Jak rozpętano trzecią wojnę światową

Reklama

sob., 03/28/2020 - 14:48 -- zzz

Na wstępie pragnę podkreślić, że jestem zwykłym ludkiem, karmionym propagandą z powszechnie dostępnych mediów. Moim wieloletnim hobby jest jednak cybernetyka, której zgłębianie sprawia, że na aktualną „pandemię” patrzę analitycznie, szukając szerszego kontekstu.

Cybernetyka jest bowiem nauką o sterowaniu. Zakłada ona, że wszystko, co się dzieję dookoła, jest procesem, który ma swojego sterującego i cel, służący sterującemu. Stara się tego sterującego i cel odkryć, a kiedy to osiąga, to jest w stanie, w znacznym stopniu, przewidzieć przyszłe zdarzenia.

No to teraz bez obwijania w bawełnę:

Moim zdaniem, całą tą zawieruchą z korona wirusem steruje chiński reżim, a jego celem jest zdobycie przez Chiny pozycji nowego, światowego hegemona. Prowadzi przy tym tzw. wojnę informacyjną, której nie waham się nazwać trzecią wojną światową.

Uzasadnienie swojej tezy, zacznę od przybliżenia pojęcia wojny informacyjnej.

Jej koncepcja powstała w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, niezależnie w Stanach Zjednoczonych Ameryki i w Związku Radzieckim. Wcześniej teoretycy wojny nie mieli rozterek; celem wojny zawsze były korzyści ekonomiczne. Agresor rabował podbijany teren i wracał z łupami do siebie albo długotrwale go okupował, czerpiąc zyski z naturalnych bogactw, zasobów i pracy podbitej ludności.

Do ataku wystarczyło, żeby agresor był przekonany, że będzie w stanie dokonać grabieży lub okupacji i że ona się opłaci, biorąc pod uwagę niezbędne do poniesienia koszty.

I z tym właśnie zaczął się problem w latach siedemdziesiątych. Nagromadzone arsenały powodowały obawę ogromnych strat własnych, oraz że po wojnie jądrowej, nie będzie już nic do rabowania czy okupowania.

Zaczęto więc szukać nowych sposobów podbojów, analizując procesy zachodzące w głowach ludzi, zarówno indywidualnie jak i w całych zbiorowościach. Uznano, że można nad nimi zapanować, operując odpowiednio informacjami i w efekcie sprawić, że ludzie sami uczynią się niewolnikami. Na dodatek nie będą świadomi swego niewolnictwa, a swoich oprawców mogą traktować jak wybawców.

Od tamtej pory wypracowano całe tony teorii, opierając się na dokonaniach psychologii, psychiatrii oraz socjocybernetyki (to dział cybernetyki, zajmujący się sterowaniem społecznym). Podjęto też wiele praktycznych działań, jak np. stworzenie specjalnych formacji wojsk do walki informacją.

W wyniku ich działań obalono parę rządów i wprowadzono chaos na ogromnym obszarze świata. Majstersztykiem było np. przejęcie Krymu przez Rosję… Mógłbym wiele o tym pisać, ale wróćmy do mojej tezy.

Dlaczego uważam, że trwa wojna informacyjna?

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że aktualnie w sposób niebywały zahamowane zostały gospodarki wielu państw. Rwą się łańcuchy dostaw. W naszym regionie weryfikacji zaczyna podlegać koncepcja Unii Europejskiej i dotknie to też zapewne w niedługim czasie sojuszy militarnych.

Przyczyną tych zjawisk, jest tylko i wyłącznie informacja, choć większość pewnie odpowie, że korona wirus. Moim zdaniem, nie da się ich w żaden sposób wytłumaczyć materialnym oddziaływaniem wirusa. Statystyki pokazują przecież wyraźnie, że zwykła, znana nam i powszechna w poprzednich latach grypa, pochłaniała nie mniej ofiar niż obecna epidemia. A jeśli spojrzeć na statystyki drogowe, to ilość ofiar na polskich drogach, już dawno powinna skutkować nakazem pozostania w domach…

Materialnie państwa, gospodarki i ludzie nie ucierpieli w żaden istotny i nadzwyczajny sposób bezpośrednio przez korona wirusa. Nie zmniejszyły się żadne zasoby. Skąd wzięła się zatem ta ogromna dysproporcja między zagrożeniami, jakie wywołuje korona wirus, a środkami podjętymi do walki z nim?

Odpowiedź umiem dać tylko jedną – jest to efekt bardzo precyzyjnie przemyślanego i przeprowadzonego, chińskiego ataku informacyjnego, czyli informacyjnej wojny.

Jaki jest chiński plan?

Chiny, moim zdaniem, zdecydowały się na wywołanie światowego zamętu, z którego chcą wyjść zwycięsko jako najmocniejsza gospodarka na naszym globie, zyskując dodatkowo glorię pierwszej ofiary i równocześnie sprawnego i przyjaznego państwa, zapewniającego pomoc innym potrzebującym.

Pierwszy etap chińskich działań, polegał na pokazaniu całemu światu epidemii u siebie. Chodziło o wywołanie strachu, dlatego wysyłane relacje były drastyczne.

Epatowano nas obrazami personelu medycznego w niemal kosmicznych kombinezonach. Widzieliśmy zastępy ludzi również w kosmicznych strojach, dokonujących odkażania ulic i budynków, a nawet specjalistyczne pojazdy rozpylające coś wzdłuż dróg.

Pokazywano „chorych” na siłę zamykanych w izolatkach, całe „wymarłe” miasta, trupy w workach oraz bohaterskich lekarzy i dziennikarzy, którzy wbrew reżimowi ujawniali „prawdę”. Nie zapominano przy tym, podkreślać sprawności i skuteczności państwa chińskiego. W relacjach znajdował się czas na pokazywanie nowoczesnych miast, autostrad, kolei. Były także nowoczesne szpitale, łącznie ze zbudowanym w sześć dni…

Już wtedy dawało mi to wiele do myślenia. Wszak Chiny na przestrzeni dziejów, w tym także w ostatnich dziesięcioleciach, nigdy nie przejmowały się nawet milionami ofiar.

Mających co do tego wątpliwości, odsyłam do poczytania o wielkim głodzie w Chinach, o rewolucji kulturalnej, o prześladowaniach za wiarę, politykę, czy choćby za rodzenie dzieci bez państwowego przyzwolenia.

Mając to wszystko w głowie, trudno uwierzyć mi było w aktualną wrażliwość władz chińskich i troskę o społeczeństwo. Dziwiły mnie też doniesienia o wstrzymywanej produkcji. Wszak podawana liczba umierających, chorych czy poddanych kwarantannie, w żaden sposób nie była istotna w zestawieniu z ogólną ilością mieszkańców Chin.

Najbardziej jednak dziwiło mnie, że informacje o wirusie w ogóle wychodzą z Chin. Reżim do tej pory dbał zawsze, aby świat nie dowiadywał się o jakichkolwiek chińskich problemach. Ma w garści wszystkie media, łącznie z Internetem, który może wyłączyć w każdej chwili wewnątrz kraju lub odciąć od światowej sieci.

Pokazał to zresztą w czasie zamieszek w Hongkongu, wyłączając na wszelki wypadek Internet w okolicznych prowincjach. Jeśli więc świat otrzymywał informacje o wirusie w Chinach, to z całą pewnością chciał tego reżim i realizował przy tym zaplanowaną strategię.

Drugi, aktualny etap zaczął się z chwilą przeniesienia epidemii do Europy. Od tego momentu drastyczne relacje rozchodzą się po świecie z Włoch i Hiszpanii. Pewnie, nim dokończę ten artykuł, zaczną wychodzić z następnych krajów.

Równocześnie, jak ręką odjął, kończy się epidemia w Chinach. To kolejny, w moich oczach, dowód na prowadzony przez Chiny atak informacyjny. Będą one teraz budować swój obraz sprawnego państwa i komunikować światu coraz większą wydolność swojej gospodarki oraz gotowość do niesienia pomocy.

Tę pomoc zademonstrowali już we Włoszech. Nie znam szczegółów, ale jestem przekonany, że nie była ona bezinteresowna i nigdy taka nie będzie. Jej rolą jest budowanie pozytywnego wizerunku Chin, zdobywania wpływów oraz przyczółków do dalszej ekspansji.

W tym momencie przychodzi mi zmierzyć się z największym zarzutem, jaki można postawić głoszonej przez mnie tezie. Przecież we Włoszech, w Hiszpanii, a nawet w Polsce ludzie naprawdę umierają i nie ma w tych krajach żadnych powodów, aby nakręcać dalej spiralę strachu.

Tak jest rzeczywiście, ale chiński atak informacyjny wywołał już efekt śnieżnej kuli. Ludzie, media i niektóre rządy mają już wbity do głów strach przed zarazą i dalej ten strach napędzają.

Mogą to robić nieświadomie, bez zauważenia, że dali się „wkręcić”, a nawet w dobrej wierze. Jestem jednak pewny, że wiele grup działa tak cynicznie. Wszak od dawna wiadomo, że zewnętrze zagrożenie umacnia aktualną władzę, a finansjera potrzebuje usprawiedliwienia dla prognozowanego od lat zawalenia się światowego systemu finansowego. Nie brakuje też różnej maści „rewolucjonistów”, dla których kryzys jest szansą na wprowadzenia w życie swoich idei.

Ale dlaczego ludzie umierają?

Strach powoduje stres, o którym od dawna wiadomo, że zmniejsza odporność organizmu. Ludzie więc bardziej chorują. Ale najgorsza jest panika, która rozkłada systemy opieki zdrowotnej i umieralność najpewniej jest z tym bezpośrednio bardziej związana, niż z samym działaniem wirusa.

Spotkałem w sieci wiele analiz, które opierając się na danych statystycznych wykazują, że dzienna umieralność we Włoszech mimo „zarazy” w tym roku, wcale nie jest drastycznie większa niż w poprzednich latach. Nie chcę się jednak na nie powoływać, bo nie zdołałem sprawdzić źródeł.

Proponuję w zamian spojrzeć na państwa, które podobnie jak Chiny również zakomunikowały pokonanie korona wirusa. Mam tu na myśli Taiwan i Koreę Południową.

Obydwa funkcjonują od lat w zagrożeniu chińską dominacją i poddawane są niemal stale atakom informacyjnym, które nauczyły się odpierać. Odparły je więc i tym razem; zapanowały nad paniką, a przez to nad skutkami „wirusa”.

Warto też spojrzeć na państwa typu Izrael czy Rosja. Znane są one z umiejętności walki za pomocą informacji i myślę, że brak wirusowej histerii w tych krajach nie jest przypadkiem.

A co ze ze Stanami Zjednoczonymi, Wielką Brytanią, Niemcami? Niewątpliwie są tam mocne wywiady i kontrwywiady, ale sytuację utrudnia rozwinięta demokracja. Jej wymogi powodują, że władza musi wciąż wykazywać się dbałością o społeczeństwo i to na wyścigi z opozycją, zwłaszcza w obliczu wyborów. Podjęła więc kroki, które medialnie tę dbałość pokazują, ale w rzeczywistości kieruje się, przede wszystkim, dbałością o gospodarkę.

Co teraz będzie?

Chiny pokazały już światu, jak bardzo są ważne. Nawet Amerykanie dowiedzieli się, że aspiryna w ich aptekach zależy od dostaw z Chin. Teraz Chińczycy, w kolejnych atakach informacyjnych, będą budować i utrwalać przekonanie, że tylko oni są w stanie pomóc światu i będą tę pomoc oferować, wypierając przy każdej okazji Stany Zjednoczone.

Celem strategicznym tej wojny jest bowiem – moim zdaniem – zredukowanie USA do mocarstwa lokalnego, z wpływami jedynie na kontynencie Północnej Ameryki.

Rozpisane to zapewne zostało na wiele celów operacyjnych, wśród których jest pozbawienie dolara roli podstawowej waluty w transakcjach międzynarodowych oraz tworzenie nowych związków gospodarczych i organizacji międzynarodowych pod przewodnictwem Chin.

W obliczu tego, wszystkie państwa będą zmuszone od nowa zatroszczyć się o swoją pozycję, o dostawy, o bezpieczeństwo militarne itp. To temat na tony opracowań dla specjalistów, którym to zostawiam.

Dodam jedynie swoje przekonanie, że tradycyjna wojna, tzw. energetyczna, z czołgami, bombami itp. raczej nam nie grozi na poziomie światowym, ale zwiększa się prawdopodobieństwo wystąpienia takich konfliktów lokalnie.

Myślę, że w trzecim etapie chińskich działań powtórzy się niedługo znany od wieków schemat przejmowania przywództwa. Wykreowana będzie „ofiara” – będą to całe narody i państwa odczuwające skutki kryzysu.

Chińska propaganda pokazywać będzie, co narody lub państwa mogłyby mieć, co im się należy i co utraciły. Potem przyjdzie czas na wskazanie „winnego” takiego stanu rzeczy. Prawdopodobnie będą to Stany Zjednoczone, albo zachodni system wartości.

Na koniec przyjdzie pora na wskazanie „wybawcy”, którym będzie Chińska Republika Ludowa, ze swoją organizacją gospodarki i społeczeństwa. Rozpocznie się stopniowe przejmowanie przez Chiny światowej hegemonii.

Jeśli moja teza jest prawdziwa, to nie powinniśmy liczyć na szybkie przywrócenie dotychczasowych dostaw z Chin, a już na pewno na czysto handlowe ich zasady. Są one teraz chińskim orężem i będą bardzo powiązane z polityką reżimu. Piszę to wbrew wielu cenionym ekonomistom, którzy twierdzą, że chińska gospodarka nie może sobie pozwolić na dalsze wstrzymywanie dostaw.

Moim zdaniem może. Chińczycy mają ogromny wewnętrzny i nienasycony rynek, a niemal każdy Chińczyk oszczędności. Mogą więc nic nie wysyłać w świat nawet przez kilka lat i dalej się rozwijać.

Reszta świata niestety bez chińskich dostaw leży na łopatkach i dopiero teraz zauważa, że praktycznie nie potrafi już niemal niczego produkować. Wątpię, aby dało się to szybko zmienić i aby Chińczycy łatwo do tego dopuścili…

Cybernetyczne analizy już dawno dowodziły, że Stany Zjednoczone Ameryki przegrają rywalizację z Chinami. Myślę, że wirusowa wojna jeszcze to przyspieszy.

Oceńmy realnie naszą aktualną sytuację.

Epidemiolodzy twierdzą, że epidemia wygaśnie w dwóch przypadkach: kiedy wszyscy się już zarażą i wirus nie będzie miał kogo atakować, albo kiedy odetnie mu się możliwość zarażania następnych osób.

Czas epidemii w pierwszym przypadku oceniają na około dwa miesiące. W drugim jest trudny do przewidzenia, ale na pewno kilkakrotnie dłuższy i zależny od skuteczności podjętych środków oraz bez pewności, że się w ogóle powiedzie.

Ekonomiści z kolei mówią, że pierwszy przypadek jest zdecydowanie tańszy dla gospodarki. Wszystko działa w niej cały czas normalnie, a pomoc udzielana jest jedynie naprawdę potrzebującym. Drugi wymaga wygaszenia gospodarki i ogromnych strat.

Gdyby wirus stanowił duże zagrożenie, to nikt na świecie nie chciałby przechodzić przez pierwszy przypadek. Jednak poważne państwa, jak np. Wielka Brytania czy Niemcy wybrały właśnie tę drogę. Dlaczego? Bo wiedzą, że korona wirus nie jest wcale taki groźny i nie chcą przegrać w tej informacyjnej wojnie.

Niestety w Polsce chiński atak święci triumfy. Społeczeństwo jest przestraszone, a rząd stanął – w mojej ocenie – po niewłaściwej stronie barykady, potęgując siłę chińskiego rażenia. Podjął kosztowną walkę z wirusem, poprzez izolację ludzi i zatrzymywanie gospodarki.

Ogromnie żałuję, że nie wzorował się na metodach brytyjskich lub niemieckich i że przyjął pokazywany przez Chiny sposób walki z wirusem. Uważam, że nie powinno się w obecnej sytuacji ufać Chińczykom! Nie ma też żadnych przesłanek, które mogłyby dowieść, że nasz rząd działa lepiej w interesie państwa i społeczeństwa, niż brytyjski lub niemiecki.

Mam duże obawy, że nasz rząd nie kieruje się w pierwszej kolejności dobrem Polski, ale przede wszystkim, walczy o utrzymanie się PIS-u u władzy. Nie mam przy tym żadnej wątpliwości, ani nadziei, że inne polityczne opcje z naszej sceny, postępowałyby inaczej.

Jeśli chodzi o arenę międzynarodową, to należy spodziewać się słabnącej roli Stanów Zjednoczonych. Martwi mnie to bardzo, bo polska strategia wydaje się opierać wyłącznie na tej jednej, słabnącej karcie. Mam nadzieję jednak, że dojdą do głosu siły optujące za bardziej elastyczną polityką.

Myślę, że nie bez znaczenia w tym kontekście jest panujący w Chinach generalnie przyjazny stosunek do Polski i Polaków. Są źródła świadczące o tym, że w 1956 roku, to właśnie chińska postawa wobec Związku Radzieckiego uchroniła nas przed podobną masakrą, jakiej doświadczyli Węgrzy.

Wiem, że było to dawno, ale nie wykluczone, że i w obecnych czasach Chiny gotowe są traktować nas po przyjacielsku, choć oczywiście aktualne interesy na pewno będą najważniejsze…

Co możemy zrobić?

Ponieważ mamy do czynienia z wojną informacyjną, należy podjąć działania na jej froncie, czyli zadbać o to, co się dzieje w naszych głowach i racjonalizować indywidualne i społeczne zachowania.

Przede wszystkim, nie należy poddawać się strachowi i panice. Powinniśmy selekcjonować docierające do nas informacje i nie wierzyć we wszystko. Do tej selekcji w większości wypadków wystarczy zwykła logika. Wierzę, że przyda się też to, co piszę w niniejszym artykule.

Polecam ciągle pamiętać o tym, że Chiny to paskudny reżim. Osiągnął on, co prawda, sukcesy gospodarcze na niebywałą skalę, ale wciąż totalnie zniewala jednostki w sposób, którego nie będą w stanie znieść ludzie z zachodniego kręgu cywilizacji.

Wyciągając wnioski z pierwszych działań i rekomendacji rządów Wielkiej Brytanii i Niemiec, przyjąć można, że korona wirus nie jest wiele groźniejszy od wirusa zwykłej grypy i całej masy innych chorób, szerzących się po świecie. Przestańmy się zatem bać – to chyba najważniejsze.

Nie wzywam do bojkotu zaleceń naszego rządu. Zwracam natomiast uwagę, że nie walczy on już teraz (podobnie jak i inne rządy w wielu krajach) z zagrożeniem, jakie stanowi bezpośrednio sam korona wirus, ale z efektami paniki, do której sam się przyczynił i którą sam wciąż podsyca.

To zamknięte koło, kręcące się coraz szybciej. W mojej ocenie, może zatrzymać je tylko skuteczna akcja informacyjna, wyjaśniająca społeczeństwu, że ten wirus to nic nadzwyczajnego.

Pomocny byłby też natychmiastowy, powszechny i łatwy dostęp do maseczek, fartuchów, środków do dezynfekcji, testów itp. “rekwizytów”, które uspokoiłyby społeczeństwo. Póki co, nic takiego się jednak nie zapowiada. Media prześcigają się w tragicznych doniesieniach, a rząd chyba nawet nie próbuje przeprowadzić takiej kampanii. Będzie więc coraz gorzej.

Nie dajmy się jednak zwariować! Czego nie robi rząd możemy robić sami w najbliższym otoczeniu. Starajmy się normalnie żyć, a przede wszystkim prowadzić nasze biznesy. Wiele z nich jest zupełnie niewrażliwych na wirusa. W innych można łatwo wprowadzić proste procedury, pozwalające działać.

Pamiętajmy, że naprawdę zagrożeni wirusem są tylko ludzie starzy i schorowani. Ich należy izolować i otoczyć opieką. Ludzie młodzi i zdrowi mogą i powinni pracować! Przymusowe pobyty w domach wykorzystujmy do nauki i osobistego rozwoju. Nie marnujmy tego czasu.

Pomagajmy sobie wzajemnie – wszak prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Może to dobra pora, aby kupować towary i korzystać z usług tylko polskich podmiotów?

Może to również dobry czas, aby wymusić wreszcie na rządzących ograniczenie biurokracji, obciążeń podatkowych i panoszenia się bankierskiej lichwy? Może trzeba wspólnie zaprotestować w tej kwestii?

Myślę, że gdyby udało się wyzwolić z okowów biurokratycznych i fiskalnych obciążeń naszą, polską przedsiębiorczość, to gospodarka wcale nie byłaby skazana na „wirusowe” spowolnienie czy załamanie.

Przy okazji dodam, że całe to gadanie o gospodarczym krachu, to kolejny etap informacyjnej wojny, której nie można się poddawać. Pamiętajcie, że materialne zasoby nie ucierpiały. Nie wymarli też masowo ludzie, ani masowo nie chorują.

Jeśli nawet na jakiś czas padnie jakaś branża, choćby turystyka (z której sam żyję), to nie będzie końca świata. W praktyce oznacza to bowiem, że tysiące, a może i miliony Polaków nie wyjadą na wczasy za granicę, a zatem ich pieniądze pozostaną w kraju. Może wyremontują za nie domy, kupią meble, albo więcej kiełbasy na grilla? Czy polska gospodarka na tym straci? Czy nie może zyskać?

Autor: 
Wojtek Bednarczyk
Źródło: 
polskioffroad.com
Zagłosowałeś na opcję 'w górę'.
Polub Plportal.pl:

Reklama