Jak i dlaczego religia ewoluowała?

Reklama

pt., 10/08/2021 - 18:57 -- MagdalenaL

Dzielenie się jedzeniem jest powszechne w wielu religiach świata - i może odzwierciedlać pewne prehistoryczne troski (Zdjęcie: Getty)

Czy źródła życia i uczuć związanych z duchowością można znaleźć u innych zwierząt? W pierwszym z dwuczęściowych artykułów specjalnych Brandon Ambrosino analizuje ewolucyjne początki religii.

„To jest ciało moje ”

Te słowa Jezusa zapisane w Ewangeliach, które wypowiedział podczas ostatniej wieczerzy, są codziennie wypowiadane przed rozdaniem komunii świętej podczas mszy na całym świecie. Kiedy chrześcijanie słyszą te słowa przypominają im one przeszłość, która zawsze jest z nami, która nigdy nie odchodzi.

Jaką przeszłość te słowa przypominają chrześcijanom? Z pewnością ostatnie dwa tysiąclecia, które oprócz pobożnych celebracji Eucharystii obfitują w spory doktrynalne, rozłamy kościelne, epizody przemocy, ekskomuniki, oświadczenia papieskie i różne debaty metafizyczne, a wszystko to kręci się wokół komunii świętej.

Ale możemy cofnąć się dalej, do rozwoju tradycji ustnych, które zostały utrwalone w tekstach kanonicznych włączonych do Nowego Testamentu. Możemy również zastanawiać się nad tym historycznym posiłkiem, na którym opierają się różne teksty dotyczące Ostatniej Wieczerzy.

Możemy cofnąć się jeszcze dalej, na długo przed pojawieniem się chrześcijaństwa. W związku z tym, że Jezus był Żydem, jego akt łamania chleba z uczniami przypomina nam całą historię narodu żydowskiego, łącznie z jego wstrząsającą ucieczką z niewoli egipskiej i otrzymaniem Tory na Synaju. Cofając się jeszcze bardziej zauważymy, że każdy posiłek religijny jest przede wszystkim posiłkiem, jest to akt dzielenia wspólnego stołu, z pewnością ważny rytuał na starożytnym Bliskim Wschodzie. Seder, a później komunia, zostały „podjęte” teologicznie i liturgicznie, ale pozytywne odczucia wokół dzielenia stołu były już obecne wcześniej. Pojawiły się razem ze współczesnym człowiekiem, czyli około 200 000 lat temu. Jednak Homo sapiens nie był jedynym gatunkiem, który odkrył zalety dzielenia się jedzeniem. Neandertalczycy z pewnością częstowali się nawzajem swoimi zasobami, podobnie jak kilka innych gatunków Homo sprzed dwóch milionów lat.

Gdy zastanawiałem się nad głęboką historią ewolucji Eucharystii jeden z moich profesorów teologii powiedział mi „Pomyśl o społeczeństwach zbieracko – łowieckich jedzących razem posiłek”. „Łowcy są dumni, że dobrze sobie poradzili i podzielili się z rodziną; ci, którzy przygotowali jedzenie, są rozpoznawani i doceniani; wszyscy są najedzeni i czują się dobrze; i zachodzi wtedy tak wiele pozytywnych interakcji społecznych. Nic dziwnego, że wokół posiłku nagromadziło się tyle mitologicznych treści”.

Dzielenie się pożywieniem wyprzedza jednak nawet naszych przodków Homo i jest obecnie obserwowane u szympansów i małp bonobo. Rzeczywiście niedawno ukazał się artykuł, w którym zaprezentowano badania dokumentujące zjawisko dzielenia się jedzeniem przez małpy bonobo z osobnikami spoza ich własnej grupy społecznej. Barbara Fruth, jedna z autorek badania, powiedziała cyfrowemu magazynowi „Sapiens”, że dzielenie się posiłkami „musi mieć swoje korzenie w naszym ostatnim wspólnym przodku”. Opierając się na zegarze molekularnym, ostatni wspólny przodek (LCA) ludzi i małp człekokształtnych żył około 19 milionów lat temu. Innymi słowy, kiedy słyszę słowa „To jest moje ciało”, mój umysł natychmiast rozpoczyna wyścig na ewolucyjną linię startu.

Religia

Zacznę od omówienia Eucharystii, ponieważ moja osobistą tradycją religijną jest chrześcijaństwo. Jednak to, że doświadczenia religijne wyłaniają się z bardzo konkretnych, bardzo długich historii można by odnieść do większości zjawisk religijnych. Dzieje się tak, ponieważ, jak powiedział nieżyjący już socjolog Robert Bellah, „Nic nigdy nie ginie”. Historia sięga wstecz, a to kto, jak i gdzie teraz jest wynika z tego, że ona cały czas się toczy. Każde ludzkie zjawisko, które istnieje, jest ludzkim fenomenem, który stał się tym, czym jest. W takim samym stopniu dotyczy to również religii. Jeśli mamy się zastanawiać na głęboką historią religii, musimy jasno określić, czym jest religia. W swojej książce „Małpy Bonobo i ateista” prymatolog Frans de Waal opowiada zabawną historię o swoim udziale w panelu prowadzonym przez Amerykańską Akademię Religii. Kiedy jeden z uczestników zasugerował, aby zacząć panel od zdefiniowania religii, ktoś szybko zauważył, że ostatnim razem, gdy próbowali to zrobić, „połowa publiczności ze złością wyszła z sali”. „A miało to miejsce w akademii, której nazwa pochodziła od tego tematu”, powiedział z ironią de Vaal.

Mimo to musimy od czegoś zacząć, więc de Waal sugeruje taką definicję: religia to „wspólny szacunek dla tego, co nadprzyrodzone, święte lub duchowe, jak również dla symboli, rytuałów i kultu, które są z nią związane”. Definicja De Waala przypomina definicję podaną przez socjologa Émile'a Durkheima, który również podkreślił znaczenie wspólnych doświadczeń, które „tworzą jedną wspólnotę moralną”.

Nie można przecenić znaczenia wspólnego doświadczenia, ponieważ w historii, którą opowiadamy, ewolucja ludzkiej religii jest nierozerwalnie związana z ciągle rosnącą społecznością linii homininów. Jak podkreśla Bellah, religia jest sposobem bycia. Możemy ją również postrzegać jako sposób odczuwania, wspólnego odczuwania.

Podczas gdy większość naukowych badań nad religią dotyczy religii doktrynalnych opartych na teologii, psycholog ewolucyjny Robin Dunbar uważa, że jest to wąski sposób badania tego zjawiska, ponieważ „całkowicie ignoruje fakt, że przez większość historii ludzkości religie miały zupełnie inną, podobną do szamaństwa formę, pozbawioną bogów i kodeksów moralnych”. (Jako szamanizm, Dunbar określa religie doświadczenia, które zwykle obejmują trans i podróże po światach duchowych.) Podczas gdy formy oparte na teologii mają zaledwie kilka tysięcy lat i są charakterystyczne dla społeczeństw postrolniczych. Dunbar twierdzi, że formy szamańskie pochodzą sprzed 500 000 lat i są to cechy charakterystyczne dla łowców-zbieraczy. Według Dunbara jeśli chcemy zrozumieć, jak i dlaczego religia ewoluowała musimy zacząć od zbadania religii „odartych z kulturowych naleciałości.” Musimy mniej skupiać się na pytaniach o Wielkich Bogów i wyznania wiary, a bardziej na pytaniach o zdolności, które pojawiły się u naszych starożytnych przodków i pozwoliły im osiągnąć religijny sposób bycia razem.

Adaptacja czy produkt uboczny?

W końcu wszystkie społeczeństwa wydają się mieć jakieś religie. „Nie ma od tego wyjątków”, powiedział mi de Waal przez telefon.

Jeśli wszystkie społeczeństwa mają religię, musi ona mieć cel społeczny – Frans de Waal

Istnieją dwie główne perspektywy, wyjaśniające dlaczego tak się dzieje. Jedna nazywa się funkcjonalizmem lub adaptacjonizmem: jest to idea, że religia przynosi pozytywne ewolucyjne korzyści, które najczęściej są formułowane pod kątem jej wkładu w życie grupowe. Jak to ujął de Waal: „Jeśli wszystkie społeczeństwa mają [religię], musi ona mieć cel społeczny”. Inni uważają, że religia jest spandrelem lub produktem ubocznym procesów ewolucyjnych. Słowo spandrel odnosi się do kształtu architektonicznego, który pojawia się jako produkt uboczny między łukami a sufitem. Religia w tej interpretacji przypomina szczątkowy narząd. Być może była adaptacyjna w środowiskach, w których pierwotnie ewoluowała, ale w tym środowisku jest nieprzystosowana. A może przekonania religijne są wynikiem mechanizmów psychologicznych, które wyewoluowały w celu rozwiązania problemów ekologicznych niezwiązanych z religią. Tak czy inaczej, powstanie religii nie było celem ewolucji; religia pojawiła się właśnie jako ewolucja „ukierunkowana” na inne rzeczy. Chociaż ludzie po obu stronach tej debaty mają swoje argumenty, wydaje się nieprzydatne definiowanie ewolucji religii w kategoriach albo/albo. Coś, co było jedynie produktem ubocznym ślepego procesu ewolucyjnego, mogło zostać wykorzystane przez istoty ludzkie do wykonania określonej funkcji lub rozwiązania konkretnego problemu.

Może to dotyczyć wielu zachowań – w tym muzyki – ale religia stanowi szczególną zagadkę, ponieważ często wiąże się z niezwykle kosztownymi zachowaniami, takimi jak altruizm, a czasami nawet poświęcenie siebie samego. Jest to tak zwana selekcja wielopoziomowa, która „uznaje, że korzyści zdrowotne mogą czasami przynosić jednostkom efekty na poziomie grupy, a nie zawsze być bezpośrednim wynikiem własnych działań jednostki. Przykładem jest wspólne polowanie, które umożliwia grupom łapanie większej zdobyczy, niż jakikolwiek członek mógłby złapać pojedynczo. Większa zdobycz oznacza więcej jedzenia dla mnie, nawet jeśli muszę podzielić się mięsem (ponieważ wspólnie upolowane zwierzę jest większe niż wszystko, co mógłbym złapać sam). Takie procesy na poziomie grupy „wymagają od jednostki wrażliwości na potrzeby innych członków”, mówi Dunbar. Nie ma w historii religii pojedynczego stworzenia. Nasza historia dotyczy nas.

Uczucie najpierw

Jeśli mamy zrozumieć religię, to najpierw musimy spojrzeć wstecz na naszą daleką historię, aby zrozumieć jak przodkowie ludzcy ewoluowali by żyć w grupach.

W końcu pochodzimy z długiej linii przodków człekokształtnych ze „słabymi więzami społecznymi i brakiem stałych struktur grupowych”, mówi Jonathan Turner, autor pracy „Powstanie i ewolucja religii.” To prowadzi Turnera do zadania pytania, wartego według niego milion dolarów: „W jaki sposób darwinowska selekcja działała na neuroanatomię homininów, aby uczynić ich bardziej społecznymi, tak aby mogli generować spójne więzi społeczne, tworząc grupy podstawowe”? „To nie jest naturalne u małp”. Nasza linia małp wyewoluowała od naszego ostatniego wspólnego przodka około 19 milionów lat temu. Orangutany oderwały się około 13 - 16 milionów lat temu, podczas gdy linia goryli rozgałęziła się około 8 - 9 milionów lat temu. Linia homininów rozgałęziła się na dwie części około 5 - 7 milionów lat temu, z jedną linią prowadzącą do szympansów i bonobo, a drugą prowadzącą do nas. My, współcześni ludzie, dzielimy 99% naszych genów z żyjącymi szympansami – co oznacza, że jesteśmy z nimi najściślej spokrewnionymi człekokształtnymi istotami w całej linii.

Religia pojawia się w wyniku naszej zwiększonej zdolności do życia towarzyskiego

Podobieństwa między ludźmi a szympansami są dobrze znane, ale jedna ważna różnica dotyczy wielkości grupy. Według Dunbara szympansy mogą średnio tworzyć grupy liczące około 45 osobników. „Wydaje się, że jest to największy rozmiar grupy, który można utrzymać dzięki wzajemnej trosce o siebie – mówi. Dla kontrastu, przeciętna grupa ludzi to około 150 osób, znana jako liczba Dunbara. Powodem tego jest to, że ludzie przy określonym wysiłku społecznym są w stanie nawiązać trzy razy więcej kontaktów społecznych niż szympansy, mówi Dunbar. Ludzka religia pojawia się w wyniku tej zwiększonej zdolności do życia towarzyskiego. Dlaczego? Gdy nasi małpi przodkowie przenieśli się z zanikających siedlisk leśnych do bardziej otwartych środowisk, takich jak sawanny wschodniej i południowej Afryki, musieli stać się bardziej społeczni żeby zwiększyć ochronę przed drapieżnikami i zapewnić sobie lepszy dostęp do pożywienia; ułatwiło to również znalezienie partnera. Bez zdolności do utrzymywania nowych struktur – takich jak małe grupy pięciu lub sześciu tak zwanych rodzin nuklearnych, te małpy nie byłyby w stanie przetrwać, mówi Turner. Jak więc natura osiągnęła ten proces socjalizacji? Według Turnera kluczem nie jest to, co zwykle uważamy za inteligencję, ale raczej emocje, którym towarzyszyły ważne zmiany w strukturze naszego mózgu. Chociaż nowa kora odgrywa ważną rolę w wielu teoriach ewolucji religii, Turner twierdzi, że ważniejsze zmiany dotyczyły podkorowych części mózgu, co dało homininom zdolność doświadczania szerszego zakresu emocji. Te wzmożone emocje sprzyjały budowaniu więzi, kluczowego osiągnięcia dla rozwoju religii. Proces wzmacniania podkorowego Turner odnosi do dat sprzed około 4,5 miliona lat, kiedy pojawił się pierwszy australopitek. Początkowo, mówi Turner, selekcja zwiększyła rozmiar ich mózgów o około 100 centymetrów sześciennych (cc) od mózgów szympansów, do około 450 cm3 (u Australopithecus afarensis). Dla porównania to mniej niż u późniejszych homininów – Homo habilis miał pojemność czaszki 775 cm3, Homo erectus miał nieco większą czaszkę, miła ona 800-850 cm3. W przeciwieństwie do tego, współcześni ludzie z pojemnością czaszki do 1400 cm3 mogą pochwalić się znacznie większym rozmiarem mózgu niż ich poprzednicy.

To właśnie w historii ewoluowania [podkorowych] mechanizmów należy ostatecznie szukać początków religii – Jonathan Turner

Jednak porównywalnie mniejszy rozmiar mózgu nie oznacza, że nic się nie działo z mózgiem hominina. Rozmiar mózgu mierzy się za pomocą odlewu, ale Turner mówi, że nie to odzwierciedla wzmocnienia podkorowego, które miało miejsce między pojawieniem się australopitów (około 4 milionów lat temu) a Homo erectus (1,8 miliona lat temu). „To właśnie w opowieści o ewolucji tych [podkorowych] mechanizmów ostatecznie należy odkryć początki religii”. Chociaż nowa kora człowieka jest trzy razy większa od kory małp człekokształtnych, kora podrzędna jest tylko dwa razy większa – co skłania Turnera do przekonania, że wzmacnianie emocji homininów było na zaawansowanym etapie, zanim nowa kora zaczęła rosnąć do swoich obecnych rozmiarów. Oto jak zrobiła to natura. Prawdopodobnie słyszałeś o tak zwanych czterech emocjach podstawowych: agresji, strachu, smutku i szczęściu. Zauważyłeś coś na tej liście? Trzy z tych czterech emocji są negatywne. Ale promowanie solidarności wymaga pozytywnych emocji – dlatego natura musiała znaleźć sposób na wyciszenie negatywnych emocji i wzmocnienie pozytywnych – mówi Turner. Zdolności emocjonalne małp człekokształtnych (zwłaszcza szympansów) były już bardziej wyrafinowane niż u wielu innych ssaków, więc pozytywne emocje mogły się rozwijać. W tym miejscu swojej argumentacji Turner wprowadza pojęcie rozwinięcia emocji pierwszego i drugiego rzędu, które są wynikiem kombinacji dwóch lub więcej emocji pierwotnych. Na przykład połączenie szczęścia i gniewu generuje zemstę, podczas gdy zazdrość jest wynikiem połączenia gniewu i strachu. Podziw, który występuje najczęściej w religii, jest połączeniem strachu i szczęścia. Emocje drugiego rzędu są jeszcze bardziej złożone i pojawiły się w ewolucji w okresie od Homo erectus (1,8 miliona lat temu) do Homo sapiens (około 200 000 lat temu). Na przykład poczucie winy i wstydu, dwie kluczowe emocje dla rozwoju religii, to połączenie smutku, strachu i gniewu. Trudno wyobrazić sobie religię bez możliwości doświadczania tych emocjonalnych zmian z tego samego powodu, dla którego trudno wyobrazić sobie bez nich bliskie grupy społeczne: taka emocjonalna paleta łączy nas ze sobą na poziomie instynktownym. „Ludzka solidarność jest możliwa tylko dzięki emocjonalnemu pobudzeniu obracającemu się wokół pozytywnych emocji – miłości, szczęścia, satysfakcji, troski, lojalności – oraz łagodzenia mocy negatywnych emocji, a przynajmniej niektórych negatywnych emocji” – mówi Turner. „A kiedy te nowe wartości pozytywnych emocji są neurologicznie możliwe, mogą zostać splecione z rytuałami i innymi zachowaniami wzbudzającymi emocje, aby wzmocnić solidarność i ostatecznie stworzyć wyobrażenia o wszechmocnych bogach i siłach nadprzyrodzonych”. Nie można tu wyciągać zbyt daleko idących wniosków, ale ważne jest, aby zrozumieć, jak decydujące jest uczucie w ewolucji religii. Darwin był przekonany, że nie było żadnej różnicy między uczuciem religijnym a jakimkolwiek innym. „Jest to argument za materializmem, „że zimna woda wywołuje nagle w głowie nastrój analogiczny do tych uczuć, które można uznać za prawdziwie duchowe”, pisał we wstępie do dziennika. Jeśli to prawda, oznacza to, że przyczyny stojące za uczuciami religijnymi można określić i zbadać, tak jak każde inne uczucie.

Rytuał

Gdy selekcja działała na istniejące struktury mózgu, wzmacniając zdolności emocjonalne i interpersonalne, pewne skłonności behawioralne małp zaczęły ewoluować. Niektóre ze skłonności, które Turner wymienia jako obecne u małp, obejmują: umiejętność czytania oczu i twarzy oraz naśladowania mimiki twarzy; różne zdolności do empatii; zdolność do emocjonalnego pobudzenia w otoczeniu społecznym; zdolność do wykonywania rytuałów; poczucie wzajemności i sprawiedliwości; oraz zdolność postrzegania siebie jako przedmiotu w środowisku. Według Turnera, zwiększenie palety emocjonalnej dostępnej dla małp doprowadziło do wzrostu wszystkich tych zdolności behawioralnych. Chociaż wiele, jeśli nie wszystkie z tych zachowań zostały u nich udokumentowane, chcę skoncentrować się na dwóch z nich – rytuale i empatii – bez których religia byłaby nie do pomyślenia.

W archiwalnym materiale prymatolog i antropolog Jane Goodall opisuje dobrze znany taniec wodospadu, który był szeroko obserwowany u szympansów. Warto przytoczyć jej komentarze:

Kiedy szympansy się zbliżają do wodospadu, słyszą ten ryk i widać, że ich włosy stają nieco dęba, a potem zwierzęta poruszają się trochę szybciej. Kiedy tu dotrą, będą się rytmicznie kołysać, często wyprostowane, podnosząc duże kamienie i rzucając nimi przez około 10 minut. Czasami wspinają się po pnączach z boku i kołyszą się w strumieniu, a następnie są w wodzie, czego zwykle unikają. Potem będzie można je zobaczyć siedzące na skale, właściwie w strumieniu, patrzące w górę, obserwujące opadającą wodę, a potem patrzące, jak znika. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ten zachowanie lub taniec wodospadu może być u nich wywoływany uczuciem podziwu, cudu, że czujemy. Mózg szympansów jest bardzo podobny do naszego: mają emocje, które są wyraźnie podobne lub takie same jak te, które nazywamy szczęściem, smutkiem, strachem, rozpaczą itd. – niesamowite zdolności intelektualne, o których myśleliśmy, że wyróżniają nas pośród człekokształtnych. Dlaczego więc nie miałyby one również posiadać jakiejś duchowości, co byłoby naprawdę zdumiewające?”

Goodall zaobserwowała, że podobne zjawisko ma miejsce podczas ulewnego deszczu. Te obserwacje doprowadziły ją do wniosku, że szympansy są tak samo uduchowione jak my. „Nie potrafią tego analizować, nie rozmawiają o tym, nie potrafią opisać tego, co czują. Jednak ma się wrażenie, że to wszystko jest w ich wnętrzu i jedynym sposobem, w jaki mogą to wyrazić, jest ten fantastyczny rytmiczny taniec.” Oprócz tego co opisała Goodall, inni obserwowali różne pokazy karnawałowe, grę na bębnach i różne rytuały pohukiwania. Korzenie tego rytuału tkwią w tym, co Bellah nazywa „poważną zabawą” – czynnościami wykonywanymi dla nich samych, które niekoniecznie służą natychmiastowej zdolności przetrwania, ale mają „bardzo duży potencjał rozwijania większej liczby zdolności”. Ten pogląd pasuje do różnych teorii w naukach o rozwoju, takich jak teoria umysłu i myślenie kontrfaktyczne pokazując, że zabawne czynności są często kluczowe dla rozwoju ważnych umiejętności. Zabawa w tym ewolucyjnym sensie, ma wiele unikalnych cech: musi być wykonywana gdy zwierzę jest zrelaksowane – gdy jest karmione, zdrowe i spokojne (dlatego najczęściej występuje u gatunków o rozszerzonej opiece rodzicielskiej). Zabawa występuje również w walkach: ma wyraźny początek i koniec. Na przykład u psów zabawę rozpoczyna się „ukłonem”. Zabawa wiąże się z poczuciem sprawiedliwości, a przynajmniej równowagą sił: duże zwierzęta muszą walczyć ze sobą, aby nie skrzywdzić mniejszych zwierząt. I właśnie na tym polega ich zabawa.

Porównajmy to teraz z wykonywanym rytuałem. Rytuały zaczynają się i kończą. Wymagają zarówno wspólnej intencji, jak i wspólnej uwagi. W grę wchodzą normy. Odbywają się w danym momencie, w ciągu jakiegoś czasu – poza naszą codziennością. (Pomyśl na przykład o meczu piłki nożnej, w którym piłkę można złapać „poza boiskiem”, a czas można zatrzymać. Regularnie funkcjonujemy w trybach naszej rzeczywistości od których chętnie się odrywamy. Gra nam na to pozwala.) Według Bellah zabawa sama w sobie jest praktyką, a nie „czymś, co ma cel zewnętrzny”. Bellah nazywa rytuał „pierwotną formą poważnej zabawy w historii ewolucji człowieka”, co oznacza, że rytuał jest wzmocnieniem zdolności, które po raz pierwszy umożliwiają zabawę w linii ssaków. Istnieje między nimi ciągłość. I chociaż Turner przyznaje, że może to skłaniać do porównań szympansiego tańca wodospadu lub karnawału jako Rytuału przez duże R. Można powiedzieć że „te rytualne skłonności behawioralne sugerują, że część tego, co jest potrzebne do zachowania religijnego, jest częścią genomu szympansów, a więc homininów”.

Empatia

Drugą cechą, którą musimy wziąć pod uwagę, jest empatia. Empatia przede wszystkim nie jest w głowie. Jest w ciele – przynajmniej tak to się zaczęło. Zaczęło się, pisze De Waal ,od „synchronizacji ciał, biegania, gdy inni biegną, śmiania się, gdy inni się śmieją, płaczu, gdy inni płaczą, lub ziewania gdy inni ziewają”. Empatia jest absolutnie kluczowym elementem tego, co nazywamy moralnością, mówi de Waal. „Bez empatii nie ma ludzkiej moralności, to ona sprawia, że interesują nas inni i że, angażujemy się emocjonalnie”. Jeśli religia, zgodnie z naszą definicją, jest sposobem bycia razem, to moralność, która uczy nas najlepszych sposobów bycia razem, jest tego nieodłączną częścią.

De Waal był przez lata krytykowany za swoją optymistyczną interpretację zachowań zwierząt. Według innych mądrych naukowców nie powinniśmy postrzegać zachowań zwierząt jako altruistycznych, czyli wyrastających z poczucia empatii, lecz widzieć je takimi jakimi są, czyli jako egoizm. Zwierzęta chcą przeżyć. Kropka. Interpretując wszelkie podejmowane przez nie działania trzeba wziąć ten fakt pod uwagę.

Ale to błędny sposób mówienia o altruizmie, twierdzi de Waal. „Widzimy, że zwierzęta chcą dzielić się jedzeniem, nawet jeśli je to kosztuje. Przeprowadzamy na nich eksperymenty i ogólny wniosek jest taki, że pierwszą tendencją wielu zwierząt jest altruizm i współpraca. Tendencje altruistyczne wielu ssakom przychodzą bardzo naturalnie”. Jednak czy nie jest to tylko samozachowawczość? Czy zwierzęta nie działają tylko we własnym interesie? Jeśli zachowują się w sposób, który wydaje się altruistyczny, czy nie przygotowują się (że tak powiem) na czas, kiedy będą potrzebować pomocy? „Nazywać to egoizmem”, ponieważ oczywiście te prospołeczne tendencje przynoszą korzyści”, to tak jakby definiować słowa, które nie mają znaczenia, mówi z niedowierzaniem de Waal. Tak, oczywiście dzielenie się z innymi daje przyjemne doznania, ale ewolucja wytworzyła przyjemne doznania związane z zachowaniami, które musimy wykonywać, takimi jak seks, jedzenie i karmienie dzieci przez kobiety. To samo dotyczy altruizmu, mówi de Waal. To nie zmienia zasadniczo zachowania. Takie zdecydowane i szybkie łączenie altruizmu z egoizmem jest w najlepszym wypadku naiwne, a w najgorszym zwodnicze. I to samo widzimy w dyskusjach o normach społecznych. Filozofowie tacy jak David Hume dokonali rozróżnienia między tym, czym zachowanie „jest” a tym, czym „powinno” być, co jest podstawą rozważań etycznych. Zwierzę może wykonać zachowanie X, ale czy robi to dzięki znajomości norm, ponieważ czuje, że powinno to robić?

To pytanie sformułowali filozofowie, którzy twierdzą, że żadna z obserwacji empatii lub moralności u zwierząt de Waala, nie może mu powiedzieć, czy mają one normy. De Waal się z tym nie zgadza, wskazując, że zwierzęta uznają normy: „Najprostszym przykładem jest pajęczyna lub gniazdo. Jeśli je naruszysz, zwierzę natychmiast to naprawi, ponieważ ma normy dotyczące tego, jak ono powinno wyglądać i funkcjonować. Zwierzęta albo porzucają taką naruszoną rzecz, albo ją naprawiają. Potrafią one stawiać sobie cele i do nich dążyć. W świecie społecznym, jeśli dochodzi do walki, zwierzęta spotykają się i próbują naprawić szkody. Próbują wrócić do stanu w jakim dana rzecz powinna być. Mają normy, dotyczące tego jak coś powinno być rozmieszczone, jak powinno wyglądać. Pomysł, że normatywność jest [ograniczona do] ludzi, nie jest poprawny.”

W książce „Bonobo i Ateista” de Waal dowodzi, że zwierzęta wydają się posiadać mechanizm społecznej naprawy. „Około 30 różnych gatunków naczelnych godzi się po walkach i to pojednanie nie ogranicza się tylko do nich. Istnieją dowody na to, że dzieje się tak również u hien, delfinów, wilków czy kóz domowych”. De Waal znajduje również dowody na to, że zwierzęta „aktywnie starają się zachować harmonię w swojej sieci społecznej… godząc się po konflikcie, protestując przeciwko nierównym podziałom i przerywając walki między innymi osobnikami ze swojej grupy. Zachowują się normatywnie w sensie korygowania lub prób korygowania odchyleń od stanu idealnego. Wykazują również samokontrolę emocjonalną i antycypacyjne rozwiązywanie konfliktów, aby zapobiec takim odchyleniom. To sprawia, że przejście od zachowania naczelnych do ludzkich norm moralnych jest mniejszym skokiem, niż się powszechnie uważa”.

Oczywiście istnieje przepaść między naprawą społeczną naczelnych a instytucjonalizacją kodeksów moralnych, które leżą u podstaw współczesnych społeczeństw ludzkich. Mimo to, mówi de Waal, wszystkie te „ludzkie systemy moralne wykorzystują tendencje naczelnych”. Kiedy one się pojawiły? Prawdopodobnie w tym samym okresie co zdolności, które pozwoliły na zabawę (i ostatecznie rytuał), aż do nadejścia opieki rodzicielskiej. „W ciągu 200 milionów lat ewolucji ssaków samice czułe dla swojego potomstwa były bardziej płodne od tych, które były zimne i zdystansowane” — mówi de Waal. Oczywiście wychowanie jest także zauważalne u ryb, krokodyli i węży, ale zdolności wychowawcze ssaków to naprawdę ogromny krok naprzód w historii ewolucji.

Wczesne początki religii

Nasze dzisiejsze nabożeństwa religijne mogą wydawać się odległe od zabawy i empatii ssaków, które pojawiły się w naszej głębokiej przeszłości, i rzeczywiście zinstytucjonalizowana religia jest znacznie bardziej zaawansowana niż tak zwany taniec wodospadu. Ale ewolucja uczy nas, że złożone, zaawansowane zjawiska zaczynają się od prostych początków. Jak przypomina nam Bellah, nie pochodzimy znikąd. „Jesteśmy osadzeni w głębokiej historii biologicznej i kosmologicznej”. Ponieważ linia małp ewoluowała od naszego ostatniego wspólnego przodka w bardziej otwartych środowiskach, małpy, które wolą chodzić same, zostały zmuszone do stworzenia trwalszych struktur społecznych. Dzięki doborowi naturalnemu ewolucja była w stanie dokonać tego zdumiewającego wyczynu, wzmacniając dostępne palety emocjonalne, które od dawna były dostępne dla naszych przodków. Dzięki szerszemu zestawowi emocji mózg hominina był wtedy w stanie wzmocnić niektóre ze swoich zdolności, z których część w sposób naturalny nadawała się do religijnego sposobu bycia. W miarę jak te zdolności bardziej się nasiliły wraz ze wzrostem mózgu Homo i rozwojem nowej kory, zachowania takie jak zabawa i rytuał weszły w nową fazę rozwoju homininów, stając się surowcem, z którego ewolucja kulturowa rozpoczęła instytucjonalizować religię.

I choć ta historia nas nie determinuje - bo z każdym nowym etapem w historii życia pojawia się większa siła sprawczości - ta bio-kosmologiczna historia wpływa na wszystko, co robimy i czym jesteśmy. Nawet najbardziej pozornie autonomiczna ludzka decyzja wynika z historii ewolucji. To jest właśnie całościowy obraz. Właśnie o tych historiach pamiętaliśmy, gdy cofaliśmy się w czasie do początków ewolucji. Wszystko działo się dość wolno, ale ostatecznie rozwinęło się w ludzką religię.

Chociaż często myślę teologicznie o słowach „To jest moje ciało”, nie powinienem przeoczyć podstawowego faktu, że komunia dotyczy ciał – moich, twoich, naszych. Religia jest ucieleśnionym zjawiskiem, ponieważ ludzki religijny sposób bycia ewoluował przez miliony lat, gdy ciała naszych przodków wchodziły w interakcje z innymi ciałami wokół nich. Niezależnie od tego, czy ktoś przyjmuje komunię, czy nawet prowadzi religijne życie, przez cały czas nawigujemy po naszych społecznych światach z naszymi rozwiniętymi zdolnościami do zabawy, empatii i celebrowania rytuałów ze sobą.

Autor: 
Brandon Ambrosino Tłumaczenie: Anna Kępska
Źródło: 
www.bbc.com/future/article/20190418-how-and-why-did-religion-evolve
Polub Plportal.pl:

Reklama