Czy dialog z Rosją jest mimo wszystko możliwy? List polskich ekspertów i publicystów

Reklama

czw., 02/06/2020 - 07:36 -- zzz

W Rosji od dłuższego czasu trwa kampania nienawiści wobec Polski. Na tym tle na szczególną uwagę zasługuje głos Siergieja Markowa, politologa, który zaapelował na swoim blogu, by w dyskusji z Polską trzymać się granic „moralności i rozsądku”.

W Rosji od dłuższego czasu trwa kampania nienawiści wobec Polski, którą podporządkowane Kremlowi media oskarżają o wszystkie możliwe grzechy. Polska jest oskarżana m.in. o to, że to polityka II Rzeczpospolitej odpowiada za wybuch II wojny światowej.

W programach telewizyjnych Polska wymieniana jest jako jeden z już nawet nie współsprawców, a czołowych sprawców Holokaustu. W głównym talk-show rosyjskiej telewizji doszło nawet do próby usprawiedliwiania zbrodni katyńskiej.

Na tym tle na szczególną uwagę zasługuje głos Siergiej Markowa, politologa i eksperta ds. międzynarodowych należącego do kręgu doradców Władimira Putina. Siergiej Markow opublikował na swoim blogu w radiu Echo Moskwy tekst, w którym stwierdził, że w dyskusji z Polską należy trzymać się granic „moralności i rozsądku” i de facto otwarcie skrytykował wiele tez na temat Polski, które w ostatnim czasie padały w rosyjskiej przestrzeni publicznej.

Siergiej Markow jest znaczącą postacią w rosyjskiej polityce zagranicznej. Na jego tekst warto zareagować, niezależnie od tego, czy jest on balonem próbnym wysłanym przez rosyjskie władze, czy tylko prywatną opinią samego S. Markowa.

W tym drugim wypadku, zważywszy na pozycję autora w rosyjskiej elicie władzy, również może to bowiem, choć nie musi, stać się okazją do rozpoczęcia trudnego, ale jednak koniecznego dialogu. Z tej też racji, z inicjatywy Ośrodka Analiz Strategicznych, grupa polskich ekspertów, dziennikarzy oraz publicystów skierowała poniższy list otwarty do Siergieja Markowa.

Szanowny Pan

Profesor Siergiej Markow

Szanowny Panie Profesorze,

Z niemałym zaskoczeniem, ale zarazem z głębokim szacunkiem przeczytaliśmy Pański tekst dotyczący relacji polsko-rosyjskich. Nasze zaskoczenie wynikało z tego, że nie spodziewaliśmy się, że akurat Pan, niekwestionowany w swej Ojczyźnie autorytet, w tym samym czasie, gdy w Rosji mówi się o Polsce niemal wyłącznie źle, napisze o rosyjskich winach w stosunku do naszej Ojczyzny i będzie wzywał do „moralności i rozsądku”. Fakt, iż napisał Pan te słowa, sądząc po komentarzach – narażając się wielu „nosicielom prawdy”, budzi nasz niekłamany szacunek.

W swoim tekście napisał Pan o rosyjskich winach, w następnym wymienił Pan z kolei za co Rosjanie nie powinni Polaków przepraszać. Swój pierwotny tekst zakończył Pan apelem do polskich polityków, środowiska eksperckiego oraz dziennikarzy, by odpowiedzieli na Pańskie słowa, wymieniając również sprawy, w których Polacy powinni zdobyć się na słowo przepraszam w stosunku do Rosjan. Nim to uczynimy, chcielibyśmy odnieść się jednak do tego, co wskazał Pan jako swoisty katalog win Rosji.

Wśród rosyjskich win wymienia Pan ustanowienie w Polsce podporządkowanej ZSRR władzy komunistycznej, masowe mordy na przedstawicielach polskich elit, popełnione między innymi w Katyniu, pakt Ribbentrop – Mołotow, który, jak Pan stwierdza, umożliwił Niemcom napaść na Polskę i wreszcie kłamstwa na temat zbrodni katyńskiej i paktu sowiecko – nazistowskiego. Doceniamy Pańskie słowa, jak i fakt, że sowieckich zbrodni nie ogranicza Pan wyłącznie do zbrodni na polskich oficerach. Mordy na Polakach nie zaczęły się wszak wraz z rozpoczęciem II wojny światowej. Sama Operacja polska NKWD pochłonęła ponad 100 000 Polaków.

Znacznie trudniej jest nam zgodzić się z tym za co, w Pana ocenie, Rosja nie ma powodu przepraszać. Stwierdza Pan, że brak pomocy umierającej Warszawie w czasie Powstania Warszawskiego był niejako naturalny skoro powstanie to miało charakter tyleż antyniemiecki, co i antyrosyjski. Problem polega na tym, że władze ZSRR nie tylko nie udzieliły pomocy temu powstaniu, ale również, odmawiając prawa do skorzystania z lotnisk, uniemożliwiały pomoc ze strony zachodnich sojuszników.

Dodajmy wreszcie, że wciąż oczekuje na wyjaśnienie wątek apeli, wzywających ludność Warszawy do powstańczego zrywu, upowszechnianych przez podporządkowaną przecież władzom sowieckim i nadającą z Moskwy radiostację „Kościuszko”. Przede wszystkim jednak nie możemy zrozumieć, że może Pan równocześnie pisać o masowych mordach w Katyniu i zarazem zarzucać Armii Krajowej, że nie traktowała Armii Czerwonej jako sojusznika, pamiętając niedawne zbrodnie i represje władzy radzieckiej wobec Polaków na obszarach zajętych w 1939 r.

Trudno się nam również zgodzić z kategorycznym stwierdzeniem, że Armia Krajowa traktowała Armię Czerwoną wrogo, skoro AK z Armią Czerwoną wspólnie zdobywały Wilno. Jak Pan wie, niemal natychmiast po jego zajęciu polskich sojuszników Armii Czerwonej aresztowały oddziały NKWD. Podobnych przypadków nie brakowało także później, o czym zaświadczają chociażby pozostałości obozu jenieckiego w Borowiczach (obw. Nowogrodzki), w którym osadzeni zostali także ci, którzy wyrażali gotowość wstąpienia w szeregi Wojska Polskiego.

W drugim Pana tekście, nie wycofując się z tego co napisał Pan w pierwszym, równocześnie usprawiedliwia Pan pakt Ribbentrop – Mołotow, argumentując, że jego podpisanie było konieczne dla obrony ZSRR. To o tyle zaskakujące, że jak wiemy, Związek Sowiecki do obrony w ogóle nie był przygotowany, zaś wygrany w ten sposób czas Stalin spożytkował wyłącznie na kolejne agresje i aneksje.

Całkowicie odrzucamy usprawiedliwienie zajęcia wschodniej Polski tym, iż mieszkający tam Ukraińcy i Białorusini byli, jak Pan stwierdza, prześladowani przez władze II Rzeczypospolitej. Polska rzeczywiście nie odnosiła się do mniejszości narodowych tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Pamiętamy o niszczeniu ukraińskich cerkwi, ale pamiętamy również, że to w Związku Sowieckim, a nie w Polsce Ukraińcy masowo umierali w wyniku sztucznie wywołanego głodu.

Dziwi nas też stwierdzenie, że terytoria dzisiejszej Białorusi i Ukrainy były okupowane nie przez Związek Sowiecki w 1939 r., ale przez Polskę od 1920 r. skoro wiemy, że władze Rosji Sowieckiej proponowały wówczas Polsce, by granica polsko-sowiecka przebiegała jeszcze bardziej na wschód, obejmując między innymi stolicę Białorusi - Mińsk. Pamiętamy również, iż w wyniku aneksji 1939 zajęty zostały pokaźne obszary – na czele z Lwowem – które przecież do Rosji nigdy nie należały!

​​

Nim przejdziemy do tych punktów, w przypadku których, jak sądzimy, to my powinniśmy przeprosić, chcielibyśmy, skoro była już mowa o Ukrainie i Białorusi, podnieść jedną jeszcze fundamentalną kwestię. Mamy otóż wrażenie, że historia jest tylko tłem współczesnych sporów pomiędzy Polską, a Rosją. Najważniejszy z tych sporów dotyczy właśnie przyszłości Białorusi i Ukrainy. Przyjmujemy jako oczywistość, że Pana kraj będzie się starał, by zarówno Ukraina jak i Białoruś były sojusznikami Rosji. My chcemy czegoś dokładnie przeciwnego i chcielibyśmy, by Ukraina i Białoruś były sojusznikami Zachodu. Mamy całkowicie sprzeczne interesy.

Z Pańskiego drugiego tekstu można zrozumieć, iż jest Pan zdania, że nie mamy moralnego prawa, by dążyć do zbliżenia obydwu wspominanych państw z Zachodem. Niektórzy w Polsce uważają z kolei, że już sam Hołodomor pozbawia z kolei Rosję moralnego prawa, by mieć jakiekolwiek ambicje w stosunku do Ukrainy. Na szczęście to nie nasze „moralne prawa” i nie Polacy, ani Rosjanie, będą decydować o przyszłości Ukraińców i Białorusinów, lecz oni sami. Czy zgodziłby się Pan, że z tego właśnie powinniśmy się wspólnie cieszyć?

W tej sytuacji pozostaje nam pogodzić się z tym, że w tym aspekcie będziemy konkurentami. Zgódźmy się zatem, że się tutaj nie zgodzimy. Z szacunku dla Ukraińców i Białorusinów zaś zgódźmy się, że to Oni będą decydować, a my zobowiążemy się jedynie, że starając się o ich względy, nie będziemy nigdy odwoływać się do argumentu siły.

Szanując Pana odwagę cywilną, którą zademonstrował Pan swym wystąpieniem, nie oczekujemy, by publicznie potwierdził Pan, iż w działaniach wojennych na Ukrainie od roku 2014 brali udział żołnierze regularnych jednostek Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, ale i Pan i my doskonale rozumiemy, że tak właśnie było.

Nie jesteśmy i my bez winy. Niejednokrotnie, mówiąc o stosunkach polsko-rosyjskich sprowadzaliśmy je wyłącznie do oczekiwania przeprosin. Rozumiemy, że mogło to sprawiać Rosjanom - w tym Panu osobiście – przykrość. Z drugiej strony prosimy o zrozumienie. W naszej wspólnej historii stało się wiele złego, ale gdy przychodzi do rzeczy najstraszliwszych – mordowania ludzi – nie ma między nami symetrii.

To że ten sam reżim, który mordował Polaków, mordował i samych Rosjan zmieniałoby nieco postać rzeczy, gdyby równocześnie we współczesnej Rosji nie trwała rehabilitacja tegoż reżimu. Nigdy nie zrozumiemy jak można czcić ludzi, który Wam samym urządzili rzeź. Przede wszystkim jednak nie mamy pewności, czy – skoro nie chcecie osądzać tego, co się stało - nie może się to powtórzyć. W pewnym sensie – owszem – boimy się Was.

Równocześnie jednak we wszystkich polskich opowieściach o gułagu obok bohaterów negatywnych pojawia się dobry Rosjanin, który sam będąc ofiarą terroru, lub też terroru się obawiając, znajduje w sobie odwagę, by kierować się sercem. Mickiewiczowski apel „Do przyjaciół Moskali” wciąż pozostaje istotną częścią naszej świadomości i tradycji i w niemałym stopniu określa nasz stosunek do Waszego narodu.

W Europie, jak zawsze w historii, ścierają się różne interesy. Równocześnie jednak Europa wyciągnęła wnioski ze swojej historii i zmieniła się na lepsze - zrozumiała, że rywalizację tę należy umieścić w pewnych ramach, a to, co złe w historii osądzić. Normą w Europie dziś jest, że wszyscy wyznają swoje winy, przepraszając za nie, przy czym nie chodzi o formalne, wypowiedziane zdawkowo, ale o takie które płyną z głębi serca.

I tak oto mamy z jednej strony współczesny standard, a z drugiej Rosję, która o „złej” historii woli nie pamiętać, a gdy już pamięta i natrafia na sprawy, w których trzeba przeprosić, robi to z wyraźną niechęcią, co jest dla nas niezrozumiałe, bo przecież pamiętamy, że Rosjanie potrafią kierować się sercem.

Odnosimy czasem wrażenie, że Rosji znacznie łatwiej jest układać sobie relacje z tymi państwami, które od Rosji niczego płynącego z serca nie oczekują, a europejskich standardów nawet nie próbują stosować. Jeśli Rosjanie wolą taki rodzaj relacji uszanujemy to, ale prosimy odpowiedzieć sobie na pytanie kto tak naprawdę bardziej szanuje Rosję? Ten, kto widzi w niej współczesne, europejskie państwo, czy ten, kto nigdy tego nawet nie próbował?

W swoim tekście apeluje Pan, byśmy i my przeprosili Rosjan.

Inicjator tego listu, pisząc o profesjonalizmie rosyjskiej dyplomacji, wielokrotnie borykał się z kpinami, że przecież Rosja niczego profesjonalnego, nowoczesnego i na poziomie mieć nie może. Tak, owszem, zdarza się nam traktować Rosję bez należytego szacunku, zresztą ze szkodą dla nas samych, bo łatwiej przecież przegrać gdy nie docenia się przeciwnika. Przepraszamy za to.

Drugi z inicjatorów tego listu częstokroć musiał tłumaczyć, że rosyjska kultura nie ogranicza się do Teatru Bolszoj i Teatru Marińskiego, a uniwersytety pełne są wspaniałych uczonych. Tak, owszem zdarza się nam myśleć o Rosji tak, jakby komunizm wytrzebił całą kulturę i inteligencję, a tak oczywiście nie jest. Przepraszamy za to.

Wyrażamy ubolewanie z powodu śmierci wielu żołnierzy Armii Czerwonej, którzy trafili do polskiej niewoli po wojnie 1920 roku. Nie udało się zapobiec epidemii chorób, ani też zapewnić dostatecznej opieki lekarskiej rannym. Przepraszamy za to. Równocześnie jednak stanowczo protestujemy, gdy sugeruje się nam, że Katyń był odpowiedzią. Rosyjskich jeńców, którzy znajdowali się w polskich obozach jenieckich nikt nie rozstrzeliwał, tak samo zresztą jak zmarłych w podobnej liczbie polskich jeńców tej wojny, którzy trafili do obozów jenieckich po drugiej stronie linii frontu. Tragicznego losu jednych i drugich obie strony zdają się skądinąd nie pamiętać.

W ostatnich latach, mówiąc o udziale ZSRR w II Wojnie Światowej częstokroć sprowadzamy ten udział do paktu Ribbentrop – Mołotow, sowieckiej napaści na Polskę 17 września 1939 roku, czy też Katynia. Sprowadzanie wszystkiego do 09 maja nie jest w porządku. Tak samo jednak nie w porządku i wbrew historii jest sprowadzanie wszystkiego do 17 września. Przepraszamy, iż mówiąc, że Armia Czerwona nie przyniosła Polsce wolności (bo nie przyniosła, co sam Pan przecież przyznaje), równocześnie zapominamy dodać, iż Armia Czerwona wyzwoliła Polskę od faszyzmu.

Przepraszamy za to, iż zrównując III Rzeszę i ZSRR nie jesteśmy dostatecznie precyzyjni i nie mówimy wyraźnie, że chodzi nam o realia 1939, albo 1941 roku, a nie o zrównywanie ZSRR z lat 60, czy 70 z państwem Hitlera. Dla niewinnych, rozstrzeliwanych ofiar nie było przecież różnicy, czy zabijali ich Niemcy z SS, czy oprawcy z NKWD. Gdy mówimy o roku 1939, czy też 1941, mówmy o dwóch równie nieludzkich i okrutnych reżimach. Na szczęście Związek Sowiecki się jednak zmieniał. Przepraszamy, że czasem o tym zapominamy.

Rozumiemy, że likwidowanie pomników wdzięczności Armii Czerwonej jest dla Rosjan bardzo przykre. W Polsce dbamy o cmentarze, co przyznaje nawet strona rosyjska. Dbamy i dbaliśmy pieczołowicie o te setki tysięcy zachowków rosyjskich żołnierzy z I wojny światowej, nawet wtedy, gdy zapomniała o nich Ojczyzna. Dbaliśmy i dbamy o wciąż liczne cmentarzyska z czasów rozbiorów Polski, gdzie przecież poza dyskusją pozostaję fakt, iż nie są do groby sojuszników czy wyzwolicieli. Nie dochodzi w Polsce, tak jak np. w Chimkach pod Moskwą, do traktowania bez szacunku przypadkowo odnalezionych szczątków żołnierzy Armii Czerwonej. Czymś innym są jednak pomniki sławiące armię, która – niestety – niosła innego rodzaju, ale jednak zniewolenie. Przepraszamy, że nie podjęliśmy dostatecznego wysiłku, by wytłumaczyć, że likwidując pomniki, zawsze dbamy równocześnie o cmentarze wojenne.

I wreszcie na koniec – przepraszamy, że dopuściliśmy do rytualizacji i banalizacji dialogu z Rosją. Liczymy na to, że Pana teksty i nasza na nie odpowiedź, mimo że były i pozostaną sprawy, w których się nie porozumiemy, pozwolą jednak na zbliżenie, umożliwią zrozumienie racji, ale też i wrażliwości drugiej strony. I Polsce i Rosji potrzebny jest uczciwy, a zarazem twardy dialog. Znamy Pana jako człowieka twardego i pryncypialnego. Paradoksalnie, zapewne właśnie dlatego możemy rozmawiać szczerze.

 

Z wyrazami szacunku

dr Małgorzata Bonikowska, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych

Michał Broniatowski, dziennikarz Onetu

Marek Budzisz, publicysta

prof. Antoni Dudek, historyk, b. członek Rady IPN

prof. Hieronim Grala, historyk, b. dyplomata w Rosji

Witold Jurasz, dziennikarz Onetu, prezes Ośrodka Analiz Strategicznych

Marek Nowakowski, dyplomata, historyk

Paweł Reszka, dziennikarz, b. korespondent „Rzeczpospolitej” w Moskwie

dr hab. Zbigniew Siemiątkowski, wykładowca akademicki, b. szef Agencji Wywiadu

dr Witold Sokała, politolog, wykładowca UJK, przew. Rady Fundacji PoInt

Autor: 
Michał Broniatowski
Źródło: 
onet
Polub Plportal.pl:

Reklama