Artykuł o chińskich handlarzach, którzy na początku 2020 skupili z rynku niemal cały sprzęt ochronny

Reklama

pon., 04/06/2020 - 06:43 -- zzz

Jest sierpień 2008 roku. Chłodny, jak na australijskie warunki poranek. Li Fang stoi przed marketem na przedmieściach Sydney. Jest studentką, przebywa w kraju na studenckiej wizie, która nie zezwala na prowadzenie działalności gospodarczej. Za nią w kolejce jest jeszcze parę jej koleżanek z Państwa Środka.

Studentki, turystki - eksporterki. Czekają na otwarcie sklepu aby kupić odżywki dla dzieci. Miesiąc temu w Chinach na rynek trafiła odżywka skażona melaminą[ 1 ]. 300 tysięcy dzieci zostało narażonych na zatrucie i nagle potrzeba sprowadzenia czystej żywności z zagranicy stała się paląca. Taki zakup nazywa się importem i skutkuje naliczaniem ceł. Mogłoby się też zdarzyć, że są jakieś ograniczenia w eksporcie albo cła są bardzo wysokie. Najszybsza metoda na import pomijający te problemy to zakupy za granicą i przesyłka pocztą lotniczą lub osobisty transport – celnicy nie wnikają zwykle w małe przesyłki o niskiej wartości ani w zawartość walizek. Ale to wymaga ludzi w tych krajach, w których towar jest w sklepach. Na szczęście dla chińskich matek, w wielu zachodnich krajach jest liczna chińska diaspora. Li Fang jest jedną z dziesiątek tysięcy studentek na wizie studenckiej w Australii. Ona wraz z kolegami i koleżankami stanowią odpowiedź na ten problem. Kupują mleko w proszku dla dzieci i wysyłają odbiorcom w Chinach za pomocą poczty – paczka jest oznaczona jako podarunek, jej wartość nie przekracza progu który powoduje naliczenie cła.
 

Jest to świetny pomysł, ale Li Fang nie jest jedyną osobą, która na to wpadła. Wkrótce tysiące chińskich obywateli robią to samo. Jak to zwykle bywa, zjawisko dostaje się pod kontrolę zorganizowanych grup przestępczych, które wykupują niezbędny dla dzieci produkt ze sklepów w całej Australii. Rząd próbuje to ograniczać narzucając limity zakupu na osobę, ale jest to bardzo proste do ominięcia – kupuje się maksymalną ilość, wynosi do szefa grupy i wraca do sklepu po następną porcję. Widać to na (oglądaj 1.11,20) filmie . Nie da się tego powstrzymać w otwartym na ludzi społeczeństwie – przecież zakaz zakupów dla Chińczyków byłby czystym rasizmem.

Kryzys z mlekiem dla dzieci w końcu przemija, ale nie dzięki regulacjom – popyt się wygasza, podaż nadgoniła i jakoś się udało po paru miesiącach wrócić do normalności. Zjawisko oczywiście narusza nie tylko normy społeczne – nie wolno prowadzić działalności handlowej będąc na wizie turystycznej czy studenckiej. Kontrolowanie ile czego się kupuje zalatuje jednak totalitaryzmem i Australijczycy, podobnie jak reszta zachodnich krajów, nie potrafią sobie z tym poradzić bez łamania praw człowieka, czego nie chcą robić.
 

Chiński handel polegający na omijającym cło wysyłaniu detalicznych przesyłek po wykupieniu całego rynku dostaje nazwę - „dajgoł” (“dàigòu” - 代购) [ 2 ] Tutaj i w dalszej części tekstu używam zapisu fonetycznego aby uniknąć konfuzji. wymowa daigou

Przy okazji pożywienia dla niemowląt zjawisko dorabiania sobie na handlu zyskało na mocy i na rozgłosie, ale wcale nie zniknęło. Okazało się, że jest to bardzo zyskowny proceder, a w Chinach importowane dobra są bardzo poszukiwane. Dla kupującego w Chinach towar z importu, nawet prywatnego, daje nadzieję, że nie będzie to podróbka i warto za to zapłacić więcej niż w sklepie za rogiem.

Jest grudzień 2019 roku. Doktor Li Wenliang ostrzega innych lekarzy przed dziwnym wirusem. [ 3 ] Władze prowincji Hubei uciszają go, doktor oficjalnie przeprasza. Doktor za parę miesięcy umrze na chorobę o nazwie COVID-19, ale już w grudniu władze prowincji wiedziały o problemie. Chiny mają doświadczenia z chorobami – wszak SARS czy ptasia grypa dotknęły Państro Środka. Wiedzą, co jest potrzebne, gdy epidemia przetacza się przez kraj. W styczniu okazało się, że doktor Li miał rację, że wirus jest wyjątkowo problematyczny. Dajgoł zawsze reagują na popyt, potrafią go też wygenerować poprzez „wyczyszczenie” rynku z produktu. To, co w 2008 roku było jedynie ostrzeżeniem, a przez pozostałe lata było niedogodnością dla chcących zakupić poza Chinami coś, co akurat było w Chinach modne, w 2020 roku staje się realnym zagrożeniem dla zachodniego świata. W wielu krajach można zauważyć pospolite ruszenie wszystkich dajgoł. Tym razem ze sklepów znikają maseczki FFP3 / N95. Nie jest to towar reglamentowany, na zachodzie wszyscy myślą, że problem z epidemią dotyczy Wuhanu, może Chin, ale każdy ma tam daleko, niemal każdy myśli, że go to nie dotyczy. W tym czasie dajgoł czyszczą z maseczek USA, Australię, kraje europejskie. Korzystają z leniwego działania celników zachodnich. W Chinach celnicy przymykają często oczy dzięki kontaktom organizatorów z władzami – wszak w Chinach podstawą poważnych interesów są powiązania („guānxì” - 关系).
 

Przez te wszystkie lata od 2008 ruch dajgoł już nie tylko stał się dobrze zorganizowany, jest również wspierany przez władze centralne gdyż może służyć do realizacji ich interesów.

Jak donosi gazeta “The Sydney Morning Herald” [ 4 ], pracownicy dużej firmy z branży nieruchomości - The Greenland Group, która jest wspierana przez chiński rząd (jest w 20% właścicielem), dostali polecenie odłożenia na bok obowiązków i zabrania się za skupowanie sprzętu ochronnego z Australii I pozostałych krajów, w których działają. Nie skupowali jedynie maseczek z filtrem – zajęli się też pozostałym sprzętem i medykamentami: maseczkami chirurgicznymi, termometrami, chusteczkami antybakteryjnymi, płynami odkażającymi do rąk, rękawiczkami jednorazowymi i paracetamolem.

I nie była to jednorazowa akcja – zajmowali się tym tygodniami na przełomie stycznia i lutego, nawet chwalili się całymi paletami towaru pakowanymi w magazynach.

Nie jest to jedyny taki przypadek – w samej Australii media wykryły co najmniej jeszcze jedną dużą chińską firmę budowlaną która w dużej skali zajęła się skupywaniem sprzętu zabezpieczającego – Risland. [ 5 ]

Inny ciekawy przypadek został szeroko nagłośniony w mediach społecznościowych, również chińskich. Hexin Jiang chwaliła się w mediach społecznościowych ( mirror na YouTube ), że wykupiła w okolicy wszystkie maski N95 i dla Amerykanów nie zostało już nic. Nie jest jedyną osobą, która tak robiła – to było masowe zjawisko w USA na początku roku, jak donosi znany vloger Winston Sterzel, znany pod przeudonimem SerpentZA [ 6 ].
 

Możnaby się zastanowić, jakie były pobudki. Ich ojczyzna była dotknięta epidemią. Któż nie pospieszyłby na pomoc?

Problem jednak polega na tym, że w Chinach nigdy nie brakowało sprzętu ochronnego. Owszem, występowały lokalnie braki, ale były szybko uzupełniane dostawami, gdyż Chiny miały ok 80% światowego rynku produkcji tego sprzętu.

Cóż więc mogło powodować działaniami chińskich władz, które wiedząc o epidemii i o tym, co jest przydatne, skupiły co się tylko dało z zachodnich krajów?

Z pewnością teraz rząd w Pekinie rozdaje karty w każdym miejscu, które nie było dostatecznie przygotowane. To oni mają sprzęt i sprzedają go tylko tam, gdzie chcą – tak działa monopol. Ale patrzenie na to tylko z perspektywy finansowej wydaje się zbyt upraszczające.
 

Należy się zastanowić, jakie interesy zamierza zrealizować chiński rząd w zamian za udzielenie pomocy i wysłanie lub sprzedanie sprzętu, który wcześniej został wyssany z zachodnich krajów.

Kwestie sprzedawania wyposażenia dla telefonii 5G to z pewnością tylko wierzchołek góry lodowej. Kraje pogrążone w kryzysie będą miały ogromne zobowiązania wobec tych, którzy im pomogą. Dzięki skupieniu niemal wszystkich zapasów materiałów ochronnych aktualnie pomoc polega na sprzedaży ich z dużym przebiciem, a media zachwycają się mostami lotniczymi.

Chiny z pewnością nie chcą być jedynie fabryką świata – chcą zyskać przewagę technologiczną i ekonomiczną i wykorzystać lata działania metodą tysiąca drobnych kroków by zbudować swoje znaczenie i relacje. W obliczu problemów ekonomicznych spowodowanych wojną handlową z USA pandemia spadła im z nieba. Należy oczekiwać w najbliższych miesiącach licznych informacji o dużych chińskich projektach w Europie nabierających rozpędu.

Niejeden rząd zacznie być przychylny chińskim interesom w zamian za chińską przychylność w utrzymywaniu władzy.
 

Należy się zastanowić, czy to wszystko nie będzie ostatecznie oznaczało zmiany hegemonii światowej? Jeśli jest to nieuniknione, czy odbędzie się to w sposób względnie bezkrwawy?
 

Najbliższa przyszłość przyniesie odpowiedzi na te pytania i pokaże, jak bardzo globalny porządek świata zostanie zmieniony. Warto śledzić globalną politykę mimo tego, że wszystkich nas przenika strach o życie i zdrowie najbliższych - pod osłoną dramatu dzieją się rzeczy doniosłe.

Przypisy:

[1] Wikipedia - zatrucie odżywek dla dzieci

[2] Wikipedia - daigou

[3] Lancet - Li Wenliang

[4] Sydney Morning Herald - śledztwo w sprawie skupywania sprzętu przez Chińczyków

[5] News com au - kolejna chińska firma skupująca sprzęt

[6] SerpentZA o daigou w USA

Autor: 
ChesterandrewsChesterandrews
Źródło: 
pokazywarka.pl
video: 
Zagłosowałeś na opcję 'down'.
Polub Plportal.pl:

Reklama