Chcesz się zabić? To twój problem. Po śmierci Magdy apelują o zmiany w polskiej psychiatrii

Reklama

ndz., 07/21/2019 - 17:09 -- koscielniakk

Magda z podwójną diagnozą, po licznych próbach samobójczych, nie została przyjęta na oddział otwarty szpitala psychiatrycznego. Skierowano ją na terapeutyczny oddział zamknięty, gdzie jednak już się nie udała. Dla kobiety, żony i matki dwójki dzieci, było już za późno. Teraz jej bliscy apelują do rządu o zmiany w polskiej psychiatrii. - Zamiast wpadać w czarną rozpacz, chcemy działać i pomóc tym, którzy są jeszcze z nami. Bo Madzi już pomóc nie możemy - mówi Małgorzata Strzelecka, jej koleżanka. 

  • Choroba dwubiegunowa polega na tym, że epizody depresji przeplatają się ze stanami manii
  • - Po śmierci Magdy pisali do mnie moi widzowie. Mówili, że odsyłano ich ze szpitali mówiąc, że mają zbyt niską motywację. I jak będą "mniej chorzy", to mają się zgłosić - mówi Gosia, prowadząca kanał DvubieguNova na Youtube
  • - Lekarze też od lat alarmują o złej sytuacji polskiej psychiatrii. Mamy miliony osób chorych, to jest tragedia, jak się ich traktuje i jaką pomoc oferuje - mówi Wojtek, współautor petycji do rządu
  • "Jesteśmy przerażeni stanem psychiatrii w Polsce i w pełni przekonani, że musi ona przejść szybką transformację" - piszą autorzy petycji

Gosia z Magdą poznały się na grupie na Facebooku, która skupia osoby borykający się z chorobą dwubiegunową i zaburzeniami osobowości typu borderline. Sama choroba polega na tym, że epizody depresji przeplatają się ze stanami manii. To bardzo głębokie doły i wysokie górki, które destrukcyjnie wpływają na chorych. W stanie manii osoba, która jej doświadcza, początkowo czuje się szczęśliwa. Ma więcej energii i motywacji do działania, przeciwnie niż w depresji. Ale to złudne. Szybko pojawia się złość, ciągłe rozdrażnienie, kłopoty ze snem, gonitwa myśli i ryzykowane zachowania.

Z kolei zaburzenia typu borderline, inaczej zwane osobowością z pogranicza, w dużym stopniu wpływają na relację z innymi ludźmi. Cechuje je ogromna trudność w budowaniu stabilnych relacji, w czym przeszkadza ogromny lęk przed odrzuceniem i porzuceniem. W życiu takich ludzi dominują uczucia negatywne, takie jak złość, smutek, wstyd. Mają oni również niespójny wizerunek własnego "ja", odcinają się od niektórych uczuć, co jest pewnym mechanizmem obronnym.

 

Magda nie miała już siły walczyć

Wyobraźmy sobie teraz połączenie tej choroby i tego zaburzenia. Brzmi jak piekło? Bo właśnie przez piekło przechodziła Magda. - Spotkałyśmy się na grupie wsparcia, której jestem administratorką. Ale nasza więź zacieśniła się wtedy, kiedy uczestniczyłam w ratowaniu Magdy po jednej z jej prób samobójczych. Podjęłam interwencję, dzwoniłam po pogotowie i byłam z nią na łączach przez cały ten czas, zanim karetka do niej przyjechała. To było dla mnie trudne doświadczenie, ciężko to opisać słowami - wspomina Gosia.

Magdzie udało się jakoś stanąć na nogi, mierzyła się jeszcze z konsekwencjami zdrowotnymi swojej próby samobójczej. Ale tylko pozornie wszystko było w porządku. - Starałam się z nią utrzymywać kontakt, wspierać ją. Niestety, w tym ostatecznym momencie do nikogo się nie odezwała. Zaskoczyła nas wiadomość o jej śmierci, chociaż wiedzieliśmy, że miała za sobą bardzo wiele prób - mówi Gosia.

Jak dodaje, Magda w pewnym momencie po prostu się poddała. - Tak długo prosiła, mówiła, pytała: "Dlaczego nikt mi nie chce pomóc?". Na oddziałach dziennych nikt nie chce przyjmować osoby po próbach samobójczych. Nie ma tam odpowiednich zabezpieczeń, żeby nie targnęły się ponownie na swoje życie. Z drugiej strony, przy przyjęciu do zakładów zamkniętych mówi się im, że mają za niską motywację, aby się leczyć.

Ale jaka ma być motywacja osoby z myślami samobójczymi? - nie dowierzam. 

- Dla mnie to też jest proste. Wiele osób pisało do mnie później, że mają podobne doświadczenia. Odsyłano ich ze szpitala mówiąc, że mają za niską motywację. I że jak będą "mniej chorzy" to mają się zgłosić. To gdzie oni mają pójść? - pyta Gosia, która prowadzi także kanał na Youtube - DwubieguNova, gdzie opowiada o problemach, z jakimi się boryka. Ludzie piszą do niej non stop, zwierzają się, proszą o pomoc. 

- Do psychiatry na NFZ czeka się kilka miesięcy, a nawet kilka lat. Terminy są takie, jak do specjalisty. A jeśli ktoś jest załamany, w dużym kryzysie, nie może czekać. Ta katastrofa dzieje się teraz, a nie za 4-5 miesięcy. Bo do tego czasu może się zabić. A samobójstwo nie jest wyborem, tylko efektem tego, że już nie dajemy rady. I Madzia w którymś momencie nie dała rady.

 

Zbyt chorzy na leczenie

Często dramatyczne wpisy Magdy na grupie pamięta także Wojtek Skold, współautor petycji do rządu, z taką samą diagnozą. Ale w pamięci najbardziej zapisały mu się zdjęcia Magdy, na których jest uśmiechnięta. Radosna. - Pamiętam, że Magdzie zależało, aby dostać się do szpitala na zamknięty oddział. Wybrała placówkę z dobrą opinią. Po jej śmierci postanowiłem sprawdzić, jaki jest czas oczekiwania na przyjęcie - opowiada Wojtek.

Najpierw napisał do szpitala, a później zadzwonił. Poinformował, z czym ma problem, jakie stwierdzono u niego zaburzenia. Opisał sytuację dokładnie taką, w jakiej była Magda. - Okazało się, że pierwsza wizyta byłaby w maju 2020 roku. To stanowczo za późno dla osoby, która potrzebuje pomocy - nie ma wątpliwości Wojtek. Nie wie, czy Magda zdążyła podjąć próby, aby ją tam przyjęto. 

Wojtek podkreśla, że termin, jaki sam uzyskał, to tylko termin wstępny. - Może być tak, że ktoś przyjedzie z drugiego końca Polski i dowie się od lekarza, że nie zostanie przyjęty, bo np. nie jest wystarczająco zmotywowany. I zaprosi na ponowną wizytę za trzy miesiące. Niektórzy z naszej grupy byli tak odsyłani przez dwa lata. Gosia: - Po śmierci Magdy pisali do mnie moi widzowie. Mówili, że odsyłano ich ze szpitali mówiąc, że mają zbyt niską motywację. I jak będą "mniej chorzy", to mają się zgłosić. To ja się pytam, dla kogo jest szpital, skoro chorzy "bardziej" nie mogą tam przebywać? Teoretycznie osoby z myślami samobójczymi powinny być przyjmowani od razu. W praktyce często nie ma dla nich miejsc. Służba jest niewydolna, bo ewidentnie jest za mało miejsc w szpitalach.

Na przyjęcie w trybie pilnym czeka się nawet miesiąc. - Wiem o tym, bo sama dostałam takie pilne skierowanie. To paranoja. Jeżeli ktoś potrzebuje pomocy natychmiast, zostaje sam - denerwuje się Gosia. 

Pacjenci nie winią jednak za to lekarzy. Tylko system. - Lekarze też od lat alarmują o złej sytuacji polskiej psychiatrii. Mamy miliony osób chorych, to jest tragedia, jak się ich traktuje i jaką pomoc oferuje. Ci ludzie nie mają często siły chodzić od drzwi do drzwi. Kiedy jedne się przed nimi zamkną, może dojść do tragedii - wskazuje Wojtek.

 

Petycja do polityków - na razie bez odpowiedzi

Pacjenci psychiatryczni postanowili więc wziąć sprawy w swoje ręce. I przypomnieć o swoim istnieniu politykom, którzy wydają się zapominać, ile osób w Polsce cierpi na choroby psychiczne i zmaga się z różnego rodzaju zaburzeniami.

- Śmierć naszej koleżanki nami wstrząsnęła. To był impuls, żeby zrobić coś pożytecznego dla pacjentów psychiatrycznych - mówi Wojtek, który razem z Gosią napisał petycję do przedstawicieli polskiego rządu. Opisują w niej historię Magdy i apelują o zmiany w polskiej psychiatrii. 

Autor: 
Marta Glanc
Źródło: 
Onet
Polub Plportal.pl:

Reklama