POLSKA ZIEMIĄ OBIECANĄ DLA UKRAIŃCÓW

Reklama

pt., 01/08/2021 - 06:23 -- zzz

Tak jak wielu Polakom marzył się kiedyś "amerykański sen", tak wielu Ukraińcom marzy się dzisiaj polska ziemia. Chcą u nas pracować, bo tu lepiej zarabiają. Według europejskich statystyk, od kilku lat przyjmujemy najwięcej cudzoziemców spoza Unii Europejskiej, spośród wszystkich krajów Wspólnoty. Materiał "Raportu" Polsat News.

 

Bohdan Vasylkov ma 29 lat, od ponad czterech jest barberem.

W Polsce zaczyna swoje życie od nowa. Po raz drugi, bo - jak mówi - za pierwszym razem, z powodu niedopatrzenia w dokumentach, został deportowany na Ukrainę.

- Drugi raz jesteśmy w Polsce z żoną i dzieckiem, pierwszy raz byliśmy w 2017 roku, później mieliśmy taką przymusową przerwę. Deportacja - mówi Vasylkow.

- Wpadła straż graniczna, siedmiu dużych chłopów i zaczęli sprawdzać papiery. Mieliśmy już wszystko ustalone w życiu i tu taki stres - dodaje.

- Lubię Polskę, absolutnie inny poziom życia - odpowiada na pytanie, dlaczego wrócił. - Kiedyś moi rodzice musieli wyjechać do Polski, to było w latach 2000, bo straszna bieda była i brali mnie ze sobą, i tak zapamiętałem, że podoba mi się tu, takie amerykańskie marzenie, polskie marzenie. I cały czas myślałem, że chcę wyjechać do Polski - dodaje.

Jak mówi, chce w Polsce zostać. - Dążę do stałych dokumentów. Marzę, żeby mieć polski paszport - podkreśla.

Jego determinacja by spełnić swój "polski sen" i otworzyć najlepszą w naszym kraju szkołę barberingu, to przykład tego, jak Polska stała się ziemią obiecaną dla tysięcy naszych ukraińskich sąsiadów.

700 zł miesięcznie

Według europejskich statystyk od kilku lat przyjmujemy najwięcej cudzoziemców spoza Unii Europejskiej spośród wszystkich krajów Wspólnoty.

Tylko w 2019 roku Polska wydała ponad 720 tysięcy zezwoleń na pobyt, z czego najwięcej obywatelom Ukrainy - ponad pół miliona pozwoleń na podjęcie pracy.

Natalia Lysiuk cztery lata temu zaczynała na zmywaku, dziś jest menadżerem sieci stołecznych restauracji, ale przez 16 lat zdobywała na Ukrainie kolejne szczeble muzycznej edukacji. Uczyła gry na fortepianie - praca dawała jej satysfakcję, zarobki - nie.

- Kończyło się na tym, że trochę brakowało mi na jedzenie. Nie powiem, żebym chodziła głodna, bo miałam wsparcie od rodziców, ale zawsze było mi głupio, bo w wieku 25 lat nie chciałam od nikogo niczego brać, chciałam być samodzielna - opowiada.

W przeliczeniu około 700 złotych miesięcznie nie wystarczyło na powiązanie końca z końcem.

- Stwierdziłam, że spróbuję i zaryzykowałam, przyjechałam do Polski. Na szczęście udało się w miarę szybko znaleźć pracę, w moim przypadku to był zmywak - dodaje.

Żeby szybciej nauczyć się języka i żeby wyjść na prostą - pracowała na dwa etaty. - Przez ponad pół roku pracowałam na dwa etaty: rano pracowałam w jednej firmie, po południu w drugiej firmie. Niektóre dni były naprawdę sajgonowe, ale potem zobaczyłam, że ok, spoko zarabiam i mogę odłożyć, ale nie mam, kiedy tego wydawać - wspomina.

Lekarze w fabryce

Piotr Melnyk jako ukraiński chirurg, w przeliczeniu, zarabiał 700 złotych miesięcznie. Jego żona, również pracownik służby zdrowia, także nie mogła liczyć na więcej. Po przyjeździe do Polski ze względu na przepisy i nieznajomość języka nie mogli zacząć od pracy w swoich zawodach.

- 700 złotych, a ceny prawie takie same jak w Polsce. Tak jest, że wszyscy lekarze mają niską opłatę pracy. Jeśli będąc lekarzem, chcesz zarobić, to musisz potrafić "dogadać się" z pacjentem, a jeśli nie masz takich umiejętności lub twoje sumienie tobie nie pozwala, no to pracujesz za pół darmo, tak było u nas i dlatego nie widzieliśmy przyszłości - mówi lekarz.

Jak wspomina małżeństwo, w tym czasie więcej można było zarobić w Polsce w fabryce, niż będąc lekarzem na Ukrainie.

- Dlatego poszliśmy do fabryki, na produkcję lamp samochodowych i pracowaliśmy 12, 13 miesięcy, a Natalia półtora roku. Było dla nas ciężko, bo po pracy trzeba było przyjść i czytać książki, i przygotowywać się do egzaminów - opowiada Piotr Melnyk.

Przyznaje, że inni pracownicy dziwili się, że lekarz pracuje w fabryce.

- Wiedziałem że to praca tymczasowa. Nikt nie mógł uwierzyć, a ja od razu wiedziałem, że ten egzamin zdam i zdam go za pierwszym razem. I tak wyszło - dodaje.

Perspektywa wyższych zarobków przyciąga ukraińskich pracowników do Polski. Nieraz są to osoby wykształcone - tak jak pianistka, która zaczynała na zlewozmywaku, czy małżeństwo lekarzy, którzy zaczynali w fabryce lamp samochodowych.

Prace nad ustawą

- Myślałam sobie że kobiety, które pracują tutaj w sklepie, sprzątają czy prowadzą dom, czy wykonują prace fizyczne, robiły to samo na Ukrainie tylko za znacznie mniejsze pieniądze. I ja dostałam kilka takich lekcji pokory - mówi Monika Sobień-Górska, autorka książki "Ukrainki. Co myślą o Polakach, u których pracują".

- Było zaskoczeniem dla mnie to, że Polaków irytuje fakt, że ktoś w ogóle dotknął tego tematu, czyli zapytał Ukraińców, co oni myślą o Polakach, jak im się z Polakami żyje, jak funkcjonuje, że sam ten temat jest w taki sposób drażliwy - opowiada.

Jak podkreśla Iwona Michałek, wiceminister rozwoju, pracy i technologii, "Ukraińcy bardzo chętnie przyjeżdżają, chcą u nas pracować są dobrze przyjmowani, szybko się asymilują, języka uczą się prawie że natychmiast, więc to są pracownic, którzy są bardzo dobrze postrzegani przez pracodawców".

W rozmowie z "Raportem" wiceminister odpowiedzialna za polski rynek pracy zapowiada, że w 2021 roku ministerstwo ma rozpocząć pracę nad ustawą o zatrudnianiu cudzoziemców.

- Ustawa miałaby upraszczać procedury przyjmowania, zachęcać do pracy w Polsce - mówi wiceminister.

Mimo dobrego zdania pracodawców o pracownikach z Ukrainy i wielu wyrazach życzliwości, jakie usłyszeliśmy w różnych regionach Polski, wciąż zdarzają się ataki spowodowane ksenofobią. - To wyjątki - słyszymy od Natalii Lysiuk, którą w stołecznym autobusie zaczepił pijany mężczyzna.

 

- Powiedziałam: proszę pana, proszę uspokoić się, wszystko jest w porządku, on odpowiedział: a ty jesteś z Ukrainy, a ty przyjechałaś zabierać Polakom pracę - opowiada kobieta.

Ukraińcy czują się w Polsce potrzebni, bo zapotrzebowanie rynku pracy jest olbrzymie. Czekają na nowe przepisy, bo na razie procedury uzyskiwania zezwoleń na pracę są skomplikowane.

Państwo Melnykowie po dwóch latach pracy przeplatanej uzupełniającymi studiami, nauką polskiego i podyplomowym stażem - już mogą pracować w polskiej służbie zdrowia.

- Jak zgłosiliśmy się do szpitala, to od razu dostaliśmy zaproszenie od dyrektora, chętnie chcieli nas zatrudnić - mówi Piotr Melnyk.

Autor: 
zzz
Źródło: 
Polsat News
Polub Plportal.pl:

Reklama