Koronawirus: Dlaczego jesteśmy tak niezdyscyplinowani?

Reklama

wt., 10/27/2020 - 14:29 -- MagdalenaL

Wiemy co musimy robić, aby zwalczyć pandemię, a jednak trzymanie się reguł przychodzi nam z trudem. Ale właściwie dlaczego? Odpowiedzi udzielił psychoanalityk.

Okręg Berchtesgaden wprowadził go jako pierwszy w Niemczech; Lockdown na co najmniej 14 dni. Szkoły i żłobki zostają zamknięte, podobnie gastronomia i miejsca rekreacyjne. A mieszkania można opuszczać tylko z ważnych powodów. Instytut Roberta Kocha wyliczył tam zapadalność na koronawirusa na poziomie 252,1, to rekord na skale całych Niemiec. Liczby wzrastają w ostatnim czasie skokowo. Pandemia wymknęła się spod kontroli. Podobnie jak w innych państwach europejskich: w poniedziałek także Walia i Irlandia ogłosiły Lockdown, a Słowenia wprowadziła stan wyjątkowy. W Niemczech w kolejnych tygodniach okaże się, czy wzrost będzie następował w zawrotnych tempie, jeśli tak, to będzie można go zahamować jedynie drastycznymi środkami, tj. ponowny Lockdown.

Dlaczego doszło do tak dramatycznego rozwoju zakażeń? Nie nauczyliśmy się wraz z trwaniem pandemii, że mamy skuteczne metody na jej stłumienie? Trzymanie min. 1,5 m dystansu, zachowanie higieny, noszenie maseczek (w Niemczech są to tzw. reguły AHA), wietrzenie pomieszczeń, unikanie kontaktów społecznych, zrezygnowanie z mniej ważnych podroży – wszystko to jest skuteczne i utrudnia rozprzestrzenianie się wirusa. Pomińmy teraz fakt, że zastosowanie tych środków w różnych krajach związkowych, dało różne efekty, w zależności od motywów politycznych. Zadajmy sobie zamiast tego pytanie, jakie czynniki psychologiczne i psychospołeczne prowadzą do tego, że nie stosujemy się aż tak konsekwentnie do tych reguł, a niektórzy nie zachowują ich w ogóle .

Ważne jest, by nie żyć w ciągłym strachu

Przyzwyczailiśmy się do zagrożenia zarażeniem i zachorowaniem, ale także do strachu przed infekcją i  jej skutkami zdrowotnymi. Efekt przyzwyczajenia jest całkowicie normalnym zjawiskiem.

Nie tylko mechanizmy fizjologiczne ale również psychologiczne, zostały tak zaprogramowane, że relatywnie wysoki poziom stresu nie może być utrzymywany ciągle, ponieważ życie w nieustannym stresie prowadziłoby do przeciążenie psychicznego i fizycznego. Obniżenie wysokiego poziomu strachu jest zdrową reakcją psychosomatyczną. To prawidłowa i ważna reakcja, aby nie żyć w ciągłym lęku przed zakażeniem. Nawet teraz.

Szczególnie ludzie, którzy i tak już mają skłonności do stanów lękowych, mają próbować uspokoić siebie, kiedy tylko znajdą się w domu i nie są narażeni na możliwość zarażenia się. Niebezpieczeństwo tkwi w tym, że strach urośnie i rozproszy się tak bardzo, że nie będzie się chciało w ogóle wyjść z mieszkania. Pomocne jest nieustanne przypominanie sobie, że przy zachowaniu odpowiednich środków higieny, ryzyko infekcji znacząco spada. Jednakże tak jak dla zdrowia psychicznego niebezpieczne są coraz silniejsze lęki, tak samo niebezpiecznym jest też umniejszenie ryzyka albo nawet i jego całkowite zanegowanie. Tylko ten bowiem, który rozumie powagę sytuacji, zachowuje stosowne środki bezpieczeństwa.

Reguły dotykają naszej potrzeby autonomii

Dodatkowo jest coś, co przyspiesza rozwój pandemii: wiele osób ma dość nakazywania jak mają się zachowywać. Ataki na naszą sferę prywatną, ograniczenia naszej wolności przemieszczania się, nakazy dotyczące naszego wyglądu, godzą w naszą potrzebę autonomii. Negują nas jako wolne, autonomiczne, stanowiące o sobie i wyjątkowe jednostki. Weźmy jako przykład nakaz zasłaniania nosa i ust: maseczki godzą w naszą indywidualność.  Powodują zuniformizowanie, ujednolicenie, ogromne ograniczenia naszej osobistej indywidualności, którą nadajemy naszą mimiką, mową i uśmiechem. Maska jest zasłonięciem i zmianą twarzy, którą do tej pory znaliśmy z teatru, czy karnawału. Teatralne zamaskowanie w teatrze lub podczas karnawału ma ukryć zwyczajną tożsamość, tym samym umożliwić wydobycie na zewnątrz tego co zwykle pozostaje ukryte, ukazanie pewnej zalotności, wyobrażenia o sobie.  W przypadku maseczki przeciwwirusowej jest jednak dokładnie odwrotnie, indywidualna tożsamość zostaje poddana zuniformizowaniu, ujednoliceniu, wygładzeniu różnic. Ingerencję w wyrażenie naszej osobowości, odbieramy więc jako atak, jako narcystyczną zniewagę. Maseczki z emotikonami, nadrukowanymi twarzami ale też z logami firm modowych, które początkowo były kompromisem między rebelią, modą i humorem, zupełnie zanikły. Zamiast nich pojawią się jednorazowe maseczki lub te wyprodukowane przez producenta koszul, które w piętnastu odcieniach niebieskiego sprzedaje się przez kasami w supermarketach.

Czyż nie wszyscy jesteśmy sfrustrowani?

Niektórzy okazują swoją frustrację z góry narzuconymi w ostatnich miesiącach ograniczeniami, przekorną obroną, przede wszystkich w formie prowokacyjnej bezmyślności. Jak uważa pochodzący z Frankfurtu, psychoanalityk Martin Altmeyer, to „ekscentryczne ja”, typowy dla współczesnych typ osobowości, czuje się poprzez zakaz kontaktów, obowiązek noszenia maseczek i dystans społeczny zablokowane w swoim dążeniu do bycia widocznym i pokazania siebie. Dlatego też burzy się przeciw gorzkiej prawdzie jakimi są potrzebne nakazy i rozsądek.

Bądźmy szczerzy: każdy z nas, bardziej lub mniej, odczuwa frustrację i pokusę mówienia nie nakazom. Ale większości udaję się zwalczyć to oburzenie i przepracować je w swojej psychice. Uznajemy bowiem, że musimy przez jakiś czas dźwigać to brzemię, zarówno dla dobra własnego jak i dla dobra ogółu.

Brak alternatyw

Znany jest jeszcze kolejny mechanizm niemożności uporania się z tym kryzysem. Są ludzie, których pandemia jako taka, a także związane z nią środki bezpieczeństwa, w pewnym sensie  przerasta, zarówno psychicznie jak i mentalnie. Reagują chowaniem się za maską obojętności, relatywizmu, bagatelizują problem, nie dostrzegają lub- w najgorszym przypadku- wypierają niebezpieczeństwo. Nie buntują się otwarcie przeciwko wprowadzonym zasadom ale nie biorą ich na poważnie, nie potrafią zrozumieć ich złożoności i pewnej niekonsekwencji.

Dlatego tez nie są zmotywowani do zaangażowanego i aktywnego współudziału w zwalczaniu wirusa. Rozwija się u nich pandemiczne zmęczenie, jak zdiagnozował to New York Times. Objawy: przesyt, zmęczenie i rosnące zniecierpliwienie. Prezydent USA Donald Trump kolejny raz podsyca te uczucia, ludzie są „zmęczeni”. „Ludzie mają dojść słuchania Fauciego i tych idiotów, którzy popełnili błędy”.W dodatku wszystko to co pomaga przetrwać ciężką sytuację: pocieszenie, bycie ze sobą blisko, wzięcie się w ramiona, to wszystko w dobie pandemii staje się niemożliwe. Faktycznie wszyscy znajdujemy się w sytuacji psychosocjalnej, „która charakteryzuje się ciężkim dla psychicznego przepracowania paradoksem, mianowicie takim, że zachowujemy się najbardziej socjalnie przez utrzymywanie dystansu do innych osób”, jak podsumował to psychoanalityk Altmeyer.

Niestety sytuacja jest taka, że nie ma innej alternatywy. Obojętnie jak bardzo mamy dość tego wirusa.

Autor: 
Hans-Jürgen Wirth Tłum. Marta Rzany
Źródło: 
https://www.spiegel.de/psychologie/corona-krise-warum-wir-so-undiszipliniert-sind-a-e15bd1c0-64a7-4faa-95af-06c204a44bb0
Polub Plportal.pl:

Reklama