Grupowe gwałty w polskiej sekcie? "Widziałem, jak biją moją dziewczynę. Bałem się o siebie"

Reklama

sob., 06/10/2017 - 10:15 -- Anonim (niezweryfikowany)

Bicie, topienie, przemoc seksualna. Wszystko to, pod płaszczykiem terapii i nauki "miłości". Takie metody - według dziennikarza Dużego Formatu - stosują Mario i Gaya prowadzący warsztaty "Tantra Serca w Szamanicznym Teatrze Przebudzenia". Dziennikarz dotarł do osób, którym udało wyzwolić się spod diabolicznego wpływu duchowych przewodników.

 

 

Relacje byłych członków Tantry Serca mrożą krew w żyłach. Trudno uwierzyć w to, że inteligentni, zaradni ludzie mogą dać się zmanipulować do tego stopnia, że zostają odarci z wszelkiej godności i szacunku do siebie samych. - Są rzeczy, których wstydzę się do tej pory - mówi w rozmowie z dziennikarzem "Dużego Formatu" Paulina, która do Tantry Serca trafiła wiele lat temu.

Ze strony internetowej wynika, że członkowie Tantry Serca w Szamanicznym Teatrze Przebudzenia należącej do Maria i Gayi Wiśniewskich prowadzą warsztaty tantryczne, szamańskie, taneczno-muzyczne, arteterapię, warsztaty dla terapeutów i firm oraz dwuletnią szkołę - Formację. Koszt tygodniowych zajęć to nawet 1,4 tys. zł, nie uwzględniając kosztów zakwaterowania i wyżywienia.

- Tantra Serca wspiera otwarcie się na miłość i podążanie ścieżką doświadczania. Jest to formuła warsztatów rozwojowych i działalności artystycznej stworzona przez zespół terapeutów i animatorów [...], podczas których każdy może doświadczyć samego siebie biorąc pełną odpowiedzialność za siebie. Używamy różnych metod i narzędzi, które pozwalają lepiej poczuć i poznać swoje ciało oraz emocje i uczucia - piszą organizatorzy.

- Na początku była przestrzeń na dyskusję, inny światopogląd, ludzie poza warsztatami prowadzili normalne życie. Potem można było powielać wyłącznie wizję Mario i Gai. Była presja, by jeździć na wszystkie warsztaty. Kto ma tyle urlopu? Więc musisz rzucić pracę, pasje, rodzinę. Kto miał opory, słyszał, że będzie tkwić tam, gdzie jest - opisuje Paulina.

W Tantrze Serca kobieta przeżyła prawdziwą traumę. Mario i Gaya duży nacisk kładli na nagość. - Jak ktoś potrafił pokazać d*** na pierwszych zajęciach, to od razu miał plusa. Nagość jest naturalnym aspektem tantry i nie ma w tym nic złego, dopóki szanujemy swoje granice. Ale w Tantrze Serca granice wyśmiewano - opisuje w "Dużym Formacie".

Jednym z ćwiczeń związanych z nagością był masaż mający na celu "uleczenie traum związanych z seksualnością". Podczas jego wykonywania zachęcano, by pary zamieniały się partnerami. - Miałam opory, nie czułam się komfortowo, ale usłyszałam od Gai: no obudź w sobie tę perwersyjną dziw**, obudź w sobie moc, połącz się ze swoją kobiecością. Leżałam, a obcy facet wkładał mi palce do pochwy i mocno uciskał, powodując ból. Tak przez godzinę. Potem zmiana. Z tym że mężczyzn uzdrawiało się przez odbyt. Nie chciałeś? Oskarżali cię o manipulację - wspomina Paulina.

Choć w Tantrze Serca był zakaz uprawiania seksu, podczas warsztatów dochodziło także do gwałtów na uczestniczkach, inicjowanych przez głównego terapeutę Mario. Tak przynajmniej twierdzą rozmówcy "Dużego Formatu". - Kiedyś Gaya zostawiła Mariusza u mnie. Celowo. A łóżko było jedno. Proponował mi jakieś ćwiczenia tantryczne. Gdy się opierałam, to tłumaczył, że on to ze wszystkimi asystentkami robi, że to normalne. Ale któregoś dnia masaże przerodziły się w seks. Bałam się, krzyczałam: „Mariusz, przecież ty jesteś moim terapeutą!”. Ale on nie chciał zejść, mówił, że to dla mojego dobra - mówi Paulina.

Helena i Grzegorz uczestniczyli w warsztatach w marcu 2015 jako para. To były pierwsze warsztaty "Tantry Serca" w nowej siedzibie Tantry w Nowej Morawie. Helena miała zostać tam tam "uzdrawiająco skatowana".

- Mieliśmy sesję masażu, ale masującą kobietę nagle zastąpił Mariusz. Zaczął mocno, mówił do mnie: „Wejdź w tę swoją perwersyjną k***ę”. Odsunęłam go. Powiedziałam publicznie, że chcę, by moje granice były szanowane. Następnego ranka przyszły kobiety. Chwyciły mnie od tyłu i rzuciły na podłogę. Zdarły ze mnie ubranie. Pięściami biły po twarzy i brzuchu. Jedna przycisnęła głowę butem do podłogi, pochyliła się i wyszeptała: co, proces Mario ci się nie spodobał? Ty k****, myślisz, że jesteś taka fajna? - wspomina Helena.

Dalej było jeszcze gorzej. Najpierw kobiety zaczęły dusić Helenę. Potem nagą wywlokły za włosy i wrzuciły do strumienia. - Krzyczałam, że mnie zabiją. Kamienie w rzece były śliskie i udało mi się uciec na wzniesienie, w krzaki. Stałam tam naga, posiniaczona, we krwi. Wtedy usłyszałam, jak Gaya wydaje kolejne polecenia. Dopadły mnie bez trudu. Znów lodowaty strumień, potem krąg. Dziesięć kobiet dookoła, ja w środku. Pięści. Kopniaki - mówi skatowana kobieta.

Po wszystkim nad skatowaną Heleną stanęła Gaya. - To teraz ukłoń się i podziękuj. To była twoja lekcja. Lekcja pójścia po moc - powiedziała do zakrwawionej kobiety i odeszła. Świadkiem całego zdarzenia był partner Heleny, Grzegorz. - Widziałem, słyszałem jej krzyki, jak ją topili. Ale wiedziałem, że jeśli zareaguję, to będę następny. Z drugiej strony myślałem również, że ten proces jest jej potrzebny. Bo tak mówiła Gaya. Okropnie się bałem - mówi mężczyzna.

 

Rozmówcy DF opowiadają też o mężczyznach zmuszanych do seksu grupowego z innymi mężczyznami

Ludzi, którzy przeżyli to co Paulina, Helena i Grzegorz, jest więcej. Nikt nie zgłosił się jednak na obdukcję, nie powiadomił o niczym policji. Choć dla specjalistów nie ma wątpliwości, że Tantra Serca jest sektą, stowarzyszenie reklamuje się w internecie, ciągle zyskuje nowych członków. Rocznie w ich "warsztatach" bierze udział nawet 500 osób.

Założyciele Tantry Serca, Mario i Gaya, twierdzą, że wszystkie przytoczone wyżej opowieści są wyssane z palca, by się na nich zemścić. - Co dwa lata regularnie są na nas ataki. Do nas się zgłaszają ludzie w trudnych sytuacjach. Wydobywamy ich z gówna, związki im ratujemy, czasami życie. A jak zyskują siłę, obracają się przeciwko nam. K***a, niech ci ludzie idą do psychoterapeutów! Jestem przekonana, że tym wszystkim ludziom, którzy z panem rozmawiali, my kiedyś uratowaliśmy życie - przekonuje dziennikarza "Dużego Fromatu" Gaya Wiśniewska.

 

Na pytanie, czy na warsztatach dochodziło do przemocy seksualnej, pobić i manipulacji, Mario i Gaya odpowiadają zgodnie: "to absurd".

- To była specyficzna grupa, bardzo rozrywkowa. Sami się kleili do siebie. Mówiliśmy na nich „buraki”. Trzeba było zmienić buraki w botwinkę. Powinni wziąć odpowiedzialność za swoje własne perwersje. Że topimy w rzece? Widział pan tę rzeczkę? K***a, oni się tak bawili! Taka grupa się zebrała. To był jakiś grupowy borderline - śmieją się Mario i Gaya, wspominając warsztaty z marca 2015 r.

 

 

Autor: 
---------------------
Źródło: 
Fakt
Polub Plportal.pl:

Reklama