Trump trzyma się FARC i Maduro, aby zabezpieczyć sektor Florydy

Reklama

pt., 10/30/2020 - 20:19 -- MagdalenaL

 Poparcie prezydenta na korzyść kolumbijskiej prawicy potwierdza wpływ konserwatywnego skrzydła Partii Republikańskiej zakorzenionego w południowym stanie. Stosunki Kolumbii ze Stanami Zjednoczonymi ewoluują.

Od dawna było jasne, że triangulacja stosunków między Stanami Zjednoczonymi, Kolumbią i wenezuelską opozycją przebiega przez Florydę. Rządy Donalda Trumpa oraz Ivána Duque odnalazły harmonię zarówno w „dyplomatycznym oblężeniu” Nicolása Maduro, jak i poparciu dla lidera opozycji Juana Guaidó, uznanego za prezydenta przez Waszyngton, a także Bogotę. Znaki mnożą się. W mieście Cúcuta, głównym kolumbijskim ośrodku położonym przy wspólnej granicy ciągnącej się przez ponad 2200 kilometrów, wciąż pamiętają spotkanie na międzynarodowym moście, które odbyli senator Marco Rubio i przedstawiciel Mario Díaz-Balarta. Była to dwójka republikanów mających wpływ na plany Trumpa dotyczące administracji, obaj optowali za Florydą oraz rodowitą Kubą. Wizyta miała miejsce w przeddzień nieudanej operacji Guaidó polegającej na sprowadzeniu żywności i leków do Wenezueli 23 lutego 2019 roku.

Floryda- kluczowe terytorium w wyborach prezydenckich ze względu na przynależność do tak zwanych państw wahadłowych- oprócz bycia epicentrum antycastrismo jest także domem dla największej społeczności emigrantów wenezuelskich w Stanach Zjednoczonych. Według różnych szacunków społeczność ta liczy ponad miliona Amerykanów pochodzenia kolumbijskiego, z których około 150 000 to osoby zarejestrowane i mogące głosować. Głosowanie Hiszpanów wydaje się decydujące. To właśnie w Miami administracja Trumpa najbardziej wzmocniła swoje granice, aby odsunąć Maduro od władzy. Tam były doradca ds. Bezpieczeństwa narodowego, John Bolton, pod koniec 2018 roku nakreślił nową „oś zła” (podobnie jak George W. Bush), kiedy mówił o „tyranńskiej trójce" składającej się z Kuby, Wenezueli i Nikaragui. Sam Trump od dawna łączy to, co dzieje się na Wenezueli (chavismo), z nowym pokoleniem demokratycznych przywódców, bardziej skłaniających się ku lewicy, takich jak Bernie Sanders, Alexandria Ocasio-Cortez i Karen Bass.

W Białym Domu polityka wobec Ameryki Łacińskiej za rządów Trumpa była kształtowana przez członków bardziej konserwatywnych skrzydeł Partii Republikańskiej, mających ważne powiązania w regionie, które kończą się w Miami. Pierwszym doradcą Trumpa w Ameryce Łacińskiej był Juan Cruz, weteran CIA, który kierował stacją oddziału w Bogocie. Wraz z Cruzem Trump podjął się zaostrzenia stosunków z Kubą i Wenezuelą, wykorzystując sankcje gospodarcze jako główne narzędzie. Pokładał nadzieje w  Kolumbii jako miejscu mogącym  katapultować jego wizję Ameryki Łacińskiej. „Nałożyliśmy sankcje na wszystko w obrębie Wenezueli z wyjątkiem tlenu i słońca. Gdybyśmy znaleźli sposób, aby to zrobić, uczynilibyśmy to również ”- powiedział Cruz we wrześniu zeszłego roku na forum w Woodrow Wilson Center w Waszyngtonie. Niegdysiejszy agent CIA odkrył w 2018 roku byłego członka kubańskiego lobby anty-Castro w Waszyngtonie, Mauricio Claver-Carone'a, który nigdy nie ukrywał odrzucenia polityki latynoamerykańskiej bliskiej socjalizmowi.

Z Claver-Carone'm na czele polityki, pojawiła się bezwzględność wobec Ameryki Łacińskiej. Prawnik, pochodzący z Miami i bliski senatorowi Marco Rubio, zdecydował się zaostrzyć środki przeciwko Hawanie oraz Caracas. Wniósł ze sobą do Białego Domu język agresywny wobec takich ruchów jak castrismo i chavismo. Jego nominacja na stanowisko prezesa Międzyamerykańskiego Banku Rozwoju (IDB), która nastąpiła latem, była postrzegana przez Stany Zjednoczone jako afront wobec regionu w przeszłości zawsze rządzonego przez osobę z Ameryki Łacińskiej. Pierwsze wsparcie dla tego stanowiska nadeszło z Kolumbii: prezydent Duque uzasadnił swoje poparcie aktem wzajemności wobec Waszyngtonu. Claver-Carone nie służy już w Białym Domu od kilku tygodni, ale ślad jego sprzeciwu wobec lewicy latynoamerykańskiej został zarejestrowany w ostatnich wiadomościach podczas wizyty Trumpa w Kolumbii.

Jego tweety, które poparły byłego prezydenta Álvaro Uribe w weekend po tym, jak wymiar sprawiedliwości przyznał mu warunkową wolność (spędził dwa miesiące w areszcie domowym), zawierały aluzje do castrochavismo i mierzyły do tego samego celu. Termin ten był również używany w Kolumbii przez uribismo, prawicowy prąd popierający byłego prezydenta, wzywający do ataku na pokojowe porozumienie rządu Juana Manuela Santosa (2010-2018) z wymarłym oddziałem partyzanckim FARC.

Trump, który nazwał Uribe „bohaterem”, powtórzył również swoje ataki na „socjalistę” Gustavo Petro, przeciwnika lewicowej anty-władzy, kandydata, który zakwestionował drugą turę wyborów prezydenckich 2018 przeciwko Duque. Petro, który był członkiem grupy partyzanckiej M-19, zdemobilizowany trzy dekady temu, przegrał. Miał prawie 42% głosów, podczas gdy Duque zdobył ich aż 54%, ale wśród ponad 100 000 Kolumbijczyków, którzy głosowali w Stanach Zjednoczonych na korzyść Duque, polityczny chrześniak Uribe zbliżył się do 85%.

W wyścigu do Białego Domu prąd uribismo stanął po stronie reelekcji Trumpa. Kilka raportów dziennikarskich wskazuje, że kolumbijscy przywódcy polityczni, członkowie Centrum Demokratycznego, są coraz bardziej zaangażowani w kampanię strachu przed „socjalizmem”, usianą teoriami spiskowymi, którą Trump rozpoczął przeciwko Joe Bidenowi na Florydzie. Wśród nich znajduje się kontrowersyjna senator María Fernanda Cabal, reprezentantka skrajnie prawicowych sektorów partii rządowej założonej przez byłego prezydenta. Wysoka popularność, jaką Uribe utrzymywał jako prezydent (2002-2010), "pękła" w Kolumbii- tylko 35% ludzi wspiera jego rządy, aż 53% jest przeciwko. Wynika to z ostatniego sondażu Gallupa - na Florydzie nadal utrzymuje sympatię obywateli.

Przykładowo hrabstwo Miami-Dade zatwierdziło w tym miesiącu nazwę jednej ze swoich ulic jako Alvaro Uribe Way. Ten hołd oddał Juan David Vélez, kongresowy przedstawiciel blisko pięciu milionów Kolumbijczyków za granicą. Kongresman z Centrum Demokratycznego ma podwójne obywatelstwo, dzieli swój czas między Bogotę i Miami. Podkreślił on także odrzucenie przez jego partię porozumienia pokojowego podpisanego pod koniec 2016 roku. Vélez studiował na Międzynarodowym Uniwersytecie Floryda, instytucji o różnych kanałach komunikacyjnych z prawami w Kolumbii. Inicjatywa nagrodzenia Uribe została przedstawiona Radzie Miejskiej przez komisarza Javiera Souto, kubańskiego polityka przebywającego na wygnaniu w Miami od 1960 r., który pracował dla CIA i brał udział w inwazji w Zatoce Świń.

Bogota w coraz większym stopniu udowadnia swój status uprzywilejowanego partnera administracji Trumpa, pomimo sporadycznych tarć o wysoki poziom handlu narkotykowego. Tak jak Uribe uczynił już z George'em W. Bushem, podobnie Duque brał udział w polityce zagranicznej sprzyjającej Waszyngtonowi, sojusznikowi w walce z narkotykami oraz partyzanta od czasu wprowadzenia Planu Kolumbia w 2000 roku. Ten bliski sojusz na mniej niż miesiąc przed wyborami, w których sondaże wskazują na Bidena jako faworyta, ​​zagraża ponadpartyjnemu konsensusowi. Kolumbijska dyplomacja kultywowała kwestie mające wpływ na kraj, definiowane zwykle budżetowo na Kongresie, o czym ostrzegają różni analitycy.

Znaczenie społeczności kolumbijskiej nie pozostało niezauważone przez kampanię Demokratów. Sam Biden napisał list skierowany do Kolumbijczyków i społeczności kolumbijsko-amerykańskiej, który opublikował zarówno w The Sun Sentinel, gazecie z południowej Florydy, jak i El Tiempo de Bogotá. W tekście odnosi się do Kolumbii jako „kamienia węgielnego” polityki zagranicznej Waszyngtonu w Ameryce Łacińskiej i sporządza relację historyczną, w której wspomina atak na Pałac Sprawiedliwości z 1985 roku dokonany przez partyzantów jednostki M-19, w którym służył Petro. Biden nazywa to „niesprawiedliwością polegająca na bezkarnym zabijaniu sędziów z zimną krwią”. Podkreśla również, że często podróżował do tego kraju, współpracował z każdym kolumbijskim przywódcą w ciągu ostatnich 20 lat oraz zapewnił ponadpartyjne wsparcie dla Planu Kolumbia. Zwraca też uwagę, iż pomogli wiceprezydentowi Barackowi Obamie wykorzenić uprawy kokainy, ale nie wspomina o zdecydowanym wsparciu tej administracji dla porozumienia pokojowego z nieistniejącą partyzantką FARC, której najsilniejszym przeciwnikiem był Uribe.

Autor: 
Santiago Torrado Tłum. Daria Matuszak
Źródło: 
https://elpais.com/internacional/2020-10-12/trump-se-aferra-a-las-farc-y-a-maduro-para-asegurarse-un-sector-de-florida.html
Polub Plportal.pl:

Reklama