Kim Dzong Un podarował oficerom pistolety. Broń dla wybranych? Kaczyński również chodzi uzbrojony

Reklama

wt., 07/28/2020 - 19:15 -- zzz

Z okazji przypadającej w poniedziałek 67. rocznicy podpisania rozejmu w wojnie koreańskiej przywódca Korei Płn. Kim Dzong Un wręczył oficerom pamiątkowe pistolety. Dowództwo sił ONZ w Korei Południowej zapewniło natomiast o swoim poparciu dla procesu pokojowego.

 

Rozejm, podpisany w 1953 roku we wsi Panmundżom na granicy między dwoma państwami koreańskimi, zakończył trzyletni krwawy konflikt zbrojny i przypieczętował podział Półwyspu Koreańskiego na komunistyczną Północ i kapitalistyczne Południe, do dziś pozostające formalnie w stanie wojny.

Z okazji rocznicy Kim złożył hołd poległym północnokoreańskim żołnierzom na Cmentarzu Męczenników Wojny o Wyzwolenie Ojczyzny – poinformowała oficjalna północnokoreańska agencja prasowa KCNA.

W niedzielę przywódca wziął udział w uroczystości rocznicowej w siedzibie rządzącej Koreańskiej Partii Pracy, gdzie wręczył czołowym dowódcom północnokoreańskiej armii nowe, opracowane w kraju pistolety typu Paektusan „dla upamiętnienia wielkiego dnia zwycięstwa” – podała KCNA.

Pistolety nazwano tak na cześć Góry Paektu, najwyższego szczytu Półwyspu Koreańskiego, z którego według legend ma wywodzić się naród koreański. Pjongjang utrzymuje, że na tej górze urodził się były przywódca Korei Płn. Kim Dzong Il, ojciec Kim Dzong Una.

Rocznicę obchodzono również po drugiej stronie granicy. Podczas uroczystości w Panmundżomie dowódca sił ONZ w Korei Płd. gen. Robert Abrams zapewnił o niezachwianym oddaniu jego wojsk celowi, jakim jest osiągnięcie trwałego pokoju na Półwyspie Koreańskim – przekazała południowokoreańska agencja Yonhap.

Abrams zwrócił jednak uwagę na ostatnie nasilenie animozji na półwyspie. Podkreślił, że w ubiegłym roku podczas rocznicy panował „nastrój ostrożnego optymizmu”, a świat „był świadkiem znaczącego i namacalnego spadku napięć”, natomiast „obecnie ten ostrożny optymizm zmienił się w nastrój niepewności”.

Reżim w Pjongjangu zerwał niedawno kontakty z władzami w Seulu, zarzucając im, że dopuszczają do przesyłania przez granicę ulotek propagandowych. W dramatycznym akcie Korea Płn. również wysadziła w powietrze biuro łącznikowe pomiędzy obu krajami.

 

W czasie wojny z lat 1950-1953 siły ONZ pod przewodnictwem USA wraz z wojskami Republiki Korei odparły atak komunistycznych sił Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej i wspierających je wojsk Chińskiej Republiki Ludowej. Działania wojenne zakończyły się podpisaniem rozejmu w Panmundżomie.

Od czasu wojny każde z państw koreańskich kroczyło własną drogą. Korea Płd. stała się jedną z największych gospodarek Azji i jednym z najbliższych sojuszników USA na tym kontynencie. Słabo rozwinięta, zubożała, izolowana gospodarczo Korea Płn. opracowała natomiast broń jądrową i uznawana jest za jedno z głównych zagrożeń dla regionu i świata.

Podpisanie ewentualnego układu pokojowego utrudnia impas w negocjacjach pomiędzy Waszyngtonem a Pjongjangiem w sprawie denuklearyzacji Korei Płn. i złagodzenia nałożonych na nią międzynarodowych sankcji gospodarczych. Zawarcie takiego traktatu wymaga współpracy z USA i Chinami, które były stronami rozejmu z 1953 roku.

 

Różne ciekawe kawałki nam tu dziennikarze wstawiają, a ta ceremonia moim zdaniem potwierdza tylko jedną zasadę: tyrania jest oparta o zasadę – broń dla wybranych. Tylko to jest ważne w tej informacji. Nic więcej.

Przecież prawda jest taka, że ozdabiane na różne sposoby pistolety w świetle kamer zostały wręczone zwyczajnym bandziorom, bez sumienia. Całe to towarzystwo wokoło tego komuszego tyrana to zbiry zwyczajne. Żądnego z nich, nikt rozumny by nie wpuścił do domu, bo strach, że zabije, zgwałci i okradnie. Komusze kacyki, co głodzą i niewolą kilkadziesiąt milionów mieszkańców Korei Północnej.

Warto zadać sobie pytanie, jak to się stało, że Polska – kraj, w którym tradycja posiadania broni jest częścią narodowego dziedzictwa – jest obecnie najsłabiej nasyconym bronią państwem w Europie, a ogromna część obywateli cierpi na hoplofobię, czyli nieracjonalny lęk przed bronią.

 

Nie analizując statystyk, nie znając prawa, nie mając z bronią nigdy do czynienia, powtarzają bezmyślnie, że „broń w prywatnych rękach to masakry na ulicach”. Po czym z wielkim zaskoczeniem dowiadują się, że w prywatnych rękach jest dzisiaj w naszym kraju ok. 547 tys. sztuk broni, a do tego trzeba doliczyć mniej więcej drugie tyle sztuk broni czarnoprochowej, która na razie dostępna jest bez pozwolenia i rejestracji (obowiązującej np. przy broni pneumatycznej). 

Jednocześnie liczba przestępstw popełnianych przy użyciu broni przez jej legalnych posiadaczy (to bardzo ważne: przez legalnych, zweryfikowanych posiadaczy) jest absolutnie marginalna.

Wszyscy na naszym kontynencie są bardziej uzbrojeni niż Polacy. Według najbardziej miarodajnego badania Small Arms Survey u nas na stu mieszkańców przypada 2,51 sztuki broni. W Czechach to 12,53, w Słowacji – 6,53, na Litwie – 13,59, w Estonii – 4,96, w Niemczech – 19,62, we Francji – 19,61, na Węgrzech – 10,45, w Hiszpanii – 7,62, w Norwegii – 28,82, w Szwecji – 23,14, nawet w skrajnie rozbrojonych Anglii i Walii to 4,64.

Politycy wmawiają społeczeństwu, że „Polacy nie dojrzeli do posiadania broni”. Wszyscy inni, w tym inne nacje Europy Środkowej, dojrzały, tylko my nie?! Obśmiewani przez Polaków za swój pacyfizm Czesi wpisują właśnie do konstytucji prawo do posiadania broni i umieszczają tam zapis, że uzbrojeni obywatele mogą powstrzymywać terrorystów – tak, aby nie dotyczyła ich unijna dyrektywa broniowa.

Jarosław Kaczyński nosi pistolet od obrony osobistej, ale uważa, że zwykli obywatele nie powinni posiadać broni. Taka postawa potwierdza, że dyktatorzy wychodzą z założenia, że społeczeństwo to niewolnicy i nie zasługuje na zaszczyt posiadania broni. 

Na początku lat 90., jeszcze w sejmie kontraktowym, kiedy Kaczyński budował struktury PC, przeszedł przemianę z człowieka ugrzecznionego w twardziela, używającego często dosadnego języka. Symbolem jego nowej twarzy staje się pistolet wkładany pod marynarkę. Dostał na niego pozwolenie jako szef Kancelarii Prezydenta Wałęsy.

Pistolet prezesa, Taurus kaliber 6.35, stał się "bohaterem" charakterystycznej anegdoty. "Gdy koalicyjne rozmowy wchodzą w impas, Kaczyński wyciąga broń spod marynarki i kładzie na stole. Lufa jest wycelowana w liberałów - którzy sposobią się do wycofania z niepowołanego jeszcze rządu. Donald Tusk, lider KLD, dworuje sobie: 'Mówicie, że jesteście chadekami, a czytaliście chociaż tę encyklikę Lelum Polelum?'. Kaczyński podnosi pistolet, mierzy: 'Zginiesz za te słowa'".

Według innej wersji scena miała mieć miejsce w sejmowej, ciasnej windzie w drodze na koalicyjne rokowania. Przypomniał ją podczas debaty przed wyborami parlamentarnymi w 2007 r. Tusk: "Spotkaliśmy się kiedyś w windzie, w sejmie w 1991 r. Nosił pan wtedy przy sobie krótką broń. Dlaczego? Nie wiem do dziś. Wtedy wyjął pan broń, popatrzył się na mnie i powiedział: 'Dla mnie zabić ciebie, to jak splunąć'". - Nie było takiego wydarzenia - odparł wtedy Jarosław Kaczyński. I dowodził, że ma bardzo dobrą pamięć. Później na konferencji prasowej wspomniał jednak, że "jakiś" incydent z bronią rzeczywiście się wydarzył. Przyznał, że miał w tamtych czasach "malutki pistolecik". 

 

Autor: 
Andrzej Turczyn/zzz
Źródło: 
https://trybun.org.pl/plportall.pl
video: 
Polub Plportal.pl:

Reklama