostołów z Marią Magdaleną. W utworach, które powstały nawet czterysta lat po wydarzeniach opisanych w Ewangelii gnostycy wskazują, że Maria Magdalena była przekazicielką jakiejś szczególnej wiedzy i nauczania Chrystusa.

Niekiedy różne fragmenty tzw. "Ewangelii Tomasza" czy "Ewangelii Marii Magdaleny" są wyrywane z kontekstu i pokazywane światu jako dowód na sprzeczność z Ewangeliami. Zapomina się przy tym, że gnostycy wykorzystywali znane z Ewangelii postaci do szerzenia swoich nauk, które powstały znacznie później.

- Dzieła gnostyckie, które przywołują postaci chrześcijańskie, znamy z końca II wieku i czasów późniejszych. Przy pomocy takich odwołań ich autorzy starali się przekazać wizję własnej nauki, gdzie tajemna wiedza jest przekazywana przez zbawcę do kręgu wtajemniczonych, zwanych "doskonałymi", czego w chrześcijaństwie nie ma. Znakomicie za to w tym celu posłużyła postać Marii Magdaleny: na tyle enigmatyczna, że można ją było łatwo ubrać w gnostyckie szaty. Kiedy czyta się jednak teksty gnostyków, widać, że od ksiąg biblijnych różnią się właściwie wszystkim: i treścią nauczania, i formą czy stylem literackim - mówi autor książki w komentarzu dla Onetu.

 

 

Paweł F. Nowakowski ostrzega przed posługiwaniem się tekstami gnostyckimi do badania prawdziwości treści zawartych w Ewangeliach. "To trochę tak jakby ktoś dziś napisał coś o powstaniu styczniowym i na podstawie tego utworu próbowalibyśmy interpretować fakty z dokumentów i pamiętników powstańczych. Każdy fakt, który w źródle z 1863 roku nie pasowałby do współczesnego nam tekstu, uznalibyśmy za przeróbkę redaktorską" - pisze historyk w swojej książce "Maria Magdalena".

Autor: 
Rafał Cieniek
Źródło: 
Onet
Polub Plportal.pl:

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz:
5 + 10 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.

Reklama