Jedna z liderek protestów w Polsce udziela wywiadu dla Telegramu. Nie zamierza zaprzestać

Reklama

ndz., 11/01/2020 - 21:31 -- MagdalenaL

Marta Lempart z ruchu Strajk Kobiet odpowiada dlaczego uważa, że protesty przeradzają się w szersze demonstracje przeciwko władzy.

Pomimo srogich ograniczeń związanych z koronawirusem, włączając też zakaz większych zgromadzeń, Polacy już kilka dni protestują przeciwko decyzji trybunału, która prawie całkowicie zabrania prawa do aborcji.

Polski Trybunał Konstytucyjny w miniony czwartek ogłosił wyrok, który gdy dojdzie do uprawomocnienia, zakłada, że aborcja będzie zabroniona w przypadku uszkodzenia płodu. Aborcja pozostałaby dozwolona tylko w sytuacji gwałtu, kazirodztwa lub gdy zdrowie i życie matki są zagrożone.

Decyzja Trybunału wywołała falę niezadowolenia i krytyki wymierzone w kierunku konserwatywnej władzy, której przewodzi partia Prawo i Sprawiedliwość (PiS) i Kościoła Katolickiego, o którym sądzi się, że ma bliskie powiązania z rządzącymi.

DZIESIĄTKI TYSIĘCY NA ULICACH

W poniedziałek tysiące ludzi protestowało w Warszawie, Wrocławiu i innych polskich miastach, blokując samochodami ruch i maszerując ulicami. „Protesty i blokady odbywają się w całym kraju” – mówi Marta Lempart w rozmowie dla Telegramu, jedna z liderek ruchu Strajk Kobiet, który koordynuje protesty. Jak mówi, protesty trwały godzinami – w Warszawie zakończyły się dopiero koło północy.

Media europejskie piszą o tysiącach demonstrantów, a Marta Lempart szacuje, że w ostatnich dniach były na ulicach dziesiątki tysięcy, najwięcej w Warszawie – łącznie brało udział przeszło 200 tysięcy ludzi, choć nie wszyscy w tym samym czasie. Czy jest zadowolona z odzewu pytamy ją w krótkiej rozmowie dla Telegramu. „Będę zadowolona gdy władza odejdzie” – odpowiada.

BITWA O TRYBUNAŁ KONSTYTUCYJNY

Przy tym jest bardzo krytyczna w stosunku do Trybunału Konstytucyjnego, organu o którym mówi, że został zabrany przez stronę polityczną, względnie jest pod wpływem politycznym a aktywiści i protestujący nie uznają tego werdyktu. „To nie wyrok, nikt nie traktuje tego jako wyroku” – jak mówi nasza rozmówczyni odwołując się do tego orzeczenia jako do „ogłoszenia” trybunału. Z resztą, dla wielu którzy teraz protestują „pierwszą bitwą z Trybunałem Konstytucyjnym była ta w 2015 roku” – przypomina.

Ta „bitwa”, jak ją nazywa, miała miejsce niedługo po tym jak PiS w październiku 2015 roku po raz pierwszy przejął władzę, obiecując między innymi, że będzie bronić tradycyjnych wartości. Polacy wkrótce po tym protestowali przeciwko nowej konserwatywnej władzy, z powodu mianowania pięciu sędziów konstytucyjnych i zmiany prawa o Trybunale Konstytucyjnym. Wbrew demonstracjom, rządzący wprowadzili wtedy swoje plany.

Krytycy często później oskarżali Trybunał Konstytucyjny o działanie pod wpływem politycznym i pod kontrolą rządzących konserwatystów. I teraz oskarżają go to, że zeszłotygodniową decyzję podjął w imieniu partii, która dotychczas powstrzymywała się od zaostrzenia prawnych regulacji aborcji, pisze Reuters. PiS, według oczekiwań, to dementuje.

NOWY „CZARNY PONIEDZIAŁEK”

Uparte protesty, które trwają już prawie tydzień, były kontynuowane i w środę, narodowym strajkiem w całym kraju. Poparli go indywidualni pracodawcy i część związków zawodowych. Gdy rozmawialiśmy we wtorek nasz gość oczekiwał wielkiego odzewu. „Powtórzy się październik 2016 roku”, jak była przekonana pani Lempart, myśląc o tzw. czarnym poniedziałku, kiedy to tysiące Polek strajkowało przeciwko propozycji prawnej całkowitego zakazu aborcji.

3. października 2016 roku media europejskie ogłaszały ogromne wsparcie ogółu (opinii publicznej) dla protestów. Gospodarka, tak naprawdę, nie została sparaliżowana przez strajk, ale mimo to tłum ludzi stał obok tysięcy ubranych na czarno kobiet maszerujących ulicami. Wielu ludzi, którzy nie uczestniczyli osobiście w marszach protestujących, na znak solidarności nosili czarną odzież.

OPOZYCJA WRAZ Z PROTESTUJĄCYMI

Przed czterema laty propozycja prawna o praktycznie całkowitym zakazie aborcji była rezultatem inicjatywy społecznej, którą poparł także Kościół Katolicki. Ale, po wyrażeniu masowego niezadowolenia publicznego, konserwatywna rządząca większość zdystansowała się wówczas od tej propozycji i nie przeszła w parlamencie.

Dzisiejszy strajk również cieszy się szerokim poparciem. Dołączyli się do niego, na przykład, studenci, a ogólnopolski protest poparli politycy opozycji, w tym prezydenci kilku dużych miast. Prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski, z centrowej opozycyjnej Platformy Obywatelskiej zamieścił na Twitterze wiadomość dla Polek: „Warszawa jest z wami”.

PROŚBA O OBRONĘ KOŚCIOŁA

Premier Polski Mateusz Morawiecki, we wtorek ponownie wezwał do przerwania masowych protestów twierdząc, że ci, którzy są w to zaagażowani zaniedbują „wysokie ryzyko”  rozszerzania pandemii. Tak jak i inne kraje europejskie, Polska odnotowuje przyśpieszony wzrost liczby zarażonych i dzienne rekordy.

Wypowiedział się również Jarosław Kaczyński, szef partii rządzącej i formalnie zastępca premiera – choć tak naprawdę właśnie jego uważa się za najbardziej wpływowego polityka w kraju. W nagraniu, opublikowanym na profilu partii na Facebooku, Kaczyński bronił wyroku, osądzał protesty, ale też wzywał Polaków do obrony Kościoła. W czasie weekendu protestujący w poszczególnych miastach wpadali (lub próbowali się włamywać) do kościołów z transparentami i przerywali msze.

WSPARCIE WIEŚNIAKÓW I GÓRNIKÓW

Jednak zdaniem naszej rozmówczyni protesty przerosły kwestię prawa do aborcji i stały się wyrazem szerszego niezadowolenia i dążenia do zachowania podstawowych wartości: „To walka o prawa człowieka i wolność, ale także o praworządność i niezawisłość wymiaru sprawiedliwości” – twierdzi Marta Lempart.

O tym szerszym niezadowoleniu świadczą także doniesienia medialne o wsparciu, jakie otrzymują demonstracje od różnych grup społecznych, od których nie oczekiwano solidarności z protestami. Media donoszą również, że w małym miasteczku na północy Polski rolnicy utworzyli w poniedziałek kolumnę wolno poruszających się traktorów, wyrażając solidarność z demonstrantami, którzy tego dnia blokowali ulice polskich miast. Demonstracje były też publicznie wspierane przez duży związek górników.

PROTESTY W CZASIE LOCKDOWN’U

Marta Lempart zauważa zmianę atmosfery w porównaniu z protestami z wiosny. W kwietniu tego roku, w czasie gdy prawie wszystkie kraje europejskie, także Polska, trwały w całkowitym zamknięciu, obywatele Polski również publicznie protestowali przeciwko zaostrzeniu przepisów aborcyjnych.

Jednak w czasie obowiązującej blokady, przestrzegano obostrzeń w dość zdyscyplinowany sposób, np. protestowano ze swoich samochodów. Z powodu jesiennej fali pandemii (która także w Polsce jest poważniejsza niż poprzedniej wiosny) obowiązują teraz nowe ograniczenia, ale wygląda na to, że Polaków nie zatrzymają.

PROTESTY NIE USTANĄ

„Ludzie już nie boją się kary” – twierdzi Marta Lempart, przekonana, że nawet jeśli rząd ze względu na coraz poważniejszą sytuację epidemiczną – której nasza rozmówczyni nie zaprzecza – będzie próbował narzucić blokadę, to nie zapobiegnie kolejnym demonstracjom. Protesty „nie ustaną” mówi i na piątek zapowiada kolejne zebranie w Warszawie. A że nie jest już na rzeczy tylko orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego argumentuje cytując nam napis z jednego z transparentów niesionych przez protestujących w ostatnim czasie: „Przepraszamy za utrudnienia, mamy rząd do obalenia”.

Autor: 
Irena Frlan Gašparović Tłum. Jolanta Gola
Źródło: 
https://www.telegram.hr/politika-kriminal/jedna-od-liderica-prosvjeda-u-poljskoj-govori-za-telegram-ona-ne-misli-stati/
Polub Plportal.pl:

Reklama