W sieci natręctw

Reklama

śr., 09/01/2021 - 00:47 -- MagdalenaL

Photo: Tumisu / Pixabay

Na imię mam Anna, lat dwadzieścia jeden. Jestem osobą, która pokonała zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne.

Nazwa tej choroby składa się z dwóch słów: „obsesje”, czyli natrętne myśli i „kompulsje”, niezbędne działania wywołane tą myślą. Osoby z tym problemem często mają skłonność do perfekcjonizmu, doskonałego porządku i czystości.

Jesteś dziwna, dziwna, dziwna!

Pierwsze symptomy pojawiły się w wieku 11 lat. Na przerwie, gdy dzieci grały ze sobą oraz biegały po korytarzach, siedziałam w klasie i segregowałam cukierki według kolorów: czerwone do czerwonych, niebieskie do niebieskich, żółte do żółtych. I tylko po tym zaczynałam jeść. Nieco później liczyłam łyki wypitej wody. Miałam problem z książkami, bo nie wiedziałam jak powinnam je poukładać : według rozmiaru czy alfabetu.

Oczywiście trudno było nie zauważyć moich niezwykłych przyzwyczajeń, dlatego zetknęłam się z bullyingiem (nękaniem).

- Jesteś dziwna, dziwna, dziwna! - skandowali koledzy z klasy.

Ich słowa tak mocno na mnie wpłynęły, że stałam się milcząca i samotna. Pojawiły się również nawracające bóle głowy i problemy ze snem. Chodziłam do szkoły wcześniej i wracałam później niż zwykle, chciałam uniknąć krzywdzicieli, dlatego wybierałam dłuższą drogę.

Jesteś geniuszem!

Jedyne, co odwracało moją uwagę od natrętnych myśli to matematyka, która wkrótce stała się moją kolejną obsesją. Patrząc na zegar, na którym czas był pokazany w formacie cyfrowym, np. 23:41, musiałam te liczby dodać lub pomnożyć w głowie tak, żeby suma była równa 10. Liczyłam kroki, od domu do szkoły, od szkoły do centrum języka angielskiego. Miałam nawet notatnik, w którym zapisywałam ile kroków zrobiłam od punktu A do punktu B oraz starałam się zrobić tyle samo, ile było zapisane poprzednio.

Moje życie zostało powiązane z liczbami. Nauczycielka matematyki zauważyła te zdolności w szóstej klasie. A podczas jednego kolokwium dała mi zadania maturalne, które zawierało w sobie: mnożenie oraz dzielenie wielomianów, równania, nierówności liniowe i kwadratowe z parametrem.

- Jesteś geniuszem! Musisz uczestniczyć w międzyregionalnych zawodach matematycznych - krzyknęła w klasie nauczycielka po sprawdzeniu mojego zadania.

- Bardzo panią przepraszam, ale nie chcę być uważana za jedną z utalentowanych dziwaczek.

Powiedziałam tak, bo nie chciałam być jak Nikola Tesla (wynalazca w dziedzinie elektryczności) , który również miał obsesję na punkcie liczby 3. Do każdego posiłku zużywał trzy serwetki, którymi wycierał sztućce oraz naczynia. Każdy budynek, do którego miał wejść, wcześniej obchodził trzy razy, mieszkał w pokoju hotelowym, którego numer był podzielny przez trzy.

Po szkole wstąpiłam do Wyższej Szkoły Ekonomicznej na kierunek Zarządzania i Finansów, dostałam stypendium. Tam poznałam nowych ludzi, co spowodowało stres i kompulsywne reakcje.

Mania czystości

Pojawił się lęk przed zachorowaniem, a w konsekwencji namiętność do czystości. Myłam ręce w każdym lokalu, zawsze nosiłam ze sobą antyseptyki, a w domu sprzątałam pokoje chlorheksydyną. Od tej chemii ręce zaczynały pękać i krwawić. Chodząc do restauracji, zawsze miałam swój nóż, widelec, łyżkę oraz kubek.

Jestem pewna, że trzygodzinne branie prysznica jest gorsze niż ośmiogodzinny dzień pracy. Zwłaszcza jeśli w każdej chwili coś może pójść nie tak i złamać zwykły algorytm. W tym przypadku musiałam wszystko zacząć od nowa.

Wychodząc z domu potrafiłam zauważyć wiszącą na krześle koszulkę i wrócić, żeby ją włożyć do szafy, poprawić ułożenie książek, wykryć kurz na półkach, wytrzeć je, dojrzeć brud na podłodze, umyć ją, wreszcie wyjść z domu, zamknąć drzwi oraz sprawdzić wiele razy, a na ulicy znów się zastanowić, czy naprawdę zamknęłam drzwi. Cholerna pętla.

Dlaczego ja?

Sytuacja pogorszyła się, gdy zmarł mój wujek. Zawsze był dla mnie wsparciem, mogłam powiedzieć mu wszystko. Zaczęła się obsesja agresywna, czyli pojawiały się myśli np. że jeśli niedbale poukładam łyżeczki, to ktoś z rodziny umrze.

Zaczęłam się bać siebie i poszłam do poradni neuropsychiatrycznej, gdzie moje podejrzenia się potwierdziły: zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne.

Przez długi czas matka nie rozumiała co się dzieje. Kiedy dowiedziała się, że jestem w szpitalu psychiatrycznym, uznała to za kiepski żart. Od razu psychiatra przepisał mi bardzo silne leki - więc mama bardzo się o mnie martwiła.

Zacznijmy od samego szpitala, który wyglądał jak każdy inny. Zwykły pięciopiętrowy budynek, zaniedbany dziedziniec, stare skrzypiące drzwi wejściowe, okna z kratami.

W pierwszych dniach pobytu w szpitalu mój stan zbliżył się do histerycznego pytania „dlaczego ja?”.

W rzeczywistości wszystkie straszne oczekiwania się nie spełniły. W szpitalu był dobry personel i lekarze. W pokoju była ze mną kobieta, która bała się wyjść na ulicę, była natomiast bardzo szczera i się zaprzyjaźniłyśmy.

Po dwóch miesiącach miałam kolejne spotkanie z psychiatrą, przepisał mi neuroleptyki, antydepresanty oraz codzienne wizyty w oddziale rehabilitacji dziennej. Przychodziły osoby, które miały to samo zaburzenie, rozmawialiśmy z lekarzami o tym, co się zdarzyło wczoraj i jakie mamy samopoczucie. Po spotkaniu czułam się znacznie lepiej i nawet jeździłam na uniwersytet.

Wyzwolenie z łap zaburzenia

W wieku 19 lat poznałam w Internecie chłopaka. To był mój pierwszy związek, trudno było uwierzyć, że ktoś mnie lubi. Jego rodzina i przyjaciele zaakceptowali mnie – dali mi pewność siebie. Na początku mój chłopak śmiał się z tego, jak lubię czystość. Żartobliwie mówił „wyhamuj”, chociaż nie uważał mojego zachowania za dziwne, wręcz przeciwnie , uważał to za osobliwe.

Od tego momentu, wszystko poszło w dobrą stronę. Moje obsesje powoli znikały, a nowe się nie pojawiły. Po rozmowie z psychiatrą, zrobiłam badania biochemiczne (z krwi) w celu oceny ogólnego stanu zdrowia i tzw. diagnostykę różnicową.

- Jesteś wolna i bardzo silna! Pamiętaj, że pozytywną reakcję na leczenie obserwuje się u 75 proc. chorych. A tylko 25 procent mogą uzyskać całkowite wyleczenie lub pełną remisję objawową – powiedział psychiatra.

Właśnie wtedy tak naprawdę poczułam, że kontroluję swój mózg.

Pojawili się przyjaciele. Zwykle spotykamy się w centrum miasta w pobliżu pięknej fontanny: jemy lody, robimy zdjęcia oraz żartujemy. Robimy to, czego mi tak brakowało w dzieciństwie.

- Teraz pamiętajmy, że można chodzić tylko po białej płytce, w żadnym wypadku nie po czarnej - śmieje się przyjaciel.

Jak dobrze, że teraz mogę się z tego śmiać.

Nowe życie z czystym kontem

Pokonanie choroby było dla mnie wielką inspiracją. Przeniosłam się na kierunek psychologii, bo chcę pomóc ludziom, którzy borykają się z tym problemem oraz pokazać na własnym przykładzie, że to można wyleczyć.

Nadal chodzę do oddziału rehabilitacji dziennej aby przede wszystkim dać pacjentom nadzieję na dobrą przyszłość. Razem pijemy herbatkę, słuchamy każdego po kolei, jak sobie teraz radzą, wspieramy się i wierzymy!

Tak samo jak dwieście milionów ludzi na całym świecie przeszłam zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne i dobrze wiem jak to jest.

Autor: 
Anastasiia Vasylchenko
Polub Plportal.pl:

Reklama