Wirus jest, ale nie da się z nim walczyć nakazami czy zakazami

Reklama

pon., 10/12/2020 - 20:08 -- zzz

 

Wirus jest zagrożeniem, głównie dla ludzi starszych. Nie da się z nim walczyć nakazami czy zakazami. Te mogą pomóc, ale to od nas zależy, ile osób zachoruje. Oby nie więcej niż mamy miejsc w szpitalach. Politycy to wiedzą? Bo zachowują się tak, jak gdyby nie mieli o tym pojęcia.

 

Nie ma powodów do paniki. Jest jednak powód do pilnowania się. Dzisiaj o wirusie SARS-CoV2 wiemy dużo więcej niż kilka miesięcy temu, a zachowujemy się tak, jak gdyby ta wiedza wyparowała. Maseczki, higiena i dystans – to zasadniczo zmniejsza ryzyko zachorowania. Tego ryzyka nie zmniejszają nieczynne przychodnie czy zamknięte na chorych szpitale. To tak jak gdyby wojsko świetnie radziło sobie na manewrach lub podczas niewielkich potyczek, a gdy u granic pojawia się zagrożenie, generałowie zamykają się w koszarach. Moją intencją nie jest obrażanie personelu medycznego. Mam pretensje do generałów, którzy nie rozumieją, że walczymy na wielu frontach, a nie na jednym, COVID-owym. Pod koniec dnia może się okazać, że na tych pozostałych przegraliśmy dotkliwiej, niż wygraliśmy na tym, na który dzisiaj zwrócone są wszystkie armaty.

Prawdopodobieństwa zakażenia nie zmniejszy także cała seria mniej lub bardziej bzdurnych rozporządzeń. Rząd zachowuje się jak ktoś, kto nie ma pomysłu, co robić, ale nie chce się do tego przyznać, więc podejmuje decyzje sprzeczne z logiką. Dla wielu ludzi to dowód na to, że żadnego wirusa nie ma, a pandemia to spisek. Noszenie maski w otwartej przestrzeni, gdy wokół nas nie ma ludzi, jest bez sensu. Podobnie jak bez sensu było zamykanie kilka miesięcy temu parków i lasów. Wirus nie siedzi na korze drzew czy w liściach traw. Wirus siedzi w płucach, jamie ustnej i nosowej. Maska jest po to, by mikrokropelki śliny czy inne „nośniki” wirusa, które wylatują z naszych ust i nosa, gdy mówimy, oddychamy, kichamy czy kaszlemy, miały mniejszy zasięg. Maska nie chroni nas. Maska chroni innych wtedy, gdy jesteśmy nosicielami wirusa. Gdy wokół nas nie ma nikogo, zakładanie maski nie ma racji bytu.

 

Największą zbrodnią są jednak podwójne standardy. Minister, który odwiedza babcię w szpitalu, podczas gdy zakaz odwiedzin obowiązuje nawet matki wcześniaków leżących w inkubatorach, woła o pomstę do nieba. Minister edukacji i nauki – dodam. Wcześniej były prywatne pokazy filmów w czasie, kiedy dla reszty kina były zamknięte, czy gale i uroczystości, na których trudno było zobaczyć notabla w maseczce. W tym samym czasie policja wlepiała na ulicach mandaty tym, którzy masek nie mieli. Dlaczego dziwicie się, że wśród młodych ludzi niemal jedna trzecia nie wierzy w żadną pandemię? Nie dziwcie się, że setki ludzi w wielu miastach wychodzą na ulicę protestować przeciwko „plandemii”.

Autor: 
TOMASZ ROŻEK
Źródło: 
gosc.pl
Polub Plportal.pl:

Reklama