Leszek Sosnowski: Amazon to mamut trojański u bram III RP!

Reklama

wt., 03/24/2020 - 07:00 -- zzz

W aktualnym wydaniu miesięcznika „Wpis” ukazał się artykuł Leszka Sosnowskiego przestrzegający przed wejściem Amazona na polski rynek oraz skutkami tego ruchu dla polskiej gospodarki. Oto obszerne fragmenty:

Amazon „wyszkolił” swego głosowego Wirtualny Asystenta Alexa w ten sposób, by ten szeroko informował m.in.o sprawach związanych z ruchem homoseksualnym. Alex przekaże nam ponad 90 danych na temat historii i teraźniejszości homoaktywistów; można się nawet dowiedzieć, kiedy zaanektowano tęczę na flagę ruchu LGBT (podobno w 1978 r.). Gigantyczna firma współpracuje z zawodowymi gejowskimi agitatorami główne w Ameryce, ale wciąż poszerza kontakty z nimi w innych krajach, nie szczędząc przy tym grosza. Ba! sama zrzeszyła i wyposażyła w środki działania homoaktywistów zatrudnionych w Amazonie nazywając ich – Glamazon. Cyfrowy asystent Alex okazuje się przy okazji przydatnym narzędziem także do prania mózgów.

Właściciel Amazona Jeff Bezos jest zdeklarowanym ateistą i lewakiem, a stawszy się bogaczem działa także z pobudek światopoglądowych, ale przecież nie tylko one nim powodują. O kasie nie zapomina nigdy. Wszak klienci LGBT należą do najbardziej lojalnych, hojnych i wiernych! Płacą więcej za towary niż one są warte, by w ten sposób nagradzać tego, który ich wspiera. A siła nabywcza społeczności homoseksualnej na świecie liczona jest na ok. 800 miliardów dolarów rocznie. Jest to szczególnie ważne dla tych, co handlują na wielką skalę międzynarodową jak właśnie Amazon. Bajki o postępowości tej firmy trzeba zamienić na narrację o chciwości. Oraz o szaleństwie – o czym jeszcze opowiemy.

Osiem lat temu, w 2012 r., założyciel i właściciel Amazonu, jak potem pokażemy czystej krwi utopista, przekazał np. tylko w stanie Waszyngton 2,5 miliona dolarów na podbudowanie homolobby. Jeden z wielu tego typu „gestów”. Niedawno dodano do serwisu streamingowego amerykańskiego giganta – ze stosowną międzynarodową reklamą – ponad 60 filmów propagujących ideologię i ruch LGBT. Bo trzeba wiedzieć, że Amazon wkroczył mocno w branżę medialną i uruchomił własną, płatną telewizję streamingową (a więc oglądaną za pomocą specjalnego serwisu internetowego). Nazywa się ona Fire TV i posiada już, bagatela!, 40 mln subskrybentów oraz więcej filmów niż np. słynny Netflix. Możliwości zarobku, ale i propagandy, daje to olbrzymie. Fire TV taką telewizję jak TVP może przykryć kapeluszem, a wrzucane do niej miliardy złotówek przydadzą się jak psu na budę.

I przed takim antykatolickim, antynarodowym, gigantycznym kosmopolitą ktoś (kto?!) zamierza właśnie cichcem otworzyć podwoje Polski. U bram naszego kraju stoi nie koń, ale mamut trojański.

Jeśli ludzie decydujący dziś o losach naszego kraju sami szybko nie otrząsną się z letargu, to lada moment obudzi ich i wytnie w pień wściekle atakująca z tęczową flagą w ręku (z lubością eksponowana jest taka przed główną siedzibą Amazona w Seattle w USA) lewacka horda. Jacyś bardzo wysoko postawieni ludzie władzy, tak to na razie nazwijmy, popierają horrendalnie bogaty anty-PiS w czystej postaci.

Gigant internetowy stworzył nawet własny lud! Nazywa się Amazonianie. Członkowie tego ludu nie potrzebują wspólnej kultury, wiary lub tradycji, bo to co ich łączy, to przemożna chęć zakupu u internetowego molocha. Nie spotykają się w realnym świecie, w konkretnym miejscu na Ziemi, lecz w świecie sztucznym. To im wystarcza. W tej sytuacji jakieś dawne więzi osobowe, kulturowe, a szczególnie narodowe, są nie tylko niepotrzebne, ale wręcz niepożądane, ponieważ mogą zniechęcać do nabywania niezliczonych towarów w Amazonie. Moglibyśmy na przykład zwrócić swoją uwagę na sklepik obok naszego domu i coś tam kupić zamiast zwrócić się do boskiego Amazona... Nie obowiązuje już np. hasło: kupuj, bo polskie – to byłby bowiem przejaw nacjonalizmu, który utożsamiany jest z patriotyzmem. Z niego rodzą się różne bardzo złe rzeczy, nawet wojny światowe – tak przekonują Amazonian ściśle z Amazonem powiązane (finansowo i światopoglądowo) media społecznościowe.

Człowiek straszony przez te zbratane z kolosalnym sklepem internetowym Facebooki, Twittery itp. może zacząć się obawiać, że faktycznie grozi mu zostanie wstrętnym nacjonalistą, bo przejawia uczucia patriotyczne, bo wybiera to, co polskie. Bo głosuje na takie partie, jak np. PiS. Jeszcze chwila i będzie faszystą! Ale jest na to prosta rada: kupuj jak najwięcej w Amazonie! Przyłącz się do Amazonian. Kupuj jak najwięcej w Amazonie, bo wyedy nie tylko zaopatrujesz się w różne rzeczy, ale ratujesz świat. A tak naprawdę tym sposobem po prostu interes giganta kręci się na niebywałych obrotach, generując niespotykane w dziejach zyski.

A ogłupiali ludzie dzień i noc kupują, kupują, kupują... Odzież, żywność, pralki, książki, samochody, wakacje, telewizory, garnki, medykamenty, kosmetyki, meble – wszystko dostaniesz w Amazonie. W tym czasie może obok ciebie dogorywa sklepikarz, księgarz albo kioskarz, może cierpi nikomu niepotrzebny starzec (czemu jeszcze nie poddano go eutanazji?!), ale tego nie widzisz, jeśli jesteś Amazonianinem, bo odbierasz świat głównie za pośrednictwem tego, co ci powiedzą i pokażą na monitorze, a nie w bezpośredniej relacji z drugim człowiekiem, z udziałem własnego rozumu i własnego serca. Amazonianie są jednak przekonani, że zbawiają świat i są super nowocześni – bo im to wmówiono, a nie dlatego, że taka jest choćby część prawdy. Dla nich zakup nie tylko w sklepie osiedlowym, lecz również internetowym, ale na innej platformie, na jakiejś skromnej stronie www, jest niczym herezja.

Amazonianie są de facto narzędziami kupującymi nieustannie produkty w swej nowej ojczyźnie: gigantycznym sklepie internetowym. Nabywają produkty firm rzecz jasna totalnie powiązanych z Amazonem, przeważnie niewolniczymi umowami, albo w ogóle będących własnością giganta, o czym klient nie ma i nie chce mieć pojęcia.

Od kilku ładnych lat Amazon działa także w Polsce, ale w porównaniu z jego światowym rozmachem – na razie w bardzo ograniczonym zakresie. Znający się na rzeczy mówili: to nie będzie długo trwało, niebawem ruszy na podbój Polski. I właśnie rusza. Trwa już przygotowawcza kampania w internecie, przede wszystkim wyszukuje się wśród blogerów kandydatów na wiernych i entuzjastycznych Amazonian oraz poszukuje dziennikarzy i całe redakcje przyjazne polityce gospodarczej uprawianej niegdyś przez Balcerowicza, Lewandowskiego oraz im podobnych, a polegającej na otwarciu się na wyprzedaż wszystkiego co polskie, na eliminacji narodowej gospodarki. Rzecz jasna w imię postępu, światowości, likwidacji zaścianka, niewidzialnej a sprawiedliwej ręki rynku itp

Wspomniani wyżej panowie są już mało aktywni, ale mają swoich kontynuatorów w Polsce, a w mass mediach w szczególności. Znajdujące się w obcych rękach publikatory łączy z handlarzami Polską pokrewieństwo dusz: jedni i drudzy postawili na zagranicznych właścicieli uznając naród nadwiślański za niezdolny do kierowania samym sobą, za taki, któremu powinna wystarczyć ciepła woda w kranie w chłodne dni oraz zimne piwko w dni upalne.

Naród ten w 2015 r. trochę się zbuntował i już od paru lat rządził się sam; skutki tego są opłakane. Obywatele powstali z kolan i nie chcą słuchać się ani Berlina, ani Brukseli. Nie chcą porzucić wiary ojców, nie akceptują nowoczesnej ideologii LGBT i szkolenia maluchów w masturbacji, uporczywie obstają przy suwerenności, nie zamierzają sprzedawać resztki tego, co zostało jeszcze polskie w gospodarce – istna paranoja. Na dodatek jakiemuś Danielowi Obajtkowi roi się stworzenie z polskiego Orlenu światowego koncernu. No, czy mogło to jeszcze długo trwać? Nie mogło. Nadchodzi odsiecz! Oto nad Wisłą rusza z ofensywą nowy (kolejny) zagraniczny posiadacz kapitału – i to jaki potężny! U niego to dopiero będzie zaszczyt wynająć się na służbę i odbudować sobie świadomość, że przynależy się – do świata! Że pozbywamy się wreszcie prowincjonalności. Że oddychać będziemy znów kosmopolitycznym powietrzem, a nie polską zgnilizną.

Moloch dotychczas stworzył w naszym kraju tylko kilka centrów logistycznych przewidzianych głównie do obsługi klientów w Niemczech; robi to zza granicy na Odrze, ponieważ do Niemiec wpuszczono go z trudem. Można powiedzieć tylnymi drzwiami, z ograniczeniami, bez ulg podatkowych, które giganci w Polsce dostają na dzień dobry, a która to praktyka – nazwana eufemistycznie prywatyzacją – wciąż się odradza jako niechlubne dziedzictwo rządów wszelkiej maści liberałów a de facto przekupnych cwaniaków nienawidzących określenia „dobro wspólne”.

W Niemczech Amazon jest wyjątkowo nielubiany, w jego placówkach co rusz wybuchają strajki. Ostatnio podpadł szczególnie, ponieważ w ofercie pojawiły się produkty z dramatycznym zdjęciem znanym jeszcze z okresu okupacji jako „Ostatni Żyd w Winnicy”. Ktoś wykonał je podczas II wojny światowej; sfotografował rozstrzelanie Żyda przez niemieckiego sołdata, celującego w tył głowy klęczącej ofiary – upamiętniono na fotografii to, zdawałoby się powszechne w tamtych czasach wydarzenie, ponieważ był to ostatni z likwidowanych Żydów w Winnicy (dziś Ukraina). Ten cenny dokument niemieckiej skrupulatności w mordowaniu podbitych narodów znalazł się nie tylko na T-shirtach, ale także na swetrach i bluzkach. Reklamowano go w 3 krajach (oprócz Niemiec w Wielkiej Brytanii i we Francji), i to naprawdę nowocześnie: „Wybierz z naszej wspaniałej kolekcji ten autentyczny wzór i wyróżnij się z tłumu!”. Faktycznie, rzadko spotykany autentyzm: strzał w tył głowy. 

Serwis usunął już produkty z oferty, ale po protestach, wcale nie dobrowolnie. Ostro potępiła ten przejaw już nie tylko antysemityzmu, ale antyczłowieczeństwa Centralna Rada Żydów w Niemczech. Gigant tym się, rzecz jasna, nie przejął i nie zrezygnował z antysemityzmu, sprzedając np. non stop „Mein Kampf” Hitlera. Mimo protestów. Nie znaczy to wcale, że księgarnia internetowa Amazona nie wycofuje książek ze sprzedaży. Ostatnio postąpiła tak np. w stosunku do publikacji amerykańskiego naukowca Josepha Nicolosiego. Ale książka jego opowiadała o konwersji z homoseksualizmu, autor dowodził, że można się z niego wyleczyć. Jak jednak takiej książki nie wycofać, skoro każdy nowoczesny, światowy obywatel, w tym każdy Amazonianin, wie, że gejów trzeba namnażać, a nie leczyć. Dr Joseph Nicolosi pracował jako psycholog kliniczny i nie dał się zbałamucić powszechnemu nie tylko wśród jego kolegów po fachu wpływowi ideologii homoseksualnej. Amazon w ostatnim czasie usunął ze sprzedaży także publikacje (coraz ich więcej) innych autorów na temat terapii konwersyjnej skutecznej dla homoseksualistów.

Jeśli chodzi o przeszkodę dla Amazona w sprzedaży książek w Niemczech, to stanowi ją nie tyle bariera obyczajowa czy moralna, czym jak widać firma się nie przejmuje, ale tamtejsza ustawa o stałej cenie książki (stałej nie na zawsze oczywiście, lecz tylko na jeden rok). Bardzo skutecznie chroni ona w Niemczech narodowy rynek, czyli tysiące małych i średnich księgarzy oraz wydawców. Zresztą nie tylko w Niemczech, bowiem działa ona w wielu krajach zachodnich od lat, będąc skuteczną zaporą przez zachłannością takich m.in. molochów jak Amazon, które bez niej są w stanie wykończyć każdego na tym stosunkowo słabym finansowo rynku książki.

Szczególnie słabym w Polsce, gdzie ustawa o stałej cenie książki została opracowana, owszem, już trzy lata temu, przeszła pozytywnie testy środowiskowe i diabli wiedzą, gdzie ugrzęzła. Minister twierdzi, że w Sejmie. W Sejmie udają, że nie wiedzą, o co chodzi. Prezydent, wraz ze swoją żoną ewidentny miłośnik książek, nie miał pojęcia ani o ustawie, ani o dramatycznej sytuacji polskich księgarzy oraz wydawców. Jak się niedawno dowiedział, złapał się za głowę. Brak tej ustawy oznacza również kolejne uchylenie drzwi dla Amazona. Oraz zimną obojętność w stosunku środowiska wydawców i księgarzy.

Rynek książki nie jest bogaty, ale ma jednak dla takich gigantów znaczenie marketingowe: napędza klientów na inne towary albo droższe, albo znacznie częściej nabywane. Książka kosztuje mniej niż telewizor czy garnitur i nie jest kupowana codziennie jak żywność, ale przyciąga uwagę licznymi nazwiskami występujących nieustannie w mediach autorów, bestselerowymi tytułami, także regularnie opisywanymi, omawianymi. To jest dla Amazona potężny darmowy event marketing, czyli marketing oparty na wydarzeniu. Jakie bowiem wydarzenie może stworzyć producent np. kiełbasy? Chyba zatruwając parę tysięcy ludzi… Ale to będzie psuło wizerunek sprzedawcy, czyli w tym przypadku Amazona. Wydarzenia z udziałem książek są zaś powszechne i niemal bez wyjątku podbudowane wartościami, choćby urojonymi. (…)

Trudno nie zapytać, czy na Amazonie zarabia ktoś jeszcze oprócz Jeffa Bezosa? Można by na przykład przypuszczać, że przy takich kolosalnych zyskach pracownicy tej

Już kilka tygodni po uruchomieniu pierwszego centrum logistycznego Amazona pod Wrocławiem zaczęli z niego odchodzić pracownicy. Robota okazała się bardzo ciężka fizycznie, o nieludzko wyśrubowanych normach, nad których realizacją czuwali zarówno pracownicy średniego szczebla, dobierani i kształceni na kształt ekonoma w pańszczyźnianym folwarku, jak i specjalne systemy elektroniczne.

Skanery precyzyjnie sprawdzają, ile paczek zostało przeniesionych, przeładowanych i nadanych. Pracownik jest non stop monitorowany, by nie migał się od wyrabiania normy. Menadżerowie wymyślają różne, raczej upadlające, rywalizacje, by wydobyć z ludzi ostatnie siły. Np. szukanie złotej karty, czyli bonu o wartości… 100 zł. Karty chowane są między paczkami. Kto pierwszy znajdzie taką złotą (sic!) kartę, zarabia stówę. Znaleźć nie jest łatwo, długo trwa wyścig polegający na intensywnym przeładowywaniu paczek. Czasem stosowane są plastikowe żetony; kto ich najwięcej uzbiera, dostanie nagrodę: gadżet Amazona w postaci np. termosu. Stosuje się też korespondencyjne wyścigi między magazynami w różnych miastach. Zwycięzcy są nagradzani wpisem do zakładowej gazetki. Praca była (jest) na dodatek niezwykle monotonna, nużąca. Cztery dni w tygodniu, ale po 10 godzin. Walka o poprawę warunków pracy okazuje się walką z wiatrakami.

W sierpniu 2018 r. odbywały się w Gdańsku obrady Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” z udziałem premiera Mateusza Morawieckiego i ówczesnej minister pracy Elżbiety Rafalskiej. Wystąpił przewodniczący handlowej „Solidarności”, Alfred Bujara, który przedstawił warunki pracy w Amazonie i prosił rządzących o rozwiązanie tego problemu. „Sytuacja pracowników tej firmy jest dramatyczna. To jeden z najgorszych dużych pracodawców w Polsce” – powiedział przewodniczący.

Jedna firma, dopiero raczkująca w Polsce, a już konieczna jest interwencja na poziomie premiera! Gdyby tak postępowała polska firma, strzępy by z niej leciały. Jeff Bezos dał już jednak nieraz do zrozumienia w wielu krajach, że żadnej władzy się nie lęka, wprost przeciwnie – to jego władza powinna się obawiać. Czy w tym przypadku polski premier był w ogóle właściwym adresatem do składania skarg na internetowego giganta? Z drugiej strony interwencja Państwowej Inspekcji Pracy została prze menadżerów Amazona zbyta.

„Warunki pracy w magazynach tej firmy w naszym kraju są nieporównywalnie gorsze niż np. w Niemczech” – stwierdził podczas wspomnianego posiedzenia Alfred Bujara. To dramatyczna uwaga w kontekście tego, że w Niemczech pracownicy Amazona są stale w konflikcie z pracodawcą i często strajkują. Np. w ubiegłym roku protestowano 16 lipca w tzw. prime day, czyli w dniu wyjątkowych promocji w e-sklepie. Trzy miesiące wcześniej ponad 300 osób pikietowało przed siedzibą wydawnictwa Axel Springer w Hamburgu. Dlaczego akurat tam? Bo tam właśnie, dokładnie w tym samym czasie, założyciel Amazona Jeff Bezos odbierał niemiecką nagrodę za wkład w światowe innowacje. To ci dopiero innowacje! Osiągnięte kosztem starego jak świat wyzysku szarego pracownika… Dla mnie Jeff Bezos, nie jest żadnym bóstwem nowoczesności, lecz zwykłym handlarzem, może tylko sprytniejszym od innych, o żadnej szczególnej mentalności czy poziomie umysłowym.

Nie tylko w Polsce zatrudnieni w centrach logistycznych Amazona nie wytrzymują złych warunków pracy; podobnie jest we Francji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, we Włoszech. Pracownicy w tych krajach często decydują się na akcje protestacyjne. W Anglii protest spowodowało znalezienie… butelek z moczem poukrywanych na magazynowych półkach. To zdawałoby się dziwactwo wyniknęło z tego, że w centrach logistycznych Amazona nie ma czasu nawet na wysikanie się; chodzenie do toalety obniża normy, a jak ktoś nie wyrabia normy, to mniej zarabia.

Gdyby tymczasem Jeff Bezos ze swojego zysku w wysokości 7,2 mld dolarów, uzyskanego w 2018 r. z firmy AWS, przeznaczył np. 5 miliardów dla tych, co na niego harują dzień i noc, to przy stanie zatrudnienia 500 tys. osób (w tym roku już podobno 600 tys.) wypadłoby rocznie po 10 tys. dolarów na głowę. Sądzę, że wówczas pracownicy wiele by mu wybaczyli, a on za skromne 2,2 miliardy chyba by się wyżywił…

Jakże jednak amerykański oligarcha ma komuś rozdawać pieniądze, skoro będzie ich niebawem potrzebował bardzo, bardzo dużo. Od pewnego czasu bowiem całkiem serio planuje przeniesienia mieszkańców Ziemi w… kosmos. Opowiada i planuje to całkiem poważnie, bagatelizując przy tym przeludnienie w wielu miejscach na naszej planecie. Słyszałem to na własne uszy w jednej z zachodnich telewizji. Założył nawet w tym celu firmę przemysłu kosmicznego Blue Origin. (…)

Jak w obliczu takich planów odwoływać się do pojęć narodu, ojczyzny... Albo i Boga. Jeff Bezos staje w szeregu tych licznych od XIX wieku utopistów, komunistów i tym podobnych szaleńców, którzy postanowili osobiście zastąpić Pana Boga. I to już nie tylko na Ziemi, ale i w kosmosie! Czyli jakby w niebie. Póki co jednak nasz wspaniały Jeff nie potrafi sobie poradzić – tak samo jak i inni quasi bogowie – z maleńkim wirusem z Chin. I to tego stopnia, że nie zastosował się do zaleceń zachowania bezpieczeństwa i hamowania rozprzestrzeniania się Covid-19 w swej wielkiej (25 tys. m kw. i 1100 pracowników) włoskiej filii w Castel San Giovanni. Ludzie tam zatrudnieni musieli znów zorganizować ostry protest od 16 marca br.

Trzeba jednak wiele wybaczyć Jeffowi; również to, że systematycznie unika płacenia podatków, bo przecież ekspedycja milionów ludzi w międzygwiezdne przestworza, którą sobie zamierzył, musi kosztować kolosalne pieniądze. Można się obawiać nawet, czy w ogóle udam mu się tyle uzbierać. Na wszelki jednak wypadek oszczędza jak może. A może. Ot choćby w 2016 r. miał w Europie przychody w wysokości 21,6 mld euro i nie zapłacił z tego nawet promila; zaledwie 16,5 mln. Wszystko lege artis, ponieważ europejska część Amazona ma swoją siedzibę w Luksemburgu, raju podatkowym, będącym zresztą starym członkiem Unii Europejskiej. Więc na pewno wszystko jest w porządku, raj podatkowy to przecież klasyka państwa prawa. Nie to co Polska rządzona dyktatorską ręką PiS-u …

Księgowość Amazona, jak podaje niezależna organizacja kontrolna Fair Tax Mark, jest tak pogmatwana, że „nie można się rozeznać, jakie właściwie podatki Amazon powinien płacić i gdzie”. Dlatego też nie ma co liczyć, że państwo polskie uszczknie coś konkretniejszego z podatków Jeffa Bezosa, gdy już pozwoli mu dowolnie hulać po Polsce.

Menadżerowie Amazona penetrowali Polskę parę lat, poznali słabe punkty władzy, jej potrzeby, a nawet zachcianki. I postanowili wedrzeć się do nas bardzo sprytnie: nie poprzez biznesy prywatne, ale – państwowe właśnie. Konkretnie poprzez Pocztę Polską.

Firma ta od lat dołuje, ale też od lat zarządzana jest w sposób katastrofalny, wg zasad sięgających swymi korzeniami jeszcze rządów lewicy. Próby prywatyzacji za czasów PO-PSL okazywały się w efekcie próbami uprawiania prywaty. Opisywaliśmy to we „Wpisie” w numerze lutowym z ubiegłego roku (2/2019) w rozmowie z przewodniczącym pocztowej „Solidarności” Bogumiłem Nowickim, nie będziemy tu tego powtarzać. Zamiast więc sensownych zmian postanowiono odwołać się do molocha, do Amazona, choć byli ludzie, którzy wykazywali, że Poczta Polska wcale nie musi permanentnie trwać w kryzysie, że można ją od ręki naprawić siłami państwa, że firma szybko może być rentowna, podobnie jak tyle innych poczt narodowych. Przecież dowodów na to, że państwowe wcale nie musi oznaczać bałaganiarstwa i deficytu mamy w kraju dość. Zresztą nie tylko w naszym kraju, bo na Zachodzie przykładów takich jeszcze więcej. Potrzeba tylko ludzi z głową, kreatywnych, uczciwych i patriotów. Okazuje się jednak, że zamiast samemu uzdrowić firmę, sięga się po metodę z niechlubnych lat tzw. prywatyzacji: oddać się w pacht zagranicznemu pomiotowi i mieć święty spokój. (…)

Wsparcie (Poczty Polskiej) – ładnie to brzmi, co oznacza jednak naprawdę? To, że Poczta Polska zostanie wyciśnięta jak cytryna i porzucona. Ten układ na pewno będzie przejściowy, a po jego wygaśnięciu, najdalej po 2 – 3 latach, po narodowej firmie zostanie tylko spalona ziemia. Wszędzie na świecie Amazon buduje swoją olbrzymią logistykę, swoje centra, swój transport, choć początkowo korzysta z cudzego. Wszędzie tak jest. Na tym transporcie zarabia lepiej niż na przewożonych towarach; firma sama to przyznaje.

Nie tylko Poczta Polska będzie dogorywać, wykoszone zostaną z rynku setki innych, mniejszych firm. Transportowe, księgarskie, elektroniczne etc.; wiele firm, np. cała masa indywidualnych sklepów i sklepików internetowych, drobnych producentów. Nie wolno sądzić, że platforma Amazona jest lub będzie otwarta dowolnie dla wszystkich chętnych. Charakterystyką Amazona jest to, że do swojej oferty dopuszcza tylko tych, którzy całkowicie mu się podporządkowują i działają na minimalnych zyskach albo i bez nich. Albo dopuszcza firmy powiązane z nim kapitałowo oraz światopoglądowo, o czym było już na wstępie. Oczywiście swoich zysków gigant nie zamierza minimalizować, ani preferować polskiej produkcji – wprost przeciwnie! Zaleje nas tandeta z całego świata. Grozi nam gigantyczna paranoja: rządził będzie polskim rynkiem pospolity pośrednik w handlu, producent zaś choćby nie wiem jak doskonały stanie się zerem, a klientowi będzie się wmawiać, że złapał Pana Boga za nogi, bowiem produkty pod jego dom dostarcza sam wielki Amazon.

Prawdopodobnie za 2 – 3 lata kurierzy Amazona będą jeździć po Polsce tylko samochodami elektrycznymi, szczególnie w miastach. Będą to SUV-y i pikapy, bo w tym zaczęła specjalizować się amerykańska fabryka Rivian, w której część udziałów nabył właśnie Amazon. Czy takich udziałów nie mogło kupić jednak państwo polskie? A jak nie tam, to gdzie indziej? Gdzie jest obiecany polski samochód elektryczny? Rivian rozwinął się w ciągu kilku lat. Jeszcze w 2016 r. zatrudniał zaledwie 100 osób, a niebawem będzie produkował 100 tys. elektrycznych aut rocznie. Dlaczego nie szukamy takich partnerów, nie podglądamy takich przedsiębiorców, tylko stawiamy na zagranicznego giganta?

Trzeba w końcu zdać sobie sprawę z zagrożeń i przeciwdziałać skutecznie nie tylko koronawirusowi, ale także wirusom chciwości i demagogii. Bo przecież umawialiśmy się nie tylko na walkę o pieniądze dla Polaków, ale może jeszcze bardziej o duszę narodu oraz o konserwowanie jego dorobku, tradycji i wiary.

Leszek Sosnowski

Całość artykułu w marcowym numerze „Wpisu”.

Autor jest polonistą, germanistą, dziennikarzem, artystą fotografikiem (laureat 57 międzynarodowych nagród), wydawcą i publicystą. Wydawał i rozprowadzał książki, płyty i filmy w podziemiu w latach 1980. Autor scenariuszy filmów dokumentalnych w tym pełnometrażowego „Przyjaciel Boga”. Organizator kilkudziesięciu wystaw plenerowych poświęconych św. Janowi Pawłowi II, Krakowowi i Polsce. Autor kilkunastu książek z zakresu kultury, religii i polityki. Laureat m.in. „Książki Roku” za „Krainę Benedykta XVI”. Działacz katolicki i patriotyczny. Znawca rynku mediów, spraw krajów niemieckojęzycznych oraz życia i dzieła św. Jana Pawła II, redaktor blisko 100 książek Jemu poświęconych. Autor ponad tysiąca artykułów i esejów. Założyciel (przed 25 laty) i prezes Białego Kruka. Pomysłodawca i publicysta miesięcznika „Wpis”. Odznaczony m.in. medalem „Pro Patria” oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

Autor: 
Leszek Sosnowski
Źródło: 
bialykruk.pl
Polub Plportal.pl:

Reklama