Biali ludzie chcą dyskutować, a czarnoskórzy potrzebują rozwiązań

Reklama

pt., 05/14/2021 - 01:05 -- MagdalenaL

Czarnoskórzy eksperci od technologii zmagają się z dyskryminacją, a założycielom trudniej jest zbierać pieniądze. Nowe inicjatywy opowiadają się za większą różnorodnością – i przeciwko rasizmowi, który tkwi w wielu algorytmach technologicznych.

Robert Williams został aresztowany za przestępstwo, którego nie popełnił. Kiedy policja w Detroit aresztowała go na oczach żony i dwóch córek, nie miał pojęcia, o co chodzi – dopóki policjant nie pokazał mu zdjęć z kamery monitoringu, na których czarny mężczyzna kradł zegarek.

„To nie ja” – powiedział Williams – „Mam nadzieję, że nie sądzisz, że wszyscy czarni wyglądają tak samo”. Odpowiedź policjanta: „Komputer mówi, że to ty“. Algorytm zidentyfikował Williamsa na zdjęciach.

Był przetrzymywany przez 30 godzin i musiał spać na podłodze w przeludnionej celi. Teraz organizacja praw obywatelskich ACLU pozywa policję w jego imieniu – i żąda zakazania tego oprogramowania.

Technologie pozwalające na rozpoznawanie twarzy lub predykcyjne działania policyjne są używane na całym świecie mimo, że często występują błędy. Ujawniają, że technologia ma problem z rasizmem. Algorytmy są w większości opracowywane przez białych, męskich programistów, trenowanych głosami lub zdjęciami białych ludzi.

Wskaźnik błędów jest wysoki wśród Azjatów lub Czarnych – w dokumentacji „Wstępnie zaprogramowana dyskryminacja” Joy Buolamwini, badaczka z MIT, wyjaśnia, że ​​oprogramowanie rozpoznało ich twarz dopiero po założeniu białej maski. Przedstawiciele grup społecznych szczególnie dotkniętych dyskryminacją zbyt rzadko mają wpływ na innowacje techniczne. Przy opracowywaniu nowych produktów pomija się ich potrzeby.

Nowe inicjatywy chcą zmienić te nierówno rozłożone siły: walczą z dyskryminacją występującą w produktach technologicznych – i są zaangażowane w uczynienie tego sektora bardziej zróżnicowanym.

„Każdy obywatel musi zrozumieć, że rasizm istnieje również w sektorze technologicznym”, mówi Mutale Nkonde, założyciel organizacji AI for the People. „Potrzebujemy masowego ruchu na rzecz cyfrowych praw obywatelskich“. 38-letni londyńczyk, który obecnie mieszka w Nowym Jorku, chce, aby „czarne głosy” były bardziej widoczne. Według Think Tanku Brookings tylko około 8 procent specjalistów technicznych w USA to osoby czarnoskóre; w dziedzinie zajmującej się sztuczną inteligencją czarnoskórych badaczy i programistów często można policzyć na palcach jednej ręki, nawet w dużych firmach technologicznych.

We współpracy z Amnesty International zespół Nkonde bada konsekwencje biometrycznych systemów sztucznej inteligencji, takich jak ShotSpotter - detektory dźwięku monitorują dźwięki otoczenia i ostrzegają policję, gdy tylko wykryją strzały. Są one używane w ponad 100 amerykańskich miastach, zwłaszcza w dzielnicach, w których mieszka wielu Afroamerykanów i Latynosów. Jednak krytycy wątpią w niezawodność systemów, które często wywołują agresywne działania policji – w marcu oficerowie zabili 13-latka z Chicago.

Nkonde prowadzi kampanię na rzecz zakazania takich technologii przez prawo federalne. „Biali chcą rozmawiać o etyce sztucznej inteligencji, a czarnoskórzy potrzebują rozwiązań” – krytykuje. „Nie możemy czekać, aż pojawi się Dolina Krzemowa”.

Firmy technologiczne częściej omawiają rasizm i różnorodność po zabójstwie George'a Floyda i protestach Black Lives Matter, ale tylko niektórzy dostawcy przestali sprzedawać policji oprogramowanie do rozpoznawania twarzy. Jednak korporacje zmieniły raczej swój wizerunek niż wartości, uważa Mutale Nkonde: „Zysk jest nadal priorytetem”.

Skandal wokół badacza etyki AI, Timnita Gebru, pokazuje, że dla gigantów technologicznych nie ma miejsca na pracę antyrasistowską. Gebru, znana mistrzyni zróżnicowanego świata technologii, przeprowadziła badania na temat dyskryminacji przez sztuczną inteligencję w Google – po sporze w gazecie, w której ujawniła rasistowskie problemy, została zwolniona.

Problemy są również widoczne w europejskim przemyśle technologicznym. Kiedy Kave Bulambo przyjechała do Berlina z RPA w 2014 roku, spodziewała się zróżnicowanej metropolii i międzynarodowego przemysłu technologicznego – wkrótce została rozczarowana.

36-letni rekruter, który pracuje dla firmy programistycznej SmartRecruiters, a wcześniej pracował dla firm takich jak Zalando, wie, jak trudno jest wielu niemieckim firmom technologicznym radzić sobie z różnorodnością. Zaczyna się od rekrutacji kobiet – różnorodność etniczna dopiero niedawno była problemem. „Największym wyzwaniem jest przekonanie szefów firmy, że różnorodność jest dla nich dobra” – mówi Bulambo.

Bulambo założył portal Black in Tech w celu nawiązywania kontaktów między specjalistami a firmami. Osoby poszukujące pracy powinny znaleźć ogłoszenia na giełdzie pracy  »TalentDiverse«. Podczas wydarzeń członkowie wymieniają się wiedzą i poradami dotyczącymi kariery – ale oferują też wsparcie emocjonalne i bezpieczną przestrzeń. W firmach zwykle nie ma osoby kontaktowej, do której poszkodowani mogliby zgłaszać incydenty rasistowskie.

Obecnie do Black in Tech dołączyło około tysiąca specjalistów, niektórzy z nich z innych miast europejskich. „Borykają się z tym, że często są jedynymi czarnoskórymi w swoich firmach i że o różnorodności się tylko mówi, ale nie żyje w niej” – mówi Bulambo. Często rasizm jest subtelny.

Autor: 
Sonja Peteranderl / tłum. Monika Wilk
Źródło: 
https://www.spiegel.de/ausland/rassismus-in-der-tech-branche-weisse-menschen-wollen-diskutieren-schwarze-menschen-brauchen-loesungen-a-58a063b3-4d0b-45c4-950d-e1af6cb1bbb9
Polub Plportal.pl:

Reklama