Rosja traktuje Białoruś jak obiekt ekspansji

Reklama

pon., 12/09/2019 - 06:29 -- zzz

- Rosja prowadzi z Białorusią negocjacje w formie ultimatum – nie interesuje jej już uroczyste podpisanie jakichkolwiek dokumentów bez istotnych treści – mówi portalowi PolskieRadio24.pl dr Paweł Usow, niezależny białoruski politolog. Jak dodaje, Moskwa wiąże ściśle kwestię dotacji z kwestią pogłębienia integracji. Łukaszenka jest w pułapce: nie ma kontrstrategii względem rosyjskiej polityki - dodaje analityk.

 

  • Rosja prowadzi obecnie twardą grę z Białorusia. Nie chce już stosować półśrodków w relacjach z Białorusią. Widzimy, że celem jest skuteczna integracja Białorusi w przestrzeń Rosji. To właśnie jest różnica w odniesieniu do negocjacji Mińska i Moskwy w poprzednich latach - mówi portalowi PolskieRadio24.pl dr Paweł Usow, białoruski niezależny politolog
  • Fakt, że nie podpisano dokumentów po rozmowach integracyjnych prezydentów, świadczy o tym, że Rosja nie rezygnuje z ultimatum wobec Białorusi, ale i o tym, że Łukaszenka poważnie podchodzi do tych postulatów, wie, że w razie zatwierdzenia będą one realizowane. Nie będzie można ich zatwierdzić i nie realizować, tak jak to było wcześniej
  • Bez dotacji Rosji sytuacja gospodarcza Białorusi znacznie się pogorszy. System gospodarczo-polityczny Białorusi bazuje obecnie na wsparciu ze strony Rosji. Łukaszenka jest w pewnym sensie w pułapce i tym można tłumaczyć jego radykalne wypowiedzi dotyczące dalszych losów Białorusi - mówi dr Paweł Usow
  • Widzimy, że władze Białorusi nie mają żadnej strategii przeciwstawienia się presji ze strony Rosji - zauważa politolog

kreml.jpg

Większość Białorusinów chce niezależności swego kraju od Rosji

 

Spotkanie Aleksandra Łukaszenki i Władimira Putina w Soczi. Fot. PAP/EPA/MICHAEL KLIMENTYEV / SPUTNIK / KREMLIN POOLSpotkanie Aleksandra Łukaszenki i Władimira Putina w Soczi. Fot. PAP/EPA/MICHAEL KLIMENTYEV / SPUTNIK / KREMLIN POOL

PolskieRadio24.pl: W sobotę 7 grudnia w Soczi miały miejsce rozmowy prezydentów Rosji  i Białorusi. Trwały one ponad pięć godzin i dotyczyły pogłębionej integracji obu państw. W niezależnych środowiskach Białorusi jest duże zaniepokojenie tym procesem, tym, do czego to wszystko ma prowadzić, bo już od miesięcy przedstawicieli rządów Rosji i Białorusi spotykają się, by opracowywać kolejne integracyjne porozumienia. Zapisy tych dokumentów, co warto dodać, nie są udostępniane opinii publicznej. 7 grudnia pczekiwano, że obaj prezydenci mogą podpisać dokumenty integracyjne, a tymczasem na zakończenie rozmów nie zorganizowano nawet krótkiej konferencji, nie wydano żadnych komunikatów dla prasy. Rosyjski minister ds. rozwoju gospodarczego Maksim Oreszkin powiedział później, że od poniedziałku ruszają rozmowy ekspertów, a 20 grudnia odbędzie się kolejne spotkanie Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenki, tym razem w Petersburgu. Czy milczenie po wielogodzinnych rozmowach to fiasko rozmów?

 

Białoruski politolog dr Paweł Usow: W symbolicznym aspekcie to porażka Rosji. We wrześniu przedstawiciele władz deklarowali bowiem, że 8 grudnia będzie podpisane przynajmniej memorandum, dotyczące pogłębienia integracji Białorusi i Rosji.  

Zatem można zapytać, dlaczego nie podpisanego uroczyście żadnego dokumentu, który byłby symbolem sukcesu integracji.

Moim zdaniem wiąże się to z tym, że Rosja nie chce pustych deklaracji. Dla Moskwy dokumenty bez treści gospodarczych i politycznych nie mają już znaczenia. Rosja prowadzi z Białorusią negocjacje w formie ultymatywnej: wszystko za wszystko. Albo Białoruś podpisuje w całości program, który proponuje Moskwa, czyli zapewne integracji gospodarczej w takiej formie, która doprowadzi do całkowitego uzależnienia Białorusi, najpierw gospodarczo, a na drugim etapie również politycznie, albo nie podpisuje.

Pakiet propozycji Rosji to cena, za którą Łukaszenka może otrzymać dalsze wsparcie gospodarcze: niższe ceny ropy, gazu. Jeśli zaś Aleksander Łukaszenka zrezygnuje z ultimatum – to nie dostanie nic.

Wydaje się, że Rosja prowadzi ostrą grę. Nie chce już stosować półśrodków w relacjach z Białorusią.  Widzimy, że celem jest skuteczna integracja Białorusi w przestrzeń Rosji. To właśnie jest różnica w odniesieniu do negocjacji Mińska i Moskwy w poprzednich latach.

Zatem fakt, że nie podpisano dokumentów świadczy o tym, że Rosja nie rezygnuje z ultimatum, ale i o tym, że Łukaszenka poważnie podchodzi o tych postulatów, wie, że w razie zatwierdzenia będą one realizowane. Nie będzie można ich zatwierdzić i nie realizować.

Wcześniej Łukaszenka mógł podpisać dokumenty i ich zapisów nie realizować – teraz to się zmieniło. I to zmienia także psychologiczną sytuację wokół integracji.

Białoruś jest na krawędzi: krok dalej można oznaczać katastrofalne dla kraju następstwa.

 

Co Aleksander Łukaszenka zrobi w tej sytuacji?

Pytanie raczej, co Aleksander Łukaszenka może zrobić w tej sytuacji? Bo widziemy szantaż Rosji: bez integracji nie będzie dotacji.  

Problem w tym, że bez dotacji sytuacja gospodarcza Białorusi znacznie się pogorszy. System gospodarczo-polityczny Białorusi bazuje obecnie na wsparciu ze strony Rosji.

Łukaszenka jest w pewnym sensie w pułapce i tym można tłumaczyć jego radykalne wypowiedzi dotyczące dalszych losów Białorusi.

 

Chodzi tutaj m.in. o to, że nie ma porozumienia w kwestiach dotyczącyche cen ropy i gazu na kolejny rok, ciągle nie są podpisane.

Białoruś dostaje gaz i ropę na warunkach ulgowych, czyli płaci wielokrotnie mniej niż Litwa, Polska, Ukraina. Jest jasne, że ceny gazu i ropy są powiązane z forsowanym przez Rosję programem integracyjnym, który Białoruś ma podpisać.

Minister rozwoju gospodarczego Rosji Maksim Oreszkin powiedział, komentując ostatnie rozmowy prezydentów, że  strony osiągnęły pewne sukcesy w negocjacjach, dotyczących całego szeregi kwestii m.in. rolniczych, celnych, łączności, rynku ropy, ”a nawet ropy i gazu”. Choćby w tej wypowiedzi widać jasno, że kwestie cen ropy i gazu są powiązane z programem integracji.

Zatem widać, że kwestie integracyjne są ściśle powiązane z cenami surowców. Widać, że założenie jest takie, że Białoruś nie dostanie dotacji, jeśli nie podpisze umów.

Różnic w kwestii integracji chyba jest sporo. Premier Białorusi Siergiej Rumas przed spotkaniem z premierem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem 6 grudnia mówił, że w rozmowach o mapach drogowych, których ma być 31, jest 16 nieuzgodnionych kwestii.

Jednak nikt nie wie, o jakie różnice chodzi. Nie ma też informacji, co jest w tych dokumentach, nie zostały upublicznione. Przecieki różnego rodzaju pojawiają się w rosyjskich mediach: sugeruje się tam, że może chodzić o wspólny system podatkowy, a to oznaczałoby zupełną zmianę sytuację gospodarczej. Inne media piszą o jednym systemie telekomunikacji, o kodeksie cywilnym. To byłyby elementy włączania Białorusi w system Rosji.

Map drogowych jest 31. Wedle śmielej sformułowanych przecieków mają one dotyczyć wspólnej służby celnej, może i wspólnej granicy, może połączenia niektórych instytucji państwowych. W tym kontekście warto przypomnieć wypowiedź ambasadora Białorusi w Rosji Uładzimira Siemiaszki, który stwierdził, że w trakcie pogłębiania integracji mają być utworzone związkowe instytucje ponadpaństwowe, czyli np. parlament. To wywołało burzę na Białorusi. Z kolei premier Rosji Miedwiediew oznajmił w czwartek, że każda integracja oznacza ograniczenie niezależności. Powiedział zatem wprost, czego Rosja oczekuje od Białorusi. Zatem w tych prostych komunikatach możemy zobaczyć strategię Rosji wobec Białorusi.

Widzimy, że władze Białorusi nie mają żadnej strategii przeciwstawienia się presji ze strony Rosji. Widać już też, że Białoruś nie dostanie kompensaty za manewr podatkowy dotyczący opodatkowania wydobycia ropy naftowej. Wygląda na to, że Aleksander Łukaszenka może pójść na ustępstwa.

Czego zatem możemy się spodziewać na końcu roku?

Wydaje się, że Rosja wymaga podpisania całego pakietu integracyjnego, nie godzi się na akceptację jego fragmentów. Nie wiadomo, na jakie ustępstwa może zgodzić się Łukaszenka. W tym kontekście wymienia się zazwyczaj sprzedaż państwowych przedsiębiorstw, kwestie wojskowe, na przykład bazy.

Sytuacja jest krytyczna. Wypowiedzi Łukaszenki przed spotkaniem były krótkie i bez treści. Rosja, jak się zdaje, nie patrzy na Białoruś jako partnera, ale jako na przedmiot ekspansji.

20 grudnia ma być kolejne spotkanie prezydentów Rosji i Białorusi, w Petersburgu.

W Petersburgu będzie wówczas szczyt rady sojuszu eurazjatyckiego, Białoruś ma objąć funkcję państwa przewodniczącego. Nie wierzę jednak, że przez kilkanaście dni uda się przygotować poprawki do planu integracji. Moim zdaniem to czas, który dano Łukaszence na przemyślenia.

Aleksander Łukaszenka jest w trudnej sytuacji. Alternatywą jest dla niego reforma gospodarki, kapitał Zachodu. Na to nie ma widoków.

Na Białorusi, w Mińsku, 7 grudnia podczas rozmów Łukaszenki i Putina, miały miejsce demonstracje przeciwko integracji z Rosją. Podobne manifestacje miały miejsce także 8 grudnia, w 20. rocznicę utworzenia państwa związkowego. Jak zwracają uwagę media, te manifestacje nie były rozpędzane, a to nietypowe dla Białorusi.

Manifestacje te wpisywały się w dyskurs, który teraz prezentuje Łukaszenka, że nie zamierza podpisywać dokumentów, zabierających Białorusi niezależność. Demonstracje nie miały otwarcie antyrządowego charakteru, były przede wszystkim komunikatem w obronie suwerenności państwa. Łukaszenka wykorzystał instrumentalnie te protesty podczas rozmów w Soczi, by wskazywać na to, że na Białorusi idea integracji nie jest popularna.

Tymczasem niektóre moskiewskie media pisały o tych protestach jako o manifestacjach nacjonalistów, faszystów etc. Pytanie, co zrobi z tym Moskwa: czy nie zacznie snuć narracji o rzekomych nacjonalistach na Białorusi, tak jak na Ukrainie, którym trzeba na czas przeciwdziałać. Zobaczymy.

Nie sądzę, że na Białorusi rozpocznie się demokratyzacja. Wiemy, jak wyglądały ostatnie wybory parlamentarne. Widzieliśmy, że kierownikiem administracji prezydenta został w ostatnich dniach generał KGB Ihar Sierhiajenka. Łukaszenka będzie dbał o to, by ten ruch na rzecz niezależności doprowadził do demokratyzacji, wzmocnienia instytucji państwa.

 

Czy wiadomo, co o tym wszystkim myśli społeczeństwo białoruskie? Symptomatyczne wydaje się to, że komunikaty w sprawie integracji są utajnione. Tak jakby ich odtajnienie mogło grozić wybuchem oburzenia?

Dostrzegam tu inny poważny problem: chodzi o komunikaty, jakie władze białoruskie wysyłają do społeczeństwa, bo one dezorientują Białorusinów. W przestrzeni informacyjnej mówi się o tym, że inkorporacja jest zagrożeniem. Jednak obecnie to integracja jest realnym procesem, to ona teraz ma miejsce i to ona jest zagrożeniem. Tego wielu Białorusinów nie rozumie. Białorusini odpowiadają negatywnie na pytanie, czy państwo powinno być inkorporowane, ale około połowy nie ma nic przeciwko integracji w ramach sojuszu.

To problem. Władze nie wysyłają komunikatu do społeczeństwa, że integracja jest zagrożeniem. Przeciwnie: informują, że to nie jest zagrożenie. Mówią, że są pewne warunki, które nie są dla nas dobre, ale ogólnie nie jesteśmy przeciwko integracji.

Dlatego pewna część społeczeństwa odbiera integrację jako coś pozytywnego. Ta część społeczeństwa nie rozumie,  o co chodzi z tą  niezależnością, dlaczego opozycja znowu się buntuje. Bo dla nich integracja, jak opowiadają władze, to same zyski: tania ropa, tani gaz. Po co zatem być przeciw integracji? I to jest wynik strategicznego błędu białoruskich władz: integracja jako taka nie tworzy w świadomości obywateli zagrożenia.

A tymczasem integracja jest podstawowym zagrożeniem, bo za procesem integracyjnym idzie także inkorporacja Białorusi.

Obecnie społeczeństwo Białorusi przegrywa: bo władze nie wysyłają jasnego komunikatu, iż w wyniku integracji z Rosją Białoruś może stracić niezależność. Jeśli bowiem by tak postawić ten problem, to rodzi się pytanie, dlaczego Białoruś nadal się znajduje w państwie związkowym Rosji i Białorusi. Trzeba by w takim przypadku coś zrobić: anulować traktat z 1999 roku, zmienić podejście do Rosji.

Tego się nie robi. Władze wciąż zachowują się tak, jakby integracja nie niosła ryzyka.

W Mińsku jednak działacze protestowali przeciw pogłębionej integracji w sobotę, protestowali w niedzielę…

Władze powinny zmniejszyć represje i nacisk na opozycję, powinny pozwolić zorganizować demonstracje, także w innych miastach, to miałoby inny wydźwięk. Warto by zorganizować takie manifestacje w obronie niezależności także we wschodnich obwodach Białorusi. Przez 20 lat władze starały się zniszczyć niezależne organizacje, idee narodowościowe. Dobrze, że na tej pustyni ostały się jeszcze grupy, które chcą ostrzec i zaktywizować społeczeństwo.

Jednak bez systemowego wsparcia władz dla społeczeństwa białoruskiego, dla ruchu pronarodowego - sytuacja się nie zmieni. 

Autor: 
zzz
Źródło: 
polskieradio24
Polub Plportal.pl:

Reklama