Koncerny (mafie) farmaceutyczne walczą z ziołolecznictwem

Reklama

śr., 03/18/2020 - 12:07 -- zzz

Od lat obserwuje się konsekwentne dążenia koncernów farmaceutycznych do delegalizacji ziołolecznictwa.  Aby tego dokonać prowadzi się lobbing polegający na stopniowym zakazywanie stosowania niektórych ziół dla dobra pacjentów. Również polskie władze zaczęły walczyć z preparatami roślinnymi.

W ostatnim czasie polskie służby państwowe nasiliły swoje działania skierowane przeciwko ziołolecznictwu. Przejawia się to w formie działań Sanepidu oraz zamykania firm zajmujących się dystrybucją preparatów ziołowych.

Sanepid kwestionuje bezpieczeństwo działania niektórych preparatów ziołowych
Coraz częściej Sanepid kwestionuje bezpieczeństwo wykorzystania niektórych preparatów ziołowych, co dotknęło między innymi firmę Herbapol.  W wywiadzie radiowym  udzielonym Radiu Wnet, pani Alina Lekstan, prezes krakowskiego Herbapolu  stwierdziła, że jej firma pada ofiarą nierównego traktowania w ramach rynku Unii Europejskiej. 

Polskie oraz unijne służby sanitarne konsekwentnie eliminują kolejne rośliny o zbawiennym wpływie dla zdrowia. Można odnieść wrażenie, że celem tej operacji jest zmuszenie ludzi do kupowania preparatów medycznych  produkowanych przez koncerny farmaceutyczne zamiast stosowania  naturalnych metod znanych od wieków.  Zdaniem pani Lekstan, jak zwykle chodzi o pieniądze, czyli o to, żeby coś było tylko lekiem, a nie mogło być suplementem diety i nie mogło być artykułem spożywczym.

- Całkowicie według nas jest ignorowana farmakopea Polska, natomiast na to się powołują urzędnicy Głównego Inspektora Sanitarnego do przedsiębiorstwa Polskiego na dekret króla Belgii. […] podają jego numer, żebyśmy sobie przeczytali, że dekret króla Belgii czegoś tam zakazał albo zabronił i oni się na to powołują -  powiedziała pani Lekstan w trakcie wywiadu radiowego

 

Dekret króla Belgii podstawą prawną dla działań Sanepidu?
Powoływanie się na dekret króla Belgii w Polsce, można uznać za nieprawdopodobne, ale najwyraźniej trwały poszukiwania podstawy prawnej ostatnich działań Sanepidu. Prezes krakowskiego oddziału Herbapolu wspomniała także, że ostatnie ataki na ziołolecznictwo ze strony polskich służb sanitarnych zaszkodzą nie tylko polskim producentom, wśród których jest Herbapol, ale przede wszystkim rolnikom produkującym zioła.

Lista zakazanych preparatów ziołowych cały czas rośnie.  Spekuluje się już nawet  o wpisaniu na tę listę popularnego szpinaku. Aktywnie walczy się już ze sprzedażą suplementów z dużymi dawkami witaminy C. Objawia się to tym, że Polacy, którzy chcą kupić taki suplement, muszą go odnaleźć i zakupić za granicą.
 

Rolnicy chętnie produkują zioła
Zaistniały problem ma też inny aspekt ekonomiczny. Polska jest aktualnie drugim zaraz po Francji producentem ziół. Wielu rolników nastawiło się na ich uprawę, a w tej chwili polskie służby sanitarne brutalnie walczą z ich biznesem wspierając w ten sposób zagranicę. W większości krajów Unii można legalnie hodować i sprzedawać zioła, ale polscy urzędnicy zaczynają to z jakiegoś powodu mocno utrudniać.

Zapotrzebowanie na zioła wzrasta
Warto wiedzieć że zapotrzebowanie na zioła rośnie lawinowo zarówno na rynku polskim jak i zagranicznych. Już w tej chwili plantację zielarskie zajmują w Polsce dziesiątki tysięcy hektarów. Uprawiamy głównie wspomnianego delegalizowanego kozłka lekarskiego, dziurawiec, ostropest plamisty, miętę pieprzową, oraz rumianek. Moglibyśmy też uprawiać medyczną marihuanę, ale rząd woli kupować ją z Izraela.

- Można odnieść wrażenie, że komuś bardzo zależy na tym, aby ta dynamicznie rozwijająca się branża rolnicza została stłamszona w Polsce, tak jak niedawno postanowiono i zrobiono z branżą transportową. Trudno tylko zrozumieć jak to jest możliwe, że w takich praktykach wykorzystane są służby państwa polskiego, zwalczające polskich przedsiębiorców i rolników, za ich własne pieniądze z podatków – podał portal Zmiany na Ziemi.

Autor: 
zzz
Źródło: 
zycierolnika.pl
video: 
Polub Plportal.pl:

Reklama