Jak wygląda życie, gdy nie masz bogatych rodziców, ale masz charakter (Pisownia oryginalna)

Reklama

wt., 02/23/2021 - 08:48 -- zzz

 

Rok 2007, wakacje.

Wtedy byłam tuż przed klasą maturalną, więc jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności. Od koleżanki dostałam cynka, że potrzebni ludzie do zbierania wiśni. O 5 rano wsiadam na rower, by na 6 stawić się w umówionym miejscu i stamtąd razem z koleżanką pojechać do małżeństwa w średnim wieku. 12h zbierania wiśni w temperaturze 34 stopni, koleżanka stwierdziła, że to najgorętszy dzień na zbiorach, jaki miała, a pracowała tam dobry miesiąc.

I tak 12h. Po pracy matka mi przygotowała deser lodowy i jak zobaczyła moją wymęczoną twarz to prawie z płaczem mnie błagała bym już nie jechała. Pojechałam, bo bardzo chciałam. Tym razem na dołach drzew wiśnie już pozrywane, więc żeby mieć w ogóle co wkładać do kobiałek to wlazłam na sam szczyt jednego z drzew, by stamtąd zrywać. Właściciel był wniebowzięty moim zawzięciem i pilnował, żebym nie spadła z drzewa, bo był była połamana od stóp do głów. Żeby nie spaść musiałam kurczowo trzymać się gałęzi, z którą tańcowałam na wietrze, drugą ręką zrywając. Tym razem nie było już 12h, bo już nie było czego zrywać. Szkoda, że dowiedziałam się tak późno na sam koniec sezonu, że mogłam popracować tylko 2 dni. Ale zarobiłam sobie na swojego gamepada.

Rok 2008, wakacje

Pewnego dnia czując głód poszłam do knajpy chińsko-wietnamskiej. Tam zobaczyłam na drzwiach ofertę, że poszukiwane są kelnerki. Nie zastanawiając się nawet postanowiłam zagadać z właścicielem po spożytym posiłku. Spoko, jeden dzień szkolenia i mogę przychodzić już normalnie. Przychodziłam na 9, by wpierw ogarnąć restaurację, a później od 10 już normalnie obsługiwać klientów. Dopiero później się dowiedziałam, że ta godzina sprzątania się nie liczyła, więc sprzątałam za darmo. Dopiero od 10 miałam płacone i to jeszcze szalone 4,50zł za godzinę. No spoko, w jednej kawiarni w tym samym czasie moja znajoma zarabiała całe 4zł za godzinę, więc ja jeszcze nie miałam tak źle. Tak, takie stawki były w Gnieźnie w tamtych latach. Przynajmniej miałam zapewnione obiady i co tylko chciałam z karty dań, pod warunkiem, że kucharz będzie mógł sobie mnie sobie zmacać czasem. Jak naskarżyłam szefowi, że kucharz mnie łapie za cycka, to z powrotem miałam do wyboru tylko sajgonki lub zupę, która pachniała jak zrobiona z psa. Z pracą było różnie, raz były totalne nudy, innym razem lokal był wypchany po brzegi, a byłam SAMA na zmianie. Tak, sama musiałam przyjmować zamówienia, przekazywać kucharzowi, który ledwo mówił po polsku i czasami trzeba było mu pokazywać o co chodzi, zabierać naczynia z sali i je myć w wodzie nalanej rano, w której pływała surówka, ryż i czasem krewetki, nabijać na kasę fiskalną, wycierać stoliki, rozliczać się itd. Czasem musiałam po prostu po tym lokalu normalnie biegać, żeby się ze wszystkim wyrobić. No ale szef był zadowolony, bo nic mu potłukłam w przeciwieństwie do innych kelnerek, które fizycznie nie wyrabiały i dał mi nawet 2 dyszki na imieniny. Szaleństwo. Popracowałam 2 tygodnie, dałam sobie spokój jak mi oświadczył, że nie puści mnie na konwent, no może na jeden dzień, czyli innymi słowy, że nie da mi weekendu wolnego. Choć błagał mnie bym została, to nie przystałam na prośbę, bo czara goryczy też się przelała po tym, jak kolejny raz mnie mobbingował. Nie tylko mnie zresztą.

Studia

Mnóstwo ofert dla studentów, zwłaszcza, że to wielkie miasto Poznań, więc można było przebierać. Pamiętam, że przed pracą jako hostessa pracowałam przy pakowaniu kosmetyków, gdzie a to pakowałam kostki do toalety, a to wykładałam towar na taśmie, a to proszki do prania do kartonów, które następnie zaklejałam taśmą czy rozlewałam na maszynie perfumy. Czasem szklana buteleczka pękła pod maszyną, gdy o 1/10 sekundy za długo były wciśnięte przyciski do zaciskania zawleczki. Gogli ochronnych nie było, więc gdy to nie byłam ja przy rozlewaniu tych perfum to pożyczałam moje okulary, by któraś z dziewczyn nie dostała malutkim szkłem w oko. Sporadycznie na moich okularach takie szkiełko lądowało. Stawka przy tej robocie to było 6,50zł za godzinę przy niewyrobieniu normy, a nikt nie był w stanie jej wyrobić. Przy wyrobieniu to było bodajże 7,50zł za godzinę. No dobra, jedna babka dała radę wyrobić normę przy pakowaniu kostek do toalety, ale ona szła jak maszyna. Dosłownie.
Jak wspomniałam wcześniej pracowałam głównie jako hostessa, gdzie miałam stać i po prostu oferować ludziom produkt. Był odplamiacz, gotowe dania, suplement diety, alkohol. Ze strony klientów na szczęście nie miałam niefajnych akcji, raz trafił się narwaniec, ale klienci apteki go sprowadzili do pionu, a farmaceuta zapowiedział, że jak się nie uspokoi to wezwie ochronę.
Z pracy jako hostessa zrezygnowałam, gdy miałam możliwość pracy w drukarni. Nawet się nie zastanawiając brałam robotę w drukarni, bo musiałam mieć zrobione praktyki, no i zależało mi na pracy w branży. Niezbyt pocieszona pracowadczyni przez telefon smutnym głosem życzyła mi powodzenia, bo jednak sprzedaż mi bardzo dobrze szła i to ja wtedy ustanowiłam rekord sprzedaży. Chyba 34 lub 35 opakowań w ciągu 5 lub 6 godzin.
Praca w drukarni w garażu, zima. Żeby nie zamarznąć musiałam CAŁY CZAS pić gorącą herbatę w wielkim 400ml kubku. Chodziłam w grubym swetrze, który na dzisiejsze zimy jest zbyt ciepły. Jak trzeba było wietrzyć drukarnię to tylko kolega krzyknął "Ania, ubierz się, bo będziemy wietrzyć!". Bo to ja miałam stanowisko przy drzwiach od garażu i wtedy tylko na siebie narzuciłam kurtkę i robiłam sobie przerwę.
Praca w niedziele i święta, nie ma wybacz.
800zł na cały miesiąc, gdy CO NAJMNIEJ siedziałam po 8h dziennie. A później jeszcze na uczelnię, bo studiowałam w trybie wieczorowym. I późnym wieczorem wracałam do akademika, gdzie zmęczona kładłam się spać.
Po kolei pracowałam w różnych firmach, już normalnie z umową o pracę. Praca po godzinach to był standard. W 2016 wysiadłam psychicznie, bo miałam dość jeżdżenia 50km w jedną i 50km w drugą stronę pociągiem, codziennego szukania miejsca parkingowego, by później biec na pociąg i tak samo po pracy często musiałam na niego biec, by mieć szansę chociaż trochę pomieszkać w domu. W pewnym momencie wstawałam o 5 rano z walącym sercem z nerwów i by po prostu zwymiotować do toalety sokiem żołądkowym. Miałam serdecznie dość fizycznie i psychicznie.
Obecnie jestem na swoim. Łapię zlecenia, płacę składki, jest spokojniej. Pandemia niestety dała mi też się we znaki, bo firmy tną koszty jak się da. Jak poszłam do kumpla z byłej firmy czy czasem by czegoś mi nie odpalił ze zleceń to tylko z papierosem w ręku mi odpowiedział: "Ania, ja połowę grafików musiałem zwolnić. Jak wstawiłem ofertę na grafika to było 200 osób zainteresowanych. A ostatecznie i tak nikogo nie zatrudniłem. A kryzys dopiero przyjdzie".

​​
I teraz sobie wyobraźcie, że po takich doświadczeniach, taki żyjący sobie na państwowym garnuszku Sławomir Mentzen pisze, że trzeba było wcześniej wstawać, bardziej się starać i w ogóle wszystko bardziej. Koleś, który ma bogatych rodziców i miał szansę wyjechać za granicę i się dorobić i nie pracował nigdy bynajmniej za 4,50zł czy 6,50zł za godzinę. Facet, który jest ode mnie o 3 lata starszy, a gada jak młodociany kuc na utrzymaniu swoich starych.
I jeszcze ma czelność napisać, że reprezentuję "ruch roszczeniowych konsumentów sojowego latte, patrzących z wyższością na ludzi wykonujących uczciwą i dobrze płatną pracę".
Przysięgam, że jakby mi dali tego gościa na wyciągnięcie ręki to nie ręczę za siebie. Przysięgam.

Anna Bąk

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba i okulary

Autor: 
Anna Bąk
Źródło: 
facebook
Polub Plportal.pl:

Reklama